Reklama

Reklama

Żużel. Wojdyło kontra Rempała. Ostra dyskusja w internecie i przerzucanie odpowiedzialności na rywala

Czwartek przyniósł kuriozalną sytuację pomiędzy Dawidem Rempałą, a Patrykiem Wojdyło. Podczas DMPJ ten drugi wyciągnął rywalowi wyłącznik zapłonu, za co otrzymał czerwoną kartkę. Jak zwykle w kontrowersyjnych sprawach bywa, obaj mają na ten temat różne zdanie. Internetowe przekomarzanki są dość mocne, lecz raczej nie doprowadzą one do wyciągnięcia większych wniosków.

6 maja odbyła się runda DMPJ w Tarnowie. Zawody młodych żużlowców otrzymały dużo rozgłosu, gdyż do niecodziennego zachowania posunął się Patryk Wojdyło. Zawodnik Cellfast Wilków Krosno wściekł się na Dawida Rempałę, przez co wyciągnął mu wyłącznik zapłonu. Sędzia dojrzał ten fakt, wręczając 22-latkowi czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie.

Od razu pojawiły się pytania, co dokładnie zaszło między żużlowcami. Dawid Rempała odniósł się do sprawy m.in. na żużlowych grupach facebookowych. 18-latek uważa, że nie dał przeciwnikowi powodu, by zajść mu za skórę. Reprezentant gospodarzy stwierdził z kolei, iż oprócz wspomnianego incydentu przeciwnik wypowiedział w jego stronę kilka niewybrednych słów. Przede wszystkim reprezentant Wilków miał nazwać młodszego kolegę po fachu "k***ą je***ą".

Reklama

Żużlowiec beniaminka zabrał głos

Dzień po zdarzeniu Wojdyło odniósł się do całej sprawy. Żużlowiec potwierdził fakt wypięcia wyłącznika, lecz według niego temat wulgaryzmów jest mocno nadmuchany, bo żadne słowa podobno nie padły. Pozostaje jeszcze kwestia, co skłoniło zawodnika do wykonania opisywanego czynu. Sam zainteresowany wytłumaczył to w następujący sposób. "Byłem zły po wyścigu. Kolega z toru zamykał gaz przede mną, a ktoś kto zna się trochę na żużlu wie, jak to jest niebezpieczne - napisał reprezentant Wilków. Do opisu zajścia wystosowanego przez Rempałę żużlowiec nie chciał natomiast się odnieść.

Oczywiście Wojdyło przeprosił za swoje zachowanie, choć nie powinno to zamknąć tematu. Zachowanie 22-latka było dość nierozważne i podyktowane wątpliwymi powodami, jeżeli faktycznie tylko te opisane przez niego skłoniły go do wypięcia. Nawet jeśli tarnowianin zwalniał, to raczej nie w celu stwarzania zagrożenia. Jeśli doszły do tego niewybredne słowa, kara dla Wojdyły powinna być oczywista. Z drugiej strony dowodów na obelgi brakuje, dlatego finalnie cały temat zmierza w stronę "burzy w szklance wody".

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje