Reklama

Reklama

Żużel. Wiemy, jakiego haka Unia ma na Kuberę. Zawodnik ma tylko jedno wyjście

Fogo Unia Leszno chce od Motoru Lublin 800 tysięcy złotych ekwiwalentu za transfer Dominika Kubery. Domaga się tego, choć w kontrakcie zawodnika z Unią na 2020 rok, w rubryce ekwiwalent, napisano: nie dotyczy. Problem Kubery polega na tym, że w poprzedniej umowie nie miał tego zapisu.

Ustaliliśmy, na jakiej podstawie Fogo Unia Leszno domaga się od Motoru Lublin wielkich pieniędzy za Dominika Kuberę. Zacznijmy od tego, że w tej chwili regulamin stanowi, iż ekwiwalentu za zawodnika nie płaci się dopiero wówczas, gdy ma on 22 lata (Kubera będzie tyle miał 15 kwietnia 2021). Do tego czasu można jednak żądać pieniędzy i tak jest w tym przypadku.

Reklama

Jeśli Kubera lub Motor, jego nowy klub, nie dogadają się z Unią, to żużlowiec straci pierwsze trzy mecze. Pierwsze okno transferowe, w którym zawodnik będzie mógł być potwierdzony bez płacenia ekwiwalentu, jest właśnie po trzeciej kolejce.

A tu porozumienie jest konieczne, bo Kubera kontrakcie na 2020 rok miał zapis, że ekwiwalent go nie dotyczy, ale we wcześniejszej 5-letniej umowie na lata 2015-19 takiego zapisu nie miał. To oznacza, że Unia za każdy z tych sezonów może wziąć do 120 tysięcy złotych. Akurat kwota rzędu 800 tysięcy złotych, jakiej Unia żąda od Motoru, jest do podważenia, ale już 600 tysięcy jest jak najbardziej zasadne.

Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie zapłaci 600 tysięcy, żeby mieć żużlowca na trzy mecze. Najprościej byłoby, więc gdyby strony się dogadały. Pewnie 50 tysięcy to byłaby taka kwota, jaką Motor byłby w stanie zapłacić, a Fogo Unia mogłaby powiedzieć, że nie została z pustymi rękami. Na razie jednak do porozumienia daleko, a jedynym wyjściem jest pójście do Trybunału PZM, bo on jest odpowiedzialny za rozwiązywanie sporów kontraktowych.

Do Trybunału może iść wyłącznie Kubera, bo on jest stroną w sprawie. Jeśli to zrobi, musi jednak mieć naprawdę mocne argumenty. Bo jeśli Trybunał stwierdzi, że Unii należy się ekwiwalent i poda, jaka to kwota, to wówczas Kubera będzie musiał zapłacić. Jeśli powie A i pójdzie do PZM, to w razie porażki będzie musiał powiedzieć B i wyciągnąć kasę z kieszeni.

Gdzieś w tle jest sprawa wewnętrznych ustaleń Motoru z Kuberą. W tej chwili nie jest on potwierdzony do rozgrywek. Nie wiadomo też nic bliżej o tym, jak wyglądają tematy kontraktowe. W Lublinie muszą być czujni, żeby nikt im nie sprzątnął Kubery przed trzecią kolejką. 

Dowiedz się więcej na temat: żużel | motor lublin | fogo unia leszno | Dominik Kubera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje