Reklama

Reklama

Żużel. Wzięli przykład z prezesa Motoru. Zawodnik wpadł z deszczu pod rynnę. Typują ich do finału (plusy i minusy giełdy)

Solidni liderzy, przyzwoita druga linia, dziura na U24 i strata utalentowanego Mateusza Cierniaka. To bilans i krajobraz Unii Tarnów po okienku transferowym. Nasz ekspert Leszek Tillinger napisał w niedawnym felietonie, że to może wystarczyć nawet na finał eWinner 1. Ligi.

PLUSY

Reklama

Stranieri z najwyższej półki

Kto wie, czy w Tarnowie nie zakontraktowano najlepszego duetu obcokrajowców w całej eWinner 1. Lidze. Wydarty z gardła Wilkom Krosno Niels Kristian Iversen i przechwycony z Orła Łódź trzeci zawodnik poprzedniego sezonu tej klasy rozgrywkowej - Rohan Tungate mają wszelkie predyspozycje, żeby być gwiazdami rozgrywek. Jeśli zwykło się mawiać, że nazwiska przyciągają kibiców na trybuny, to Unia zrobiła złoty interes. W loży VIP powinien być za to częstym gościem, od niedawna nieformalny doradca Australijczyka – były koszykarz NBA – Marcin Gortat.

MINUSY

Strata Mateusza Cierniaka

Prezes Łukasz Sady długo się łudził, że utalentowany 18-latek znów skusi się na jazdę w domu. Reprezentujący team żużlowca tata Mirosław wielokrotnie podkreślał, że wybrali Motor Lublin, ponieważ wygrała ambicja i chęć rozwoju. Okej, ale kasa też się zgadzała. I nie ma co gadać, formacja młodzieżowa Unii po stracie tak młodego Cierniaka wyraźnie straci na potencjale, choć Przemysław Konieczny z roku na rok robi coraz większe postępy.

Igrzyska na treningach

Paweł Miesiąc wpadł z deszczu pod rynnę, a Ernest Koza znów pod nią się wpakował. Pierwszy po sezonie w Lublinie, gdzie z ciężkim bólem znosił nadwyżkę w drużynie, myślał, że w Tarnowie będzie miał pewny plac i oczyści głowę, nieźle się musiał zdziwić, gdy klub poinformował o przedłużeniu umowy z Arturem Mroczką. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że walka o skład jest najprostszą drogą do kwasów. Pół żartem pół serio można napisać, że szef klubu z Tarnowa stara się czerpać wzorce od swojego odpowiednika z Motoru - Jakub Kępy. Polecamy jednak robić kopiuj-wklej na innych polach. Szukanie sponsorów, marketing. Do wyboru do koloru. Plusem tej sytuacji jest fakt, że Unia ma zabezpieczenie na wypadek kontuzji.

Bezcelowa jazda

Mistrz Polski sprzed ośmiu lat oraz medalista sprzed sześciu pogrążony jest w bylejakości. Od paru sezonów drużyna ślizga się po zapleczu PGE Ekstraligi. Działaczom przez usta nie przechodzi słowo awans, albo walka o najwyższe cele. Stadion przypominający skansen, żartobliwie nazywany jest już Estadio Da Gruz. A brak długo wyczekiwanego remontu zrobił się wygodną wymówką dla władz klubu. Naprawdę taką wielką sztuką jest powiedzieć, że chcemy wygrać eWinner 1. Ligę i postawić miasto przed faktem dokonanym? Filozofia w tym żadna, a przynajmniej można się pochwalić potem czystymi rękami i puścić w świat przekaz, że zrobiło się wszystko, żeby tylko nawiązać do nie tak znowu dawnej przeszłości.

Ręka w nocniku na U24

W klubie myśleli, że przedłużą kontrakt w Michałem Gruchalskim, a potem ten wybrał Zdunek Wybrzeże Gdańsk i stwierdzili, że pali im się grunt pod nogami. Gdy wrócili do rozmów z pożegnanym wcześniej i dogadanym już z TŻ Ostrovią - Danielem Kaczmarkiem było za późno. Nagły zwrot akcji nie nastąpił więc Unia na papierze ma póki co prawdopodobnie najsłabszego zawodnika na pozycji U24. Z Aleksandrem Woentinem i Oskarem Boberem na kontrakcie warszawskim ligi się raczej nie zwojuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje