Reklama

Reklama

Żużlowa egzotyka. Argentyńczycy jeżdżą busami bez świateł, ale prawie mieli swojego rodaka w Grand Prix

Żużlowiec z Argentyny dla wielu kibiców sportu żużlowego brzmi jak narciarz z Australii czy hokeista z Nigerii. Speedway w tym kraju jednak rozwija się coraz prężniej i wiele wskazuje na to, że w przyszłości miejscowi kibice mogą doczekać się nawet zawodów najwyższej rangi. Kilku Argentyńczyków próbowało także swoich sił w Polsce.



Kochają piłkę, ale żużel też znają

Reklama

W Argentynie bezsprzecznie króluje piłka nożna i co do tego nikt nie ma najmniejszych wątpliwości. Tamtejsza reprezentacja od wielu lat jest w ścisłej światowej czołówce i wiele legend tego sportu (Diego Maradona, Lionel Messi) pochodzi właśnie z Argentyny. Mieszkańcy kraju nie są jednak zamknięci na inne dyscypliny (może poza zimowymi) i dlatego też coraz odważniej atakują świat żużla. Istnieje tam nawet całkiem znany i użytkowany tor, na którym wielokrotnie odbywały się zawody.

W Bahia Blanca gościł już wielki speedway. W 2012 roku przeprowadzono tam dwa turnieje z cyklu indywidualnych mistrzostw świata juniorów. To jak do tej pory największe zawody, jakie organizowali Argentyńczycy. Obecnie obiekt... przeniesiono w inne miejsce. Nadal jest w tym samym mieście, lecz w innej lokalizacji. Ma nowoczesny park maszyn, jest oświetlony i gotowy na zawody najwyższej nawet rangi. Miejscowi są z niego dumni. Tor żużlowy ma być tylko częścią wielkiego kompleksu sportów motorowych, jaki ma tam powstać.

Nie da się ukryć, że światowemu żużlowi - przeważnie sztywnemu i zasadniczemu - przydałby się taki naród, jak Argentyńczycy. Wiecznie wyluzowani, zabawni i skorzy do wspólnego kibicowania. Być może wraz z budową nowego obiektu w Bahia Blanca, zainteresowanie czarnym sportem w tym państwie jeszcze wzrośnie. Przydałby im się także żużlowiec światowego formatu. Kilku w ostatnim czasie mieli, a jeden z nich był nawet o włos od awansu do cyklu Grand Prix.



Oni przyjechali do Polski, Polacy jeżdżą do nich

Najbardziej znanym żużlowcem pochodzącym z Argentyny, jest jeżdżący z włoską licencją Nicolac Covatti. Raczej nie można go zaliczyć do światowej czołówki, ale w świecie speedwaya jest postacią znaną. W 2014 był o mały włos od sprawienia być może największej żużlowej sensacji XXI wieku. Prowadził w decydującym biegu GP Challenge i gdyby tak dojechał, awansowałby do elity. Na tor upadli jednak Kildemand i Jonasson, a w powtórce Covatti dojechał trzeci. Po zawodach był wściekły.

Kibice w Polsce kojarzą pewnie także dwóch młodych jego rodaków, któzy wyruszyli w wielką podróż do Polski, by spełniać swoje marzenia. Mowa o Facundo Albinie i Christianie Zubilladze. Przylecieli do Hiszpanii i stamtąd postanowili ruszyć drogą lądową do kraju nad Wisłą. Kupili busa, który na trasie uległ awarii (defekt alternatora). Jak się okazało, przejechali kilka tysięcy kilometrów bez świateł! To historia wprost niebywała, ale pokazująca ogromną determinację młodych ludzi.

Zubillaga w lidze polskiej nie zadebiutował. Zawdzięcza to w dużej mierze Dawidowi Stachyrze, od którego kupił sprzęt. Motocykle miały być dobrej jakości, a okazały się bezużytecznym złomem. Dodatkowo Stachyra nie oddał Argentyńczykowi pieniędzy, a ten bez ogródek nazywał go złodziejem. Albin zaś zaczepił się w Rawiczu, gdzie wystartował w kilku meczach i pokazał niesamowite serce do walki, zdobywając kilka punktów. - Fajny chłopak, ale nie ma w ogóle sprzętu - mówił o nim Roman Jankowski. Albina publiczność uwielbiała, a jemu samemu udało się nawet wygrać bieg w polskiej lidze.

Do Argentyny jeździli też polscy żużlowcy. Tamtejsze mistrzostwa kraju (odbywające się w polskiej przerwie międzysezonowej) były dla nich formą atrakcji i przygotowania do rozgrywek. Startowali tam Stachyra, Jakub Jamróg, Mariusz Fierlej czy Paweł Miesiąc. Zawody odbywają się regularnie i nie zatrzymała tego nawet tragedia, która wydarzyła się w 2013 roku. Zginął wówczas młody Słoweniec, Matija Duh.

Wielki żużel coraz bliżej

Od 2022 roku cykl Grand Prix zmienia promotora. Nie będzie to już BSI, a Discovery. Jednym z nadrzędnych planów tej grupy jest ekspansja nieodkrytych dla światowego żużla terenów. Była mowa o turnieju GP w USA, ale znacznie poważniej mówi się o spotkaniu elity w Argentynie, i to wcale nie w Bahia Blanca. Pod uwagę bierze się Neuquen, bowiem tam buduje się wielki żużlowy obiekt, który mógłby zorganizować takie zawody. Byłaby to iście historyczna chwila dla światowego speedwaya.

Wydaje się, że nic lepszego Argentyńczykom przytrafić by się nie mogło. Od wielu lat osoby, które miały styczność z nielicznymi przedstawicielami tamtejszej żużlowej społeczności, mówią o niej w samych superlatywach. Polscy żużlowcy niejeden raz z wypiekami na twarzy wspominali starty w Argentynie, niektórzy w tym kraju wręcz się zakochali. Być może warto zatem dać ambitnym ludziom szansę na to, by dołączyli do grona wielkich żużlowych nacji.

Mimo że wielkich tradycji speedway w Ameryce Południowej nie ma, to ewentualna organizacja turnieju GP mogłaby przynieść wysyp chętnych do uprawiania tej dyscypliny. Już teraz mistrzostwa Argentyny co roku kompletują bezproblemowo szesnastu zawodników w stawce (trafiają się nieliczni goście), a pokazanie tego sportu od najbardziej profesjonalnej strony mogłoby wpłynąć na wielką promocję wizerunku żużla w Argentynie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Kolejarz Rawicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje