Reklama

Reklama

Żużel. Witold Skrzydlewski przeciwnikiem trybuny dla zaszczepionych. Mówi o dzieleniu społeczeństwa i dyskryminacji

Betard Sparta Wrocław wpadła na pomysł, by utworzyć na swoim stadionie wydzielony sektor dla zaszczepionych kibiców. W razie gdyby nie było możliwości wpuszczenia nawet 25% kibiców na mecze, takie rozwiązanie zapewniałoby choćby minimalne wypełnienie obiektów. Nie wszystkim jednak idea klubu z Wrocławia przypadła do gustu.

Wrocławianie prowadzą rozmowy z SANEPID-em na temat stworzenia trybuny dostępnej tylko dla osób zaszczepionych przeciwko COVID-19. Na takiej trybunie panowałaby normalność, bez reżimu sanitarnego. Ma to promować szczepienia wśród obywateli, a także zapewnić jakiekolwiek zapełnienie trybun, w razie gdyby sytuacji pandemiczna wykluczyła udział nawet najmniejszej liczby kibiców.

Reklama

Ten pomysł nie podoba się jednak Witoldowi Skrzydlewskiemu, prezesowi łódzkiego Orła. - Jestem przeciwny dyskryminacji. Jaki ktoś ma wpływ na szczepienie? Mielibyśmy go tylko wtedy, gdyby szczepionki były dostępne dla wszystkich w tym samym czasie. Ja mam 69 lat i może w wakacje będę zaszczepionym. Do tego czasu, nie z własnej winy, nie miałbym wstępu do sektora zaszczepionych - tłumaczy.

Pewnym ryzykiem stworzenia takiej trybuny byłoby ewentualne podzielenie ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych, z wyraźnym promowaniem tych pierwszych. - To jest chore. Bardzo zły pomysł, bo nie można ludzi dzielić. Byłbym tego zwolennikiem, gdyby każdy miał wolność wyboru, albo się teraz szczepi, albo nie. Promowalibyśmy więc zaszczepionych, czemu nie. Dzisiaj jednak 99% ludzi nie ma możliwości się zaszczepić. O czym my mówimy? Na mecz przyjdzie paru emerytów? - pyta retorycznie.

Skrzydlewski ostrzega także przed tym, że część fanów może poczuć się urażona takim traktowaniem. Pojawią się osoby, które będą chciały wejść na wspomnianą trybunę, ale ich pobyt tam wykluczy brak szczepienia, na które nadal będą oczekiwać. - To jest irracjonalne. Spowoduje to naprawdę dzielenie ludzi. Młodzi kibice, którzy w dużej części przychodzą na stadion, i tak nie mogą się zaszczepić. To może mieć odwrotny skutek, bo ludzie się wkurzą.

Prezes i właściciel Orła przestrzega także przed nadmiernym optymizmem w związku z wprowadzeniem szczepień na paraliżującego świat od roku wirusa. - Przeżyłem COVID-19. Wiem, o czym mówię. Zapomnijmy o trybunach, meczach. Zanim to wszystko zacznie działać, to możemy mówić może o przyszłym roku. Skupmy się na tym, by przetrwać, a nie na tym, by stadiony były otwarte - kończy Witold Skrzydlewski.

Fakty są takie, że rzeczywiście pomysł Betard Sparty ma swoje zalety. Z pewnością chęć przywrócenia, choć częściowej normalności i próba promowania szczepień jest czymś, czemu warto przyklasnąć. Zresztą w czasach, gdy kibice wybierają kanapę przed telewizorem zamiast krzesełka na stadionie wymagają nowych inicjatyw. Szef Orła ma swoje racje, ale jeśli będziemy walczyć wyłącznie o to, by przetrwać, to za rok możemy się obudzić w nowej rzeczywistości, gdzie pusty stadion będzie normą. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama