Reklama

Reklama

Żużel. Zimą zawodnicy zabijali się o opony tureckiego Anlasa. Teraz nie mają z nich pożytku

Rok temu zawodnicy korzystający z opon tureckiego Anlasa mieli swoje 5 minut. Dopóki FIM ich nie wycofał (okazało się, że nie spełniają warunków homologacji), szczęśliwi posiadacze opon rządzili i dzielili na żużlowych torach. Nic dziwnego, że zimą, kiedy stało się jasne, że Anlas wraca do gry, zabijano się o opony tureckiego producenta. Zawodnicy płacili każdą cenę, byle je tylko dostać. Pierwsze mecze pokazały jednak, że ta opona już nie daje przewagi.

Zimą zawodnicy byli gotowi zapłacić nawet 500 złotych za jedną oponę tureckiego Anlasa (normalnie opona kosztuje około 300 złotych). Zwłaszcza że pojawiła się plotka, iż na rynku jest do wzięcia stara partia z 2020 roku.

Bartosz Zmarzlik zrezygnował nawet (choć nie tylko on) z bardzo korzystnej dla siebie umowy z innym producentem Mitasem, byle tylko znowu nie zostać w tyle. Pamiętał lekcję z pierwszych dwóch rund Grand Prix i finału IMP, gdzie mimo tego, ze wychodził ze skóry, nie potrafił dogonić Macieja Janowskiego. A wtedy nie mógł skorzystać z Anlasa, bo Mitas miał z nim umowę na wyłączność. Teraz Zmarzlik nie chciał nakładać na siebie ograniczeń wynikających z kontraktu.

Reklama

Już nie ma tej opony, która pozwalała wygrywać zawody jedną ręką

Kiedy żużlowcy wznowili treningi po przerwie niemal każdy testował nowe opony Anlasa. Jednak zarówno treningi, jak i pierwsze mecze odebrały nadzieję tym, którzy liczyli, że dzięki posiadaniu tureckiego ogumienia będą wygrywać biegi jedną ręką. Nic takiego się nie dzieje.

Jeśli rok temu Jonas Jeppesen na oponach Anlasa potrafił wygrywać wyścigi z ogromną przewagą (rywali mijał, jak chciał), tak na inaugurację PGE Ekstraligi w Częstochowie zdobył 3 punkty z bonusem. Szarpał, walczył, ale brakowało mu tego czegoś, czyli cudownych opon Anlasa. Owszem, cudowny występ Jeppesena w 2020 miał miejsce w eWinner 1. Lidze i nie sposób tego porównać z PGE Ekstraliga. Inna sprawa, że wtedy komplet 15 punktów zdobył z eWinner Apatorem Toruń, o którym mówiono, że jest za mocny na pierwszą ligę.

Dzięki oponie zawodnik był szybszy o 2 kilometry na godzinę

W tym miejscu ważne wyjaśnienie. Nie wiemy, czy Jeppesen korzystał z Anlasa w meczu Włókniarza z Fogo Unią Leszno. Nawet, jednak gdyby korzystał, to nie miałby szansy na powtórzenie ubiegłorocznego kapitalnego występu. Wtedy opona zniwelowała wszystkie braki. Bez niej Jeppesen nadal jest perspektywicznym i ciekawym zawodnikiem, który jednak musi nabrać doświadczenia, by wejść na górną półkę.

Od razu dodajmy, że tamtej opony Anlasa z 2020 już nie ma i właśnie dlatego nie daje ona przewagi. Wtedy Turcy dostali homologację na określoną mieszankę, ale nagle wypuścili na rynek partię, która nie spełniała warunków. Była zdecydowanie za miękka. Przez to zapewniała lepszą przyczepność do podłoża. Mówiło się, że zawodnik mający Anlasa jest szybszy od tego drugiego o 2 kilometry na godzinę.

Co, jak będzie cieplej?

Mieszanka w nowym Anlasie (tegorocznym) jest taka, jak ma być i już nie ma tureckiej dominacji. Z tego co słyszymy dwaj główni producenci (Mitas, Anlas) mają produkt mniej więcej na tym samym poziomie.

Żeby nie było żadnych niedomówień, to komisarze techniczni sprawdzają na zawodach opony Anlasa. Mierzą ich twardość. Na razie nie stwierdzono żadnych odstępstw od reguły.

Ci, którzy zimą zabijali się o Anlasa i liczyli na to, że dzięki tej oponie wypłyną na salony, muszą teraz czekać na cieplejsze dni i większe temperatury. Wciąż bowiem nie wiadomo, jak ta opona zachowa się w takich warunkach. Zawodnicy, którzy liczyli na Anlasa mogą więc wciąż mieć nadzieję, że za chwilę będą dzięki niej spijali śmietankę.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje