Reklama

Reklama

Żużel. Wszyscy chcą być zawodowcami, a Rafał Karczmarz prowadzi wygodne życie amatora

Większość żużlowców dałaby się pokroić za zawodowy kontrakt, a Rafał Karczmarz od początku kariery w Moje Bermudy Stali Gorzów jeździ na amatorskim kontrakcie i jest mu z tym dobrze. Przez rok miał półzawodowy, ale i wtedy klub podstawiał mu wszystko pod nos.

Kiedyś mówisz żużlowiec, to myślisz o teamie z mechanikami, busem, dużą ilością sprzętu, w niektórych przypadkach także z menedżerem i osobą dbającą o marketing. Na czele takiego zespołu jest oczywiście zawodnik (zawodowiec), który zgarnia dużą kasę za to, co robi.

Reklama

Nie trzeba być jednak zawodowcem, żeby uprawiać żużel i mieć się dobrze. Tak się dzieje w przypadku Rafała Karczmarza, który jeździ jako amator i chyba nie ma prawa narzekać. Dzięki takiej, a nie innej umowie zawodnik rok temu uniknął cięć związanych z koronawirusem. Jako jedyny nie musiał podpisywać aneksu i zgadzać się na niższe stawki. Z naszych informacji wynika, że pojechał za tyle, ile obiecał mu prezes Marek Grzyb, czyli 3500 złotych za punkt. Choć był i jest amatorem, dostał też jakieś pieniądze za podpis, ale nie wiemy, ile tego było.

Życie amatora jest o tyle fajne, że żużlowiec nie musi się martwić o sprzęt, ani o części czy o mechaników. Ubiera się, wsiada na motocykl i jedzie, a to, co zarobi, trafia w całości do jego kieszeni. Bycie amatorem jest szczególnie fajne, gdy zawodnik nie ma głowy do prowadzenia firmy i zajmowania się teamem. Dla kogoś takiego jazda na amatorskiej umowie jest wybawieniem. Zero stresów, a można fajnie zarobić.

Oczywiście nie każdy może mieć tyle szczęścia, co Karczmarz. Akurat on ma dobre karty przetargowe. Raz, że wychowanek Stali, co klub zawsze może fajnie sprzedać od strony marketingowej. Dwa, że jeździć potrafi, więc prezes podpisujący z nim umowę może mieć nadzieję, że drużyna będzie miała z niego pożytek. Pewnie dlatego zawodnik już drugi rok z rzędu ma dobrą umowę. W 2019 nie dostał co prawda za podpis, ale miał lepszą stawkę za punkt (4000 złotych). Co prawda potrącano mu z niej koszty amortyzacji sprzętu, ale z drugiej strony dostał na starcie dwa kompletne motocykle i trzy silniki, więc za wiele wydawać nie musiał.

Inna sprawa, że takie wygodne życie amatora może się dla Karczmarza bardzo szybko skończyć. Gdyby nie przepis o konieczności posiadania zawodnika U-24, to Karczmarza pewnie już nie byłoby w Stali. Został, jako ktoś, kto ma rywalizować o miejsce z Marcusem Birkemose. Może też jeździć, jako rezerwowy pod numerami 8 i 16. Jak przepisy się nie zmienią, to ma szansę na 2, góra 3 lata amatorskiej zabawy. Potem już nie będzie potrzebny.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje