Reklama

Reklama

Ekstraklasa. Marcin Kuźba: Lech może zdobyć mistrzostwo. Legia musi

- Lech może zdobyć mistrzostwo Polski, Legia musi. Władze stołecznego klubu zainwestowały duże pieniądze w to, żeby drużyna miała wszystko, czego trzeba do sukcesu i brak tytułu byłby dla nich wielką porażką - mówi w rozmowie z Interią były napastnik Wisły Kraków i Olympiakosu Pireus, a obecnie skaut krakowskiego klubu, Marcin Kuźba.

Interia: W Wiśle zapowiada się pracowite letnie okno transferowe. Wygasają kontrakty wielu zawodników, w tym kluczowych - jak Stilić czy Dudka. Macie już na oku następców?

Reklama

Marcin Kuźba: - W każdym okienku transferowym mamy listę piłkarzy, których chcielibyśmy pozyskać. Teraz odchodzi kilku kluczowych zawodników i na ich miejsce trzeba będzie znaleźć nowych. No ale wiemy też, w jakiej sytuacji finansowej jest klub i... nie możemy sobie na zbyt wiele pozwolić. Myślę, że czterech-pięciu nowych zawodników uda nam się w lecie pozyskać, ale potrzebujemy więcej wartościowych piłkarzy, aby ta drużyna była wzmocniona na przyszły sezon. Dobrze by było, żeby do każdej formacji doszli piłkarze, którzy będą prezentowali dobrą jakość.

Gdzie szukacie kandydatów do gry w Wiśle?

- Zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Jeśli chodzi o Polskę, to monitorujemy niższe ligi i mamy na oku kilku interesujących zawodników, których chętnie widzielibyśmy w Wiśle. Oczywiście nie mogę teraz mówić o nazwiskach piłkarzy na naszej liście, ale na pewno nie jest tak, że jesteśmy zainteresowani wyłącznie cudzoziemcami. Przyglądamy się także młodym Polakom.

Wspomniał pan, że śledzicie również rozgrywki w innych krajach. Które ligi obserwujecie?

- Często odwiedzamy przede wszystkim kraje wschodniej Europy: Słowację, Węgry, Czechy, Chorwację czy Słowenię. Ale jeździmy także na mecze np. do Portugalii. Wspólnie z innymi skautami sporo podróżujemy i szukamy interesujących zawodników.

Wisła wypuściła ostatnio dwa zwycięstwa w końcówkach meczów. Z czego wynika ta słaba gra "Białej Gwiazdy" w ostatnich minutach spotkań?

- Trudno to wyjaśnić. Sami się nad tym zastanawiamy w klubie i... ciężko dać jednoznaczną odpowiedź. Może to wina braku koncentracji do ostatnich minut? A może po prostu taki los, że dwa takie mecze przytrafiły nam się w ciągu kilku dni? O ile byłem w stanie się pogodzić ze stratą punktów w meczu z Pogonią, to uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę w meczu z Jagiellonią. Myślę, że mecz z "Jagą" powinniśmy wygrać, ale w kilka ostatnich minut praca całego zespołu poszła na marne.

Trudno zrzucić to na karb braku doświadczenia, bo przecież w Wiśle są Głowacki, Dudka, Garguła i wielu innych zawodników, którzy w lidze grają od lat. A jednak przytrafiają się proste błędy...

- To prawda. Myślę, że ci najbardziej ograni zawodnicy powinni brać ciężar gry na swoje barki w trudnych momentach. Może w ostatnich minutach, kiedy mamy korzystny wynik, lepiej byłoby ustawić się głęboko i mądrze bronić? Pewnie w takiej sytuacji mielibyśmy więcej punktów i wciąż bylibyśmy w grze o mistrza.

A tymczasem w grze o mistrza zostały właściwie dwa kluby: Lech i Legia. Feta z mistrzowskiego tytułu będzie w tym sezonie w Poznaniu czy w Warszawie?

- Lech jest na dobrej pozycji, żeby zdobyć mistrzostwo, bo jest punkcik przed Legią i wszystko zależy od niego. Z drugiej strony stołeczny zespół pokazał już w tym sezonie, że potrafi grać w piłkę bardzo dobrze. Legia ma najwyższy budżet i patrząc tylko na finanse, to warszawski klub już powinien być mistrzem. Ale pieniądze nie grają. My mamy to szczęście, a może nieszczęście, że przed nami jeszcze wyjazdy do Poznania i Warszawy. Na pewno będziemy chcieli urwać Legii i Lechowi punkty, więc niewykluczone, że mecze tych drużyn z Wisłą zadecydują o losach tytułu.

Eksperci przed ostatnimi meczami Ekstraklasy powtarzają, że tytuł zdobędzie ten zespół, który najlepiej poradzi sobie z presją. Podpisałby się pan pod tym stwierdzeniem?

- Jeśli tak rzeczywiście jest, to łatwiejsze zadanie ma Lech. "Kolejorz" wcale nie musi zdobyć tego mistrzostwa, a Legia odwrotnie - władze klubu zainwestowały duże pieniądze w to, żeby drużyna miała wszystko, czego trzeba do sukcesu i teraz brak tytułu byłby dla stołecznego klubu wielką porażką. Celem Legii jest awans do Ligi Mistrzów, a przecież tylko zdobycie mistrzostwa daje szansę gry w eliminacjach tych rozgrywek.

W rundzie jesiennej Legia grała znakomicie w pucharach i walką na wielu frontach mogła tłumaczyć słabsze występy w lidze. Tymczasem wiosną szybko odpadła z Ligi Europejskiej, a wyniki w Ekstraklasie nadal są słabsze niż oczekiwano. Z czego to wynika?

- Myślę, że winne są temu rotacje w drużynie. Ta drużyna nie gra tym samym składem przez kilka czy kilkanaście meczów. Sądzę, że brak jasno określonej pierwszej jedenastki jest powodem braku stabilnej formy Legii.

- Pamiętam, że w czasach Wisły trenera Henryka Kasperczaka graliśmy praktycznie tym samym składem w lidze i pucharach, a wyniki były bardzo dobre, czyli to da się zrobić. Wielkich zmian w składzie nie było, chyba że zdarzały się kontuzje, albo pauzy za kartki.

Trener Legii Henning Berg potrafił tymczasem w rundzie jesiennej wymieniać co trzy dni prawie całą jedenastkę...

- Dokładnie. W dodatku niektóre jego decyzje były dla mnie niezrozumiałe. Dlaczego nie chciał częściej korzystać w ataku z Orlando Sa? Ilekroć Portugalczyk jest na boisku, to daje drużynie bardzo dużo. To strzeli gola, to zagrozi bramce przeciwnika. Ciężko mi zrozumieć, dlaczego Berg nie obdarzał go zaufaniem...

Szczególnie, że Marek Saganowski nie daje drużynie zbyt wiele - przynajmniej patrząc na liczby.

- Tak, zresztą trudno się dziwić. Marek, oczywiście z całym szacunkiem dla niego, ma już swoje lata i chyba lepiej byłoby gdyby to on był zmiennikiem Orlando Sa, a nie odwrotnie.

Skoro już jesteśmy przy snajperach - wszystko wskazuje na to, że korona króla strzelców trafi do Kamila Wilczka z Piasta Gliwice. Sądzi pan, że to zawodnik, który poradziłby sobie w Legii czy Lechu?

- Nie przyglądałem mu się aż tak uważnie, żeby wydać jednoznaczną ocenę. To skuteczny zawodnik, ale pamiętajmy, że Legia niedawno pozyskała Arkadiusza Piecha, który był skuteczny w Ruchu, i wiele pożytku z niego nie miała. Z drugiej strony piłkarz, który zdobywa 20 bramek w lidze musi być coś wart. Być może warto zaryzykować i dać mu szansę.

W grupie spadkowej walka o utrzymanie idzie na noże. Które kluby pożegnają się w tym sezonie z Ekstraklasą?

- Najgorsza jest sytuacja Bełchatowa i Zawiszy. GKS złapał drugi oddech dzięki zwycięstwu z Ruchem, ale w dalszym ciągu jego pozycja jest nie do pozazdroszczenia. Z kolei Zawisza w imponującym stylu walczył w rundzie wiosennej i piłkarsko nie zasługuje na spadek. Być może bydgoski klub się uratuje, bo w Ekstraklasie widzę kilka słabszych drużyn.

Rozmawiał Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje