Reklama

Reklama

Żużlowa egzotyka. Mieli płonące motocykle i niepowtarzalny klimat, a teraz chylą się ku upadkowi. Włosi w fatalnej sytuacji

Zapewne każdy kibic żużla śledzący cykl Grand Prix kojarzy Mattię Carpanese czy Guglielmo Franchettiego, którzy w ostatnich latach ścigali się w elicie jako dzikie karty. Nie da się ukryć, że może i wnosili pewien element urozmaicenia, ale sportowo odstawali od reszty o lata świetlne. Włosi wciąż nie mogą doczekać się kogoś takiego, jak znakomity Armando Castagna, który jest najlepszym zawodnikiem w historii tego kraju.

Żyją historią

Reklama

Choć Armando Castagna karierę żużlową zakończył prawie 20 lat temu, to do teraz Włosi nie mogą doczekać się nikogo, kto mógłby choć w małym stopniu dorównać jego wynikom. Wielokrotnie startował w finałach indywidualnych mistrzostw świata, pokazał się także w cyklu Grand Prix 1998. Choć niczego spektakularnego tam nie pokazał, jego aktualnie jeżdżący rodacy o takich występach mogą tylko pomarzyć. Castagna to tak naprawdę jedyne nazwisko we włoskim żużlu, które robi wrażenie ze względu na liczne występy międzynarodowe. 

Castagna startował także w lidze polskiej. W 1997 roku był żużlowcem klubu z Lublina, rok później z Rawicza, a w 1999 roku reprezentował Iskrę Ostrów Wielkopolski. Najbardziej znany szerokiej publiczności jest jednak dzięki startom w Anglii, gdzie spędził znacznie więcej czasu. King's Lynn, Ipswich, Reading czy Poole to tylko niektóre z klubów zawodnika. Castagna starał się pokazywać w jak największej ilości zawodów rangi światowej i często pozostawiał po sobie dobre wrażenie. W 1993 roku zajął trzecie miejsce w legendarnej Zlatej Prilbie w Pardubicach.

Co jasne, był także liderem swojej kadry w rozgrywanych jeszcze za czasów jego startów, a obecnie wspominanych z nostalgią mistrzostwach świata par. Najbliżej medalu Włosi byli u siebie w Lonigo w 1992 roku, kiedy to zajęli niewdzięczne czwarte miejsce. Przeważnie jednak od podium sporo ich dzieliło, ale to zawsze Castagna wiódł prym w swojej kadrze. Oczywiście zawodnik wiele razy był także mistrzem Włoch, ale w zasadzie nie miał tam poważniejszej konkurencji, zważywszy na to, że od znacznej większości kolegów był o klasę lub dwie lepszy.



Syn przejął tylko nazwisko

Gdy po zakończeniu kariery przez Castagnę, podczas rozgrywanych we Włoszech rund Grand Prix pojawiali się Mattia Carpanese czy Guglielmo Franchetti, liczono że może któryś z nich choć odrobinę nawiąże do starszego kolegi. Nic z tych rzeczy. Pierwszy z nich nie był w stanie załapać się nawet na szprycę, ale za to w cyklu wspominają go do dziś. Podczas jednej z włoskich rund tuż przed startem zapalił mu się motocykl, co wywołało niemały szok wśród obserwatorów i innych uczestników wyścigu. Franchetti był lepszy, potrafił walczyć o punkty, ale koniec końców też niewiele wskórał.

Na żużlu swoich sił próbuje także Michele Paco Castagna, syn Armando. Gdyby nie jednak nazwisko swojego ojca, prawdopodobnie bardzo niewielu by do dziś o nim słyszało. 27-letni zawodnik co prawda jeździł np. w lidze angielskiej czy reprezentował barwy Włoch w eliminacjach międzynarodowych turniejów, ale nigdzie furory nie zrobił. Dwukrotnie także widzieliśmy go w finale indywidualnych mistrzostw świata juniorów, ale te występy zawdzięcza wyłącznie dzikiej karcie przyznanej przez organizatorów.

Na żużlu jeżdżą też tacy zawodnicy jak Nicolas Vicentin czy Mattia Lenarduzzi. Ten ostatni ponoć jest największą nadzieją włoskiego żużla, o ile można kogoś tak określić. W zeszłym sezonie pojechał w finale IMŚJ w Pardubicach. Zajął tam dwunaste miejsce i w zasadzie można by powiedzieć, że wstydu nie przyniósł. Biorąc jednak pod uwagę, że był to jego ostatni rok w gronie juniorów, można śmiało zaryzykować tezę o raczej szybkim zakończeniu przygody z żużlem. Warto wspomnieć o Argentyńczyku z włoską licencją, Nicolasie Covattim, który był kilka lat temu o włos do awansu do cyklu GP.

Tory dobrze się kojarzą

Obiekty w Lonigo i Terenzano zna chyba każdy fan speedwaya. W tym drugim mieście swój największy życiowy sukces świętował Tomasz Gollob. To właśnie tam w 2010 przypieczętował swój pierwszy i jedyny złoty medal indywidualnych mistrzostw świata, na który czekał całą karierę, a Polska 37 lat. Gollob zresztą w Terenzano zawsze jeździł fenomenalnie, choć na pierwszy rzut oka to nie był tor dla niego. Polak nigdy nie przepadał za suchymi, mocno kurzącymi się nawierzchniami. Na bardzo podobnym obiekcie w Gorican jeździć przecież nie znosił.

Lonigo zaś przeżywa wielkie kłopoty, bowiem w ostatnim czasie tamtejszy tor został w ogóle zamknięty. Pojawiły się problemy w relacji klubowych działaczy z władzami miasta. Obiekt jest również bardzo zasłużony dla speedwaya, tam też odbywały się turnieje Grand Prix (1966, 2005-2008). W ostatnich z nich zwyciężył mający wówczas szczytowy okres swojej kariery Hans Andersen. Od 13 lat jednak elita w Lonigo się nie ścigała i wielu kibicom bardzo tej lokalizacji brakuje, bo włoskie zawody zawsze miały swój niepowtarzalny klimat, od pogody, przez tor, na zachowaniu spikera skończywszy.

Trudno powiedzieć, że perspektywy dla żużla we Włoszech są korzystne, jeśli spojrzymy na fakty. Garstka zawodników, z których żaden w zasadzie nie prezentuje nawet poziomu średniego. Brak torów do podnoszenia swoich umiejętności. Wszystko to wydaje się dziwne, bo przecież Włochy to potęga sportów motocyklowych, takich jak motocross czy MotoGP (chociażby słynny Valentino Rossi, dziewięciokrotny mistrz świata). Jednak żużel nie może się tam przebić i to nawet mimo mocnej pozycji Armando Castagni w FIM. Niemniej niezależnie od jego roli, trudno budować mocny żużel w oparciu o słabych zawodników.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje