Reklama

Reklama

Żużlowe dramaty. Kilka sekund jak cała wieczność. Pięć lat temu Polska straciła wielki talent

Dzisiaj mija dokładnie pięć lat od tragicznego upadku Krystiana Rempały na torze w Rybniku. 18-letni wówczas zawodnik wskutek uderzenia nieosłoniętą głową doznał rozległych obrażeń głowy. Zmarł po kilku dniach w szpitalu. Polski żużel stracił bardzo utalentowanego chłopaka, który teraz mógłby stanowić o sile któregoś z ekstraligowych klubów.

To był drugi wyścig dnia. Żużlowiec Unii Tarnów podjechał na start w ostatniej chwili, bo miał kłopoty sprzętowe. Rempała nie wystartował zbyt dobrze, ale szukał w pierwszym łuku okazji do polepszenia swojej sytuacji. Nagle uderzył w niego Kacper Woryna, a konkretnie jego motocykl, nad którym stracił kontrolę. Siła uderzenia była tak wielka, że z głowy Rempały strącony został kask, a zawodnik przy kontakcie z torem miał gołą głowę, co w praktyce odebrało mu jakiekolwiek szanse na przeżycie. Całe zajście wyglądało tragicznie, ludzie na stadionie byli przerażeni. Mecz wstrzymano, a następnie odwołano. Warto tu wspomnieć o pięknej postawie miejscowych, zwłaszcza Krzysztofa Mrozka. Osobiście apelował on o modlitwę za zawodnika.

Reklama

Tymczasem rozpoczęła się walka o życie Krystiana. Już kilkanaście minut po upadku wszystkie media w kraju wiedziały o tym, jak poważna jest sytuacja. Junior przeszedł operację i kolejne informacje na temat jego stanu zdrowia miały pojawić się rano. Jak zawsze, kluczowa miała być pierwsza noc. Tę noc przeżył. Rano jego stan nadal był jednak krytyczny. Chwilę później postanowiono ściągnąć do szpitala słynnego profesora Jana Talara, który wybudził ze śpiączki choćby Piotra Winiarza po katastrofalnym upadku w Debreczynie. W nim była cała nadzieja żużlowego środowiska. Kibice modlili się o zdrowie Rempały, organizowano msze w całym kraju.



Zbyt poważne obrażenia

Niestety, w sobotę 28 maja nadeszła straszna informacja o śmierci zaledwie 18-letniego żużlowca. Lekarzom nie udało się dokonać cudu, bo tak należałoby nazwać uratowanie życia w przypadku tak mocnego uderzenia głową o tor. Z jednej strony mając na uwadze stan zawodnika liczono się z takim finałem, ale z drugiej każdy miał nadzieję, że i tym razem się uda. Tym bardziej, że odkąd Krystiana odwieziono do szpitala nie pojawiały się żadne informacje na jego temat. Jak wiemy, w takich przypadkach brak informacji jest dobrą informacją.

Pogrzeb żużlowca Unii Tarnów zgromadził mnóstwo kibiców i osób związanych ze środowiskiem żużlowym. Każdy chciał ten ostatni raz być z Krystianem i podziękować mu za ten krótki, ale owocny czas na torze. Żużlowiec został pochowany z honorami godnymi osoby będącej dla wielu osób kandydatem na przyszłą gwiazdę żużla. Obok jego nagrobku stanął odlew z podobizną Rempały. Wzbudziło on mieszane uczucia, bowiem miał po prostu wiernie odwzorować tragicznie zmarłego chłopaka, a stanowił jednocześnie reklamę głównego sponsora tarnowskiej drużyny.

Kontrowersje wokół upadku

Już jako 18-latek Krystian pokonywał czołowych zawodników świata. Wygrywał z Woffindenem czy Holderem. Potrafił robić to nawet na wyjeździe. Imponował techniką jazdy i mimo że w ciągu trzech lat ligowych startów jeździł w trzech klubach (Krosno, Rzeszów, Tarnów), to wszędzie był szanowany. Każdy kibic wiedział, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w niedalekiej przyszłości może być to wielki zawodnik. Los zadecydował jednak inaczej. Środowisko żużlowe długo nie mogło pogodzić się z tą stratą. Zorganizowano memoriał Rempały, w którym - co niezwykle symboliczne - ostatni bieg w zawodniczej karierze wygrał jego ojciec, Jacek.

Duży niesmak w całej historii budził ciąg wzajemnych oskarżeń. Większość ekspertów twierdziła, że Krystian musiał mieć niezapięty kask, skoro w trakcie upadku spadł on z jego głowy. Te zarzuty odpierał ojciec, mówiąc że nigdy w życiu by się tego nie dopuścił. Wiele zdjęć sprzed wypadku jest jednak dowodem na to, że kask prawdopodobnie zapięty nie był. Rodzina Rempałów miała też pretensje do Kacpra Woryny, który spowodował tragedię, a następnie zamiast przyjechać na pogrzeb, wystartował w zawodach. Fakty są jednak takie, że gdyby się tam pojawił, mogło dojść do gorszących scen. Krystianowi nikt życia nie wróci i możemy tylko ubolewać nad tym, że los wybrał dla niego tak tragiczną historię. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje