Reklama

Reklama

Żużel. Witold Skrzydlewski: Nie wyrzucę Gortata za drzwi. Powrót Tungate'a? Nie rozkładam czerwonego dywanu

Witold Skrzydlewski podsumowuje sezon w wykonaniu Orła Łódź i opowiada o swoich relacjach z Marcinem Gortartem. Mówi też o tym, czy byłby w stanie zakopać topór wojenny z Rohanem Tunagte'm i usiąść z Australijczykiem do rozmów kontraktowych przed sezonem 2022.


Kamil Hynek, Interia: Ochłonął już pan po niedzielnej porażce Orła w Tarnowie (36:54)?

Witold Skrzydlewski, były prezes, sponsor Orła Łódź: Wcale się tym meczem nie ekscytowałem. Jechaliśmy już o pietruszkę więc dla nas to była wycieczka.

Tylko, że panu czasami ciężko się pogodzić ze stylem w jakim zespół przegrywa. Unia miała do tej pory bilans 0-12 i mogła zakończyć sezon bez zwycięstwa. Złą passę przerwała na Orle.

- Jak dostajesz na dzień dobry cztery razy po 1-5 i zaczynasz zawody od 4:20, to chyba nie ma z czego się cieszyć, prawda? Współczuję kibicom, bo pojechali za drużyną kilkaset kilometrów i zobaczyli takiego zakalca, po którym zawodnicy powinni spalić się ze wstydu. Ja nie jeżdżę w tym roku za drużyną, nie oglądam zawodów nawet w telewizji. Wolę oszczędzić sobie nerwów. Nigdy też nie szukałem szczęścia w grach liczbowych, ale chyba muszę zacząć puszczać kupony, bo byłem w stanie założyć się z każdym, że my ten mecz w Tarnowie przerżniemy.

Reklama

Cel jaki postawił pan przed drużyną i trenerem Adamem Skórnickim został zrealizowany. Orzeł miał się utrzymać w eWinner 1. Lidze i to bez zbędnego stresu się udało spełnić. Na zakończenie rozgrywek zmierzycie na swoim torze z Aforti Startem Gniezno. Zwycięzca zajmie szóste miejsce w tabeli. Można jednak pokusić się już o pierwsze podsumowania. Jaką ocenę w skali szkolnej wystawiłby pan drużynie za sezon 2021?

- Chodziłem do szkoły, kiedy dwója była beznadziejną notą. Ale naszym zawodnikom dałbym -3.

Surowy z pana nauczyciel.

- W mojej opinii istniała realna szansa na awans do play-off, ale drużyna z mała pomocą panów za pulpitem sędziowskim wypisała się z nich na własne życzenie. Nie można jednak zwalać całej winy na złe sędziowanie, to byłoby zbyt duże uproszczenie. Ale trudno mi pojąć sytuację, w której remisujemy w Gdańsku i Ostrowie, a potem w kiepskim stylu przegrywamy u siebie w domu.

O przyszłym sezonie kiedy pan zacznie myśleć?

- Skłamałbym gdybym powiedział, że już nie zastanawiamy się nad kształtem drużyny, która wystartuje w nowym sezonie.

Ile roszad Orzeł potrzebuje?

- Zapraszam na czwartkową konferencję prasową. Opowiemy na niej m.in. jaką wizję ma klub na kolejny rok i o co będziemy walczyć. Wtedy na pewno domyśli się pan, czy Orła czeka gruntowna przebudowa, a może wręcz przeciwnie.

Pan jest pamiętliwym człowiekiem?

- Jedni szturmowali Westerplatte, drudzy go bronili na śmierć i życie, a po wojnie pili razem kawę. Domyślam się do czego pan zmierza. W niektórych momentach trzeba być konsekwentnym i nie można wykonać kroku wstecz. Jest też takie ładne zdanie: nigdy nie mów nigdy. Najpierw trzeba jednak rozliczyć się z przeszłością.

Świetnie mnie pan rozczytał. W następnym pytaniu miałem zaczepić, czy podobała się panu jazda przeciwko Orłowi Rohana Tungate’a. Wszyscy doskonale wiemy w jakich stosunkach rozstawaliście się przed sezonem 2021. Teraz Unia Tarnów spada do 2. LŻ i Australijczyk będzie poszukiwał klubu. Dla mnie naturalnym ruchem byłby powrót syna marnotrawnego do Łodzi.

- Specjalnie dostał od byłych kolegów fory, żeby wykręcił sobie tę dwucyfrówkę i poprawił humor. Sezonu nie odjechał wybitnego więc nie chcieliśmy chłopaka jeszcze mocniej dołować. Jak dobrze skończy, to szybciej znajdzie sobie porządnego pracodawcę.

A jeśli Tungate zapukałby do pana gabinetu ze swoim doradcą - Marcinem Gortatem, to wyrzuciłby go pan za drzwi? Wasze relacje są od jakiegoś czasu raczej chłodne.

- W życiu nikogo tak nie potraktowałem i nie potraktuję. Jestem tak nauczony, że każdego trzeba wysłuchać. Nie wygłoszę również tezy, że czekam na kogoś z rozłożonym czerwonym dywanem.

Czyli mogą wejść do pana razem?

- Pan Gortat nie jest żużlowcem. Osobiście nie interesuję się koszykówką i nie wiem po ile zawodnicy grają, dlatego nie zajmuję stanowiska w tym na czym się nie znam. I to nie ja dałem upust emocjom robiąc wrzutkę do mediów, że ktoś koło mnie już nigdy nie usiądzie. Nazywam się Skrzydlewski, moja rodzina mieszka w Łodzi od 1812 roku, gdy o panu Gortacie jeszcze się pchły nie roniły. To jest taka zasadnicza różnica. Ale jak już będzie siadał, krzesła mu nie zabiorę. Niech się nie martwi na zapas.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje