Reklama

Reklama

​Żużlowa egzotyka. Holendrzy znają klasyczny speedway, ale więcej radości daje im trawa

Żużel w krajach Beneluksu nie jest zbyt popularną dyscypliną. Nie ma tam wielu zawodników, jest raptem kilka stadionów. Stąd też mało który kibic kojarzy jakiekolwiek nazwiska żużlowców pochodzących z Holandii. Póki co nie widać też perspektyw dla rozwoju dyscypliny w kraju tulipanów.

Żużel jako ciekawostka

Reklama

Klasyczny żużel w Holandii jest gdzieniegdzie znany, ale niezbyt popularny. Tak naprawdę jedynym torem, na którym odbywają się jeszcze zawody jest Veenoord. W 2018 startował tam nawet reprezentant Polski, Tomasz Orwat. Nie odegrał jednak znaczącej roli, mimo wybitnie słabej obsady zawodów. Kibice w Holandii traktują żużel jako coś nietypowego i ich stosunek do dyscypliny można porównać mniej więcej do zainteresowania polskiego kibica na przykład curlingiem czy baseballem. Mieszkańcy tego kraju mają inne dyscypliny, które są dla nich priorytetowe.

Dominuje oczywiście piłka nożna. Reprezentacja Holandii od zawsze niemal jest obecna w światowej czołówce i trzeba się z nią liczyć przy okazji dużych turniejów. To stamtąd pochodzą takie gwiazdy jak Johan Cruijff, Ruud van Nisterlooy czy Arjen Robben. Holandia to również potęga w łyżwiarstwie, zwłaszcza szybkim. Przypomnijmy, że to właśnie z Holendrem, Koenem Verweijem Zbigniew Bródka wygrał o słynne trzy tysięczne sekundy podczas igrzysk olimpjiskich w Soczi 2014.

Holandia nigdy nie miała specjalnych żużlowych tradycji, toteż nikomu nie zależy na podtrzymywaniu tej dyscyliny w kraju. Niemniej jednak organizuje się tam czasem zawody, ale raczej sporadycznie i to przeważnie w innych niż klasyczna odmianach speedwaya. W ostatnich latach Holendrzy doczekali się nawet kilku zawodników, którzy pokazali się szerszej publiczności występując z sukcesami na arenie międzynarodowej.

Sukcesy w innych odmianach 

Jeśli chodzi o żużel taki jaki znamy w Polsce, to z pewnością mając na myśli Holandię, do głowy przychodzi jedno nazwisko - Theo Pijper. Ten żużlowiec przez wiele lat ścigał się chociażby w lidze angielskiej, gdzie wyrobił sobie całkiem niezłą renomę. Reprezentował barwy takich klubów z Edynburga, Wolverhampton, Berwick, Swindon, Mildenhall, Birmingham, Glasgow, Scunthorpe, Redcar oraz Manchesteru. Raczej nie był postacią pierwszoplanową, ale stanowił rodzaj ciekawostki dla kibiców. Największy sukces w życiu osiągnął jednak na długim torze - był wicemistrzem świata 2010.

Jeszcze bardziej utytułowany jest Jannick de Jong. To mistrz i trzykrotny brązowy medalista mistrzostw świata na długim torze oraz aż pięciokrotny medalista mistrzostw Europy na torze trawiastym. W samych mistrzostwach Holandii na trawie medale zdobył dziesięć razy. Holendrzy zresztą właśnie tę odmianę żużla lubią najbardziej, bo w niej mają najwięcej sukcesów. Warto wspomnieć także o Marku Stiekemie, finaliście wielu imprez mistrzowskich na długim i trawiastym torze.

Obecnie jedynym zawodnikiem z Holandii, którego kibice w Polsce mogą kojarzyć, jest Geert Bruinsma. Miał on nawet kiedyś podpisany kontrakt warszawski we Włókniarzu Częstochowa. Sposób, w jaki trafił do żużla był jednak dość nietypowy. - Trenowałem motocross, ale kiedy usłyszałem od mojego kolegi z drużyny hokejowej o żużlu, to postanowiłem spróbować swoich sił w tym sporcie - powiedział. Jednym słowem: zawodnik motocrossu grający w hokeja postanowił zostać żużlowcem. To się nazywa uniwersalność. Póki co Bruinsa żużla nie zawojował i raczej już tego nie zrobi.

Tragiczna historia Polaka

Polscy fani zapytani o żużel w Holandii mogą kojarzyć także pewne, niestety fatalne zdarzenie. To właśnie podczas zawodów tamtejszej ligi (choć rozgrywanych w belgijskim Heusden-Zolder) życie stracił znany z występów w GKM-ie Grudziądz, Grzegorz Knapp. Zawodnik uderzył w drewnianą bandę, nabawił się poważnego urazu kręgosłupa i rdzenia kręgowego. Mimo reanimacji podjętej jeszcze na torze, nie udało się go uratować. Ta historia wstrząsnęła kibicami speedwaya nie tylko w Polsce.

Wiele mówiło się na temat tego, czy zawody w XXI wieku powinny odbywać się na tak nieprzygotowanych obiektach. Już przed feralnym turniejem bowiem było wiadomo, że banda w Heusden-Zolder to po prostu twarde, zbite dechy. Jeśli ktoś w to uderzy, skończy marnie. Wszystko to niestety wiązało się z amatorską formułą rozgrywania tamtych zawodów. Żaden poważny żużlowiec nie pojechałby w takich warunkach. Obecnie bowiem ściga się tylko i wyłącznie na idealnie przygotowanych obiektach.

Śmierć Knappa wywołała poruszenie i chwilową dyskusję na temat bezpieczeństwa na torach żużlowych w "nieżużlowych" krajach. Holendrzy deklarowali poprawę standardów na ich stadionach i można powiedzieć, że po części słowa dotrzymali. Już sam stadion w Veenoord jest w stanie o niebo lepszym niż wspomniany Heusden-Zolder, który mimo położenia w Belgii, jest zarządzany głównie przez Holendrów. To niestety nie przekłada się na ilość chętnych do uprawiania speedwaya w tym kraju, bowiem ta nadal jest bardzo znikoma.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Knapp | MrGarden GKM Grudziądz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama