Reklama

Reklama

Żużlowcy piją za dużo energetyków. Tymczasem jedna puszka wystarczy, by dostać zawału

Obecność wszelkiego rodzaju energetyków i izotoników nie jest w sportach motorowych niczym nowym. Koncerny produkujące te właśnie napoje chętnie wchodzą w sponsoring, zwłaszcza dużych, międzynarodowych zawodów. Same wyroby cieszą się zaś dużą popularnością wśród samych zawodników, którzy z racji darmowego dostępu do nich, piją puszkę za puszką. I nawet nie zdają sobie sprawy, jakie to niebezpieczne.

Środowisko żużlowe jeszcze nie otrząsnęło się po nagłej i szokującej śmierci Kamila Pulczyńskiego, ledwie 28-letniego byłego żużlowca Unibaksu Toruń. Chłopak będący w sile wieku położył się spać, a rano się nie obudził. Ta tragedia powinna jednak dać do zrozumienia młodym ludziom, że śmierć może przyjść w każdym wieku, a z sercem nigdy nie ma żartów. Mówi się, że Pulczyński miał kłopoty kardiologiczne. Nie znaczy to jednak, że ktoś, kto ich nie ma, może robić, co chce. Każdy powinien dbać o zdrowie. Zwłaszcza sportowcy, którzy podejmują olbrzymi wysiłek. Tymczasem, w żużlu mamy wiele przykładów na prowadzenie niezbyt zdrowego stylu życia. 

Reklama

Żużlowcy uwielbiają przed zawodami, w ich trakcie lub nawet po nich, pić sobie energetyki, oczywiście tej firmy, która ich sponsoruje. Choć oczywiście nie zawsze, bowiem firmy produkujące tego typu napoje wspierają raczej tylko znanych zawodników. A jednak od puszek po meczu aż się roi, tak naprawdę minimum jednego energetyka w ciągu kilku godzin wypija niemal każdy zawodnik. Rzadko kiedy widzimy np. Piotra Pawlickiego czy Macieja Janowskiego idącego do wywiadu bez charakterystycznej puszki w ręce. Trudno ocenić, czy zawodnicy mają świadomość, jak wielkie zagrożenie niesie spożywanie tego typu napojów w takich ilościach.

Zawodnicy piją energetyki nie tylko po to, by mieć więcej sił. Same napoje mają też niewątpliwe walory smakowe i dla wielu żużlowców puszka ich ulubionego produktu jest swego rodzaju rytuałem. Badania pokazują jednak, że tak częste picie tego typu napojów może mieć opłakane skutki dla zdrowia. - Niektórym wystarczy jedna puszka, by dostać zawału. Nie wspominając już o kilku sztukach wypitych jedna po drugiej. W wielu amerykańskich szkołach zabroniono picia tych wyrobów po zaobserwowaniu reakcji uczniów. Kołatania serca, nudności i inne dolegliwości kardiologiczne były normą. W dodatku uczniowie przejawiali większą agresję - czytamy w tym przeprowadzonym przez dr Kathleen Miller z University of Buffalo.

Godne pochwalenia jest oczywiście to, że zawodnicy chcą przystąpić do zawodów możliwie jak najbardziej "naładowani" i gotowi do walki. Zrozumiałe jest także prezentowanie logotypów oraz produktów swojego sponsora przed kamerami, w końcu za to dana firma daje pieniądze. Niemniej jednak picie energetyków niczym herbaty może się kiedyś dla kogoś skończyć tragicznie. Bezproblemowo można wymienić tego typu napoje na inne produkty, równie dobrze nakręcające przed zawodami. A przy okazji nieprzynoszące tak złego skutku dla zdrowia.

Jakiś czas temu, na Uniwersytecie w Waterloo, naukowcy przetestowali ponad 2000 osób w wieku od 12 do 24 lat, które spożywały napoje energetyczne w różnych dawkach i porach. Wyniki badania były jednoznaczne. Ponad 50 procent osób doznało negatywnych skutków picia napojów energetycznych, takich jak problemy z sercem, układem oddechowym czy trawiennym. Warto, by także żużlowcy się nad tym zastanowili. Bycie młodym nie oznacza, że można pozwalać sobie na wszystko, bo organizm i tak da radę. Zmiany spowodowane problemami z sercem mogą być już nieodwracalne.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Dowiedz się więcej na temat: żużel | Piotr Pawlicki | Maciej Janowski | Kamil Pulczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje