Reklama

Reklama

Żużel. Wiktor Kułakow nie szuka tanich wymówek, tym się różni od wielu żużlowców

Sędzia, pech, tor, pogoda, niedopasowany sprzęt - takie wymówki najczęściej słyszą dziennikarze od żużlowca, który w zawodach pojechał słabo lub co najwyżej przeciętnie. Zupełnie innym typem człowieka jest Wiktor Kułakow. Rosjanin prezentuje wysoki poziom, a zawsze szuka winy w sobie. Po meczu w Gnieźnie po raz kolejny otwarcie mówił o swoich błędach. W tym sporcie to rzadkość.

Żużlowcy nie lubią przyznawać się do błędów. Gdy dziennikarze pytają ich o przyczynę słabego lub bardzo średniego występu, najczęściej słyszą różne wymówki. A to przeszkodził im sędzia, mieli pecha, sprzęt był niedopasowany, albo tor był inny niż na treningu. Wiktor Kułakow ze Zdunek Wybrzeża jest zupełnie innym typem człowieka. Choć Rosjanin pełni rolę lidera gdańskiej drużyny - a zarazem jest jednym z najskuteczniejszych w całej eWinner 1. Lidze - to nigdy nie szuka tanich wymówek.

Nie zawsze jest kolorowo

26-latek we wtorkowym meczu z Aforti Startem Gniezno uzbierał 11 punktów w sześciu wyścigach (po raz kolejny był najlepszy w drużynie). W rozmowie z Łukaszem Benzem z nSport+ krytycznie ocenił swój występ. - To proste, zabrakło punktów. Przede wszystkim chciałem pogratulować rywalom z Gniezna za to, że naprawdę jechali bardzo dobrze, ambitnie. Ja dużo punktów potraciłem na trasie, do tego jeszcze wykluczenie. Jestem na siebie zły, bo jadę asekuracyjnie i wytracam prędkość. Można powiedzieć, że praca wykonana przez chłopaków idzie do śmieci. Sprzęt jedzie, po prostu za bardzo się spinam i moja jazda nie jest pewna - mówił.

Reklama

- W Gnieźnie nigdy nie miałem dobrego wyniku. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Nie jeżdżę tutaj na co dzień, więc nie jest łatwo. Gratuluję Oskarowi Fajferowi, wykorzystał moje błędy. Nie myślałem na tym torze - dodawał Kułakow. Takie podejście żużlowca może się podobać. Nie zakłamuje rzeczywistości, doskonale wie co mógł zrobić lepiej. Zdaje sobie sprawę, żę przyzwyczaił kibiców znad morza do lepszych zdobyczy punktowych (wcześniej 13+1, 14 i 14 "oczek"). W pierwszej stolicy Polski potwierdziło się, że co kolejkę nie da się jeździć na kosmicznym poziomie i czasem musi przyjść gorszy dzień.

Staje się idolem

Lider Zdunek Wybrzeża takimi szczerymi wypowiedziami tylko zyskuje sympatię nadmorskich kibiców. "Gość robi 14 punktów i jeszcze nie jest zadowolony. Wiktor, stajesz się powoli moim ulubieńcem. Tak trzymaj! Potencjał masz na jazdę w Ekstralidze!" - napisał pan Rafał na facebookowym fanpage'u gdańskiego klubu czytając wypowiedź Kułakowa po domowym spotkaniu z ROW-em Rybnik (45:45).

Również my mieliśmy okazję porozmawiać z Rosjaninem po tym zaciętym meczu z rybniczanami. Był zły na siebie, że po wygranym wyjściu spod taśmy w piętnastym wyścigu łatwo dał się ograć Kacprowi Gomólskiemu, który wykorzystał jego błąd i przez Zdunek Wybrzeże nie wygrało hitowego starcia. W sporcie żużlowym szczere przyznanie się do błędu to rzadkość, niewielu zawodników ma tyle odwagi, żeby to zrobić.

Zdunek Wybrzeże plamę po porażce w Gnieźnie będzie mogło zmazać podczas domowej potyczki z Orłem Łódź.

Dowiedz się więcej na temat: Wiktor Kułakow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL