Reklama

Reklama

Żużel. Wybrzeże - Polonia. Tym razem wykorzystają osłabienie przeciwników?

Zdunek Wybrzeże Gdańsk drugi raz z rzędu podejmie rozbitego kadrowo rywala. Z ROW-em Rybnik udało im się jednak tylko zremisować! Jeśli Abramczyk Polonia również sprawi im problemy to nad morzem będą mieli spory ból głowy.

Abramczyk Polonia Bydgoszcz jedzie do Gdańska zdziesiątkowana przez kontuzje. Mateusza Błażykowskiego, który złamał obojczyk w poprzednim spotkaniu zastąpi ledwo pokonujący łuki Hubert Gąsior, zdecydowanie większym utrudnieniem będzie jednak dla nich absencja Adriana Gały. Wychowanek Startu Gniezno bardzo udanie rozpoczął sezon, jednak w czwartkowym ćwierćfinale indywidualnych mistrzostw Polski uczestniczył w potwornym karambolu spowodowanym przez Piotra Protasiewicza. Jak poinformowała Abramczyk Polonia Bydgoszcz, ich zawodnik jakimś cudem uniknął złamań, jednak obrażenia wewnętrzne są na tyle poważne, że uniemożliwią mu jazdę w sobotę.

Reklama

Jest to o tyle problematyczna sytuacja, że Lech Kędziora i Krzysztof Kanclerz nie mają dla niego godnego zastępcy. Regulamin wymaga od każdego zespołu desygnowania do spotkania przynajmniej dwóch polskich seniorów, a Abramczyk Polonia ma - oprócz Grzegorza Zengoty - tylko jednego zdrowego żużlowca legitymującego się paszportem Rzeczypospolitej - Josha Grajczonka, który nie przyleciał jednak jeszcze nad Wisłę i przebywa w Australii. Jeśli prezes Jerzy Kanclerz nie zdąży wypożyczyć zmiennika z innego klubu (od dawna piszemy o jego zainteresowaniu Pawłem Miesiącem), to w składzie na spotkanie ze Zdunek Wybrzeżem miejsce Gały zajmie Wiktoria Garbowska pełniąca funkcję zwaną pieszczotliwie "kevlarem", a więc zawodnika wstawionego na sztukę i zmienianego przez juniorów lub "ósemkę" - Braydena McGuinessa.

Déjà vu 

Takie informacje wydają się świetne dla Zdunek Wybrzeża, gdyż Polonia na papierze wygląda na jednego z głównych rywali podopiecznych Eryka Jóźwiaka w walce o PGE Ekstraligę. Zdziesiątkowanie przeciwników stawia zaś gdańszczan w roli zdecydowanych faworytów sobotniego spotkania.

Nad morzem mówi się już o swoistym deja vu. W ostatnim ligowym spotkaniu Zdunek Wybrzeże podejmowało przecież znacznie osłabioną drużynę PGG ROW-u. Gdy na stadion dotarła informacja, że Michael Jepsen Jensen nie wystartuje w meczu, gdyż zaraził się koronawirusem, gdańszczanie również odetchnęli z ulgą nastawiając się na "spacerek" z podopiecznymi Marka Cieślaka.

Rybniczanie utarli im jednak nosa - mimo absencji lidera postawili się gospodarzom i prowadzili z nimi równą walkę dominując niemal całe spotkanie. Rozluźnione początkowo Zdunek Wybrzeże wywalczyło zaledwie remis 45:45 wyrywając ROW-owi wyjazdowe zwycięstwo szarżą Jakuba Jamroga na ostatnich metrach piętnastej gonitwy.

Zwycięstwo to za mało

Jeśli w sobotę Wybrzeże znów będzie męczyć się z tak potwornie osłabionym rywalem, nikt nie będzie mógł już nazywać klubu Tadeusza Zdunka głównym kandydatem do awansu. Kibice nad morzem nie zadowolą się jednak samym zwycięstwem. Jeśli gdańszczanie chcą udowodnić, że domowy remis był jedynie wypadkiem przy pracy, to muszą roznieść w pył zdziesiątkowaną Abramczyk Polonię i pozbawić gości jakichkolwiek szans na bonus w dwumeczu.

Podopieczni Lecha Kędziory są zaś - w przeciwieństwie do gospodarzy - świetnie dysponowani na starcie sezonu. W pierwszych tegorocznych zawodach zachwyca zwłaszcza Wadim Tarasienko, którego już teraz wielu ekspertów typuje do tytułu najlepszego pierwszoligowca roku. Jeśli wszyscy bydgoszczanie spiszą się na miarę swoich umiejętności, a Grzegorz Zengota udowodni, że zdążył już uporać się z problemami sprzętowymi, to Wybrzeże czekać będzie cięższy bój niż sugerują to przewidywania bukmacherów. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy