Partner merytoryczny: Eleven Sports

Życie napisze czarny scenariusz dla mistrza Polski. Zmarzlik odejdzie?

Tylko do końca czerwca Grupa Azoty będzie na kevlarach zawodników Orlen Oil Motoru Lublin. Potem zniknie, bo państwowy gigant zerwał kontrakt z mistrzem Polski, zachowując trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Inne żużlowe kluby też straciły spółki państwa i miliony. Teraz sytuacja się uspokoiła, ale już mówi się, że przed sezonem 2025 kolejne spółki wyjdą z żużla. Dla Motoru może to oznaczać konieczność przebudowy gwiazdorskiego składu.

Bartosz Zmarzlik z teamem./Paweł Wilczyński/Zdjęcia Paweł Wilczyński

 Pierwsza fala wychodzenia spółek skarbu państwa z żużla dotknęła Orlen Oil Motor Lublin, NovyHotel Falubaz Zielona Góra, Krono-Plast Włókniarz Częstochowa, Unię Tarnów i Polonię Piła. Z klubowych budżetów wyparowało łącznie 7 milionów złotych.

Idzie druga fala. Kluby dalej będą tracić spółki?

Kluby jakoś załatały te straty, ale mówi się, że idzie druga fala, że kilka kolejnych umów zostanie zerwanych po sezonie 2024. Zwłaszcza te, o których mówi się, że zostały podpisane z politycznego nadania.

Oczywiście z tym politycznym nadaniem, to populistyczny chwyt. Żeby podpisać kontrakt ze spółką skarbu państwa, trzeba się nieźle nachodzić, przedstawić szereg dokumentów, a cały klub jest gruntownie prześwietlany. Jednak opinia publiczna, cokolwiek by się nie powiedziało, i tak wierzy w wersję z umowami podpisywanymi w gabinetach polityków.

Motor będzie musiał przebudować skład

Wróćmy jednak do drugiej fali. Jeśli przyjdzie ona zgodnie z zapowiedziami, to teraz dotknie już przede wszystkim Motor. Ebut.pl Stal Gorzów i FOGO Unia Leszno mają umowy z Eneą, ale to są kontrakty rzędu 200 tysięcy złotych, których strata nie zrobi wielkiej szkody w budżecie. Tymczasem Motor wciąż ma szacowane na 4 miliony umowy z Orlenem i Bogdanką.

Gdyby Motor stracił te kontrakty i nie zyskał nic w zamian, to pozostałby z budżetem na poziomie 20 milionów. To wciąż bardzo dużo pieniędzy, ale o prawie 5 milionów mniej niż obecnie. Takie uszczuplenie zdecydowanie zmusi klub, to przetasowań. Zwłaszcza że skład podrożeje.

Brazylia - Kanada. Skrót meczu. WIDEO/Polsat Sport/Polsat Sport

Mistrz Polski ma kilka rozwiązań

Inne kluby już teraz biją się o Jacka Holdera, więc nawet jeśli Motor będzie chciał go utrzymać, to na pewno nie za cenę 800 tysięcy złotych za podpis i 8 tysięcy za punkt, jak to jest obecnie. Trudno też będzie utrzymać na dotychczasowych warunkach Dominika Kuberę i Fredrika Lindgrena.

Przy uszczupleniu budżetu Motor będzie wręcz zmuszony zamienić jedną z gwiazd na o wiele tańszego zawodnika. Najprościej byłoby rozwiązać kontrakt z Bartoszem Zmarzlikiem, który kosztuje 5-6 milionów rocznie. Z drugiej strony to byłaby gigantyczna wizerunkowa strata i bardzo zły sygnał wysłany do środowiska.

Motor może zbudować młody, perspektywiczny zespół

Dlatego Motor w razie zmniejszenia budżetu najpewniej pożegna jednego z obcokrajowców i albo wstawi do wyjściowego składu zawodnika na dorobku, albo rzuci na jeszcze głębszą wodę Mateusza Cierniaka (obecnie U24) i Wiktora Przyjemskiego (junior). Co to znaczy? Ano to, że teoretycznie Cierniak mógłby jeździć jako senior, a Przyjemski jako U24. Przy takim rozwiązaniu na pozycję młodzieżowca wskoczyłby wychowanek Bartosz Jaworski.

Przedstawiona przez nas wizja składu oznaczałby spadek siły zespołu, ale z drugiej strony Motor zachowałby perspektywiczny skład. Jeszcze tylko musiałby przekonać Cierniaka i Przyjemskiego do tego, żeby zechcieli na to pójść, nie żądając w zamian podwyżek.

W każdym razie w ciemno można założyć, że prezes Jakub Kępa w razie groźby utraty kolejnych spółek na pewno będzie próbował jakoś te zrekompensować. Łatwe to nie będzie (to nie przypadek, że prezes Motoru optował na ostatnim spotkaniu Ekstraligi za KSM), ale Kępa jest ambitnym człowiekiem, więc tak łatwo z utratą jakości się nie pogodzi.

Bartosz Zmarzlik szykuje się do jazdy./Paweł Wilczyński/Zdjęcia Paweł Wilczyński
Prezes Jakub Kępa./Paweł Wilczyński/Zdjęcia Paweł Wilczyński
Dominik Kubera przed startem w biegu./Paweł Wilczyński/Zdjęcia Paweł Wilczyński
INTERIA.PL

Zobacz także

Sportowym okiem