Reklama

Reklama

Żużlowa egzotyka. Szwedzi mają snusy, oni wolą Tabakę

Jeszcze w latach 90-tych speedway na Węgrzech miał kilku bardzo mocnych przedstawicieli. Z roku na rok żużel u Madziarów jednak podupadał. Obecnie jeździ tam bardzo niewielka grupa, której daleko nawet do poziomu średniego. Większość z nich tuła się po rodzimych rozgrywkach, uprawiając żużel tak naprawdę tylko dla przyjemności.

Wielkie tradycje

Reklama

Laszlo Bodi, Zoltan Adorjan, Sandor Tihanyi, Antal Kocso czy Jozsef Petrikovics - te nazwiska większości kibiców żużla są znane. Może nie mówimy tu o gwiazdach wielkiego formatu, ale na pewno o zawodnikach, którzy swoją obecność w czarnym sporcie dość mocno zaznaczyli. Niektórzy nawet napisali ciekawą historię w lidze polskiej, będąc solidnymi punktami swoich drużyn. Te czasy są już jednak tylko wspomnieniem, do których kibice na Węgrzech mogą wracać z sentymentem.

Adorjan to był uczestnik cyklu Grand Prix. W 1998 roku zgromadził 21 punktów i specjalnie furory w elicie nie zrobił. Wówczas jednak było nieco łatwiej dostać się do światowej czołówki, ale nie można Węgrowi odbierać umiejętności. Zoltan jeździł także w Polsce, w barwach Wandy Kraków, Stali Rzeszów, GKM-u Grudziądz czy LKŻ Lublin. Wszędzie został dobrze zapamiętany, zresztą nie tylko on, ale także jego... wąs. Zresztą wszyscy węgierscy żużlowcy w tamtych latach charakteryzowali się taką właśnie stylizacją.

W Polsce swoje karty historii zapisał także Kocso. Ten z kolei jeździł tylko w jednym klubie, tym z Gorzowa Wielkopolskiego. Czynił to w latach 1991-1993 i w drugim z tych sezonów zdobył z klubem srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Pokazywał się także na arenie międzynarodowej. Był dwukrotnym uczestnikiem finału indywidualnych mistrzostw świata, trzykrotnie startował w parowej edycji tej imprezy. Oprócz tego jeździł także na długim torze.

Powolny początek końca

Na początku XXI wieku czołowi węgierscy żużlowcy albo już nie jeździli albo zbliżali się nieuchronnie do końca kariery sportowej. W Polsce próbowali jeszcze walczyć tacy zawodnicy jak Robert Nagy (Opole 2002), który jednak doznał bardzo ciężkiej kontuzji, złamał obie nogi. Od tego momentu tak naprawdę zaczął się schyłek jego kariery. W Krakowie jeździł wówczas Norbert Magosi, który rok później zresztą też przeszedł do Kolejarza Opole.



Wydawało się, że nadzieją na poprawę jakości węgierskiego speedwaya może być Jozsef Tabaka. Z dobrej strony pokazywał się już jako junior, awansował do finału IMŚJ w 2009 roku (Gorican, 13. miejsce). Startował w Wandzie Kraków oraz KSM-ie Krosno, w polskiej lidze pokazywał się kilka lat. W końcu jednak postanowił dać sobie spokój. - Naszym największym problemem jest to, że w naszym kraju praktycznie nie ma zawodów, a my, zawodnicy, nie mamy pieniędzy z uprawiania żużla. Wszyscy musimy pracować na etacie, nie mamy obecnie żadnego profesjonalnego zawodnika - tak tłumaczył powody swojej dezycji dla WP SportoweFakty.pl.

Jakimś promykiem dla Madziarów mogło być także dopuszczenie klubu z Miszkolca do rozgrywek polskiej ligi w 2006 roku. Zespół zajął siódme miejsce, ale to były tylko złe dobrego początki. Już rok później zakończyli sezon na 5. miejscu, następnie na drugim. W 2009 roku awansowali do I ligi po wygranym dwumeczu z Orłem Łódź. Niestety dla Węgrów, radość nie trwała długo. Spadli już w kolejnym sezonie i popadli w potężne tarapaty finansowo-organizacyjne. Tak skończyła się ich przygoda z polską ligą.

Perspektyw nie widać

Obecnie węgierski żużel jest na skraju upadku. De facto w kraju na poważnie funkcjonuje tylko jeden tor, w Nagyhalasz. Odbywają się tam nawet eliminacje SEC, zawody cieszą się sporym zainteresowaniem kibiców. Sam tor sprzyja walce, często są tam mijanki. Niestety, o innych obiektach na Węgrzech tego powiedzieć nie można. Stadiony w Miszkolcu, Debreczynie czy Gyuli to już w zasadzie ruina. Odbywają się tam jednak czasem zawody. Choćby w Debreczynie w tym roku ścigano się w międzynarodowym turnieju.

Jeśli chodzi o ewentualny potencjał zawodniczy, to można wskazać jedno nazwisko - Dennis Fazekas. Zajął w tym roku drugie miejsce w I rundzie Pucharu MACEC, przegrał tylko z Mateuszem Cierniakiem. Regularnie reprezentuje swój kraj w juniorskich zawodach międzynarodowych, na razie bez większych sukcesów. Jakiś talent do jazdy na żużlu zdradza też Roland Kovacs. Problem w tym, że ma 33 lata. Mark Barany i Richard Fuzesi to tak naprawdę nazwiska w tej chwili totalnie anonimowe.

Z pewnością dla polskiego kibica lubiącego wyjazdy żużlowe, brak regularnych zawodów na Węgrzech to duża szkoda. Tamtejszy klimat spodobałby się każdemu przyjezdnemu. Totalny luz, bardzo gościnni ludzie, dobre jedzenie. Speedway jest tam niejako powodem do zorganizowania dużego pikniku dla osób z różnych krajów. Podawane są miejscowe specjały, wszyscy dobrze się bawią. Szkoda tylko miejscowych fanów, którzy póki co przeżywają emocje związane tylko z zagranicznymi żużlowcami.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

------------------------------------------------ 

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii! ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknijZapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Zoltan Adorjan | Jozsef Tabaka | Robert Nagy | Laszlo Bodi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje