Reklama

Reklama

Żużel. Wielcy nieobecni cyklu Grand Prix. Łaguta mistrzostwa miał gdzieś, a Pawlicki traci kolejne lata na powrót

Oto piątka największych nieobecnych tegorocznego Grand Prix. Na naszej liście dwójka Polaków, która może już pochwalić się sukcesami w elicie. Najbardziej martwić może, że poza cyklem wciąż jest utalentowany Piotr Pawlicki. Zawodnik Fogo Unii mógłby bić się pewnie o medale, ale na razie pozostaje mu oglądanie Zmarzlika i spółki z perspektywy telewizora.



1. Piotr Pawlicki

Reklama

W Grand Prix już był, ale przydarzył mu się słaby sezon i wypadł z cyklu. Później już nie udało mu się wrócić, choć chyba nikt nie podważa klasy sportowej zawodnika. W PGE Ekstralidze jest liderem Fogo Unii Leszno, jednym z najskuteczniejszych żużlowców, ale do mistrzostw świata jakoś nie ma szczęścia.

W zeszłorocznych eliminacjach nie pojechał, bo nie wystartował z polskiego eliminatora, z którego został wykluczony za bunt podczas finału Złotego Kasku (wyrzucony z kadry na rok). Sezon 2021 będzie dla niego szansą powrotu. Pawlicki w formie z zeszłego sezonu to zawodnik, który spokojnie mógłby powalczyć nawet o medale.

2. Grigorij Łaguta

O startach Rosjanina w cyklu mówi się od lat, ale ciągle nie ma go w mistrzostwach. Dlaczego? Sprawa jest złożona. Kiedy była okazja awansować, Łaguta wyglądał jakby nie do końca był tym zainteresowany. Swoje szanse przekreślił też na dziką kartę, bo w pewnym momencie otwarcie mówił, że Grand Prix go nie interesuje.

Skąd taka postawa? Odpowiedź jest błaha - pieniądze. Do startów w elicie często trzeba dołożyć. W najlepszym wypadku zmontować silne zaplecze sponsorskie, aby wyjść na lekki plus. Łaguta kalkuluje i woli skupić się na solidnym przygotowaniu do PGE Ekstraligi, gdzie może zarobić miliony.



3. Nicki Pedersen

Duńczyk co prawda sam wypisał się z Grand Prix, ale do dzisiaj są tacy, którzy tęsknią za niepokornym Duńczykiem. Były mistrz świata wnosił wiele kolorytu do mistrzostw. Lubił komuś podjechać, wywołać pyskówkę, czy rzucić jakimś przedmiotem w parku maszyn.

Wiek robi jednak swoje, a Nicki woli skupić się na występach ligowych. O złoto walczyć już nie miałby szans, a ciężka walka o utrzymanie to nie jest poziom ambicji wielkiego mistrza z Danii.

4. Jack Holder

Może nie byłby to zawodnik od razu typowany do najwyższych pozycji, ale Australijczyk talent ma nieprzeciętny. Gdyby tylko trafił ze sprzętem, spokojnie poradziłby sobie w elicie. Jest młody, jeździ z fantazją i ma zaplecze silnego sponsora, jakim jest firma Monster.

Jack byłby naturalnym następcą w cyklu swojego brata Chrisa. Starszy z rodzeństwa zdobył nawet w 2012 roku mistrzostwo świata. Później przyszły jednak kontuzje i mocno obniżył poziom.

5. Patryk Dudek

Polak też ma na swoim koncie sukcesy w Grand Prix. Był przecież wicemistrzem świata w 2017 roku. Wielki talent, ale taki, którego kontuzje także nie omijały. To w głównej mierze przez nie z każdym sezonem obniżał loty, aż w w końcu w minionej edycji wypadł z pierwszej ósemki.

Problemem Dudka są też kwestie sprzętowe. Po odejściu na emeryturę Janne Anderssona Patryk nie potrafi znaleźć takiego tunera, który przygotowałby dla niego idealnie pasujące jednostki. To wszystko składa się na to, że zawodnik obniżył poziom sportowy. Inna sprawa, że do swojej najwyższej formy może wrócić w każdym momencie. A wtedy stanie się jednym z kandydatów do walki o najwyższe cele.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje