Reklama

Reklama

Górnik Łęczna - Śląsk Wrocław 2-3 w 5. kolejce Ekstraklasy

Górnik Łęczna przegrał 2-3 (2-2) ze Śląskiem Wrocław w drugim sobotnim meczu 5. kolejki Ekstraklasy. Wrocławianie odwrócili losy spotkania, w którym przegrywali różnicą dwóch bramek.

W tygodniu oba zespoły rozgrywały spotkania 1/16 finału Pucharu Polski. Wrocławianie, bez przeszkód, pokonali w Olsztynie Stomil 5-1. Łęcznianie natomiast przegrali u siebie z Legią 0-2.

Reklama

Późny powrót z wyjazdu na północ kraju spowodował, że Śląsk na wyjazdowe spotkanie ligowe do Łęcznej poleciał samolotem.

Szkoleniowiec gospodarzy - Jurij Szatałow zdecydował się na dwie zmiany, w stosunku do ostatniego meczu w Ekstraklasie, w którym Górnicy zremisowali z Pogonią Szczecin. Miejsce w wyjściowej jedenastce stracili Grzegorz Piesio i Łukasz Tymiński. Do składu wskoczyli z kolei Tomasz Nowak i Grzegorz Bonin, którzy dali przed tygodniem bardzo dobre zmiany.

Trener gości Tadeusz Pawłowski również postanowił dokonać dwóch roszad w wyjściowym ustawieniu. Swoje miejsce stracili Paweł Zieliński i Jacek Kiełb. Zastąpili ich Mariusz Pawelec oraz Peter Grajciar.

Jako pierwsi okazję stworzyli goście. Z ponad trzydziestu metrów, jak armaty huknął Dudu Paraiba. Piłkę na rzut rożny, z największym trudem odbił Sergiusz Prusak.

Gospodarze odpowiedzieli w 16. minucie. Po dośrodkowaniu Leandro z lewej strony boiska i zamieszaniu w polu karnym Śląska, z piątego metra piłkę do bramki wrocławian wpakował Przemysław Pitry.

Łęcznianie poszli za ciosem. Dwie minuty później po dobrym, prostopadłym podaniu Nowaka, piłkę do bramki Pawełka wpakował Bonin. Pomocnik popisał się kapitalnym centro-strzałem, wykorzystując nienajlepsze ustawienie kompletnie zaskoczonego decyzją strzelca, bramkarza gości - Mariusza Pawełka.

W 22. minucie, poza własnym polem karnym piłkę wybijał Prusak. Pech chciał, że piłka trafiła pod nogi Roberta Picha. Słowak nie zastanawiał się długo i skierował ją potężnym strzałem do pustej bramki gospodarzy, zdobywając kontaktowego gola.

Dziewięć minut później, zza pola karnego kropnął Tomasz Hołota. Piłkę do boku odbił Prusak, a tam doskoczył do niej Kamil Biliński. Były król strzelców Młodej Ekstraklasy, bez problemów wpakował ją do bramki Górnika, doprowadzając do remisu.  

Na minutę przed przerwą na murawie stadionu w Łęcznej zrobiło się gorąco. Po akcji lewą stroną boiska, w narożniku zderzyli się Mariusz Pawełek i Bartosz Śpiączka. Obaj szybko wstali i byli gotowi kontynuować rywalizację, przypominającą bardziej starcie bokserskie. Do piłkarzy szybko doskoczyli koledzy oraz sędzia Krzysztof Jakubik. Ostatecznie arbiter pokazał obu dżentelmenom żółtą kartkę.

W 53. minucie, po centrze Grajciara szansę miał Flavio Paixao. Portugalczyk nie przyjął jednak czysto piłki na piątym metrze i ta trafiła w ręce Sergiusza Prusaka.

Jedenaście minut później z dystansu uderzył Biliński, ale bramkarz Łęcznej ponownie stanął na wysokości zadania.

W 66. minucie, po dograniu z rzutu wolnego i dużym zamieszaniu w polu karnym gospodarzy, w słupek bramki Górnika Łęczna trafił Krzysztof Danielewicz, który kilka minut wcześniej zastąpił Picha.

Na dziewięć minut przed końcem meczu, wrocławianie ponownie mieli okazję bramkową. Po akcji prawą stroną boiska, w pole karne zacentrował Paixao. Akcję strzałem po ziemi zamykał Grajciar, ale piłka odbita od jego z obrońców Górnika wyszła jedynie na rzut rożny. Uderzając, Słowak nabawił się kontuzji, która uniemożliwiła mu dalszą grę.

W czwartej minucie doliczonego czasu gry. Po akcji Hołoty, w piłkę w polu karnym Prusaka nie trafił Jacek Kiełb. Futbolówka trafiła jednak do Flavio Paixao, a ten wpakował ją do bramki, zapewniając trzy punkty gościom z Wrocławia.

Górnik Łęczna - Śląsk Wrocław 2-3 (2-2)
Bramki: Przemysław Pitry (16.), Grzegorz Bonin (18.) - Robert Pich (22.), Kamil Biliński (31.), Flavio Paixao (90.)

Górnik: Sergiusz Prusak - Paweł Sasin, Maciej Szmatiuk, Tomislav Bożić, Leandro - Grzegorz Bonin, Veljko Nikitović (75, Łukasz Tymiński), Tomasz Nowak, Przemysław Pitry (46, Grzegorz Piesio), Fiodor Czernych - Bartosz Śpiączka (65, Jakub Świerczok).

Śląsk: Mariusz Pawełek - Mariusz Pawelec, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Dudu Paraiba - Flavio Paixao, Tomasz Hołota, Tom Hateley, Peter Grajciar (83, Krzysztof Ostrowski), Robert Pich (60, Krzysztof Danielewicz) - Kamil Biliński (69, Jacek Kiełb).

żółte kartki: Nowak, Śpiączka, Pitry, Nikitović - Pawełek, Kokoszka. Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Widzów: 3562.

Po meczu powiedzieli:

Tadeusz Pawłowski (trener Śląska Wrocław): - Mieliśmy dobre widowisko, pełne dramaturgii. Cieszę się, że po stracie dwóch bramek potrafiliśmy się podnieść i jeszcze przed przerwą doprowadzić do wyrównania. Poprawiliśmy ustawienie i pressing w środku boiska, co przyniosło efekty. Udanie do gry wprowadzili się wszyscy zmiennicy. W poprzednim sezonie to my straciliśmy bramkę w ostatniej minucie, teraz role się odwróciły.

Jurij Szatałow (trener Górnika Łęczna): - Trudno dojść do siebie po takim meczu. Mając tak doświadczony zespół, nie możemy sobie pozwalać na porażki przy dwubramkowym prowadzeniu. Największą naszą słabością jest sfera mentalna, bo absolutnie nie potrafiliśmy utrzymać dyscypliny taktycznej wyraźnie wygrywając.

Ekstraklasa - zobacz wyniki, strzelców, składy, terminarz i tabelę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje