Reklama

Reklama

Żużel. Wdychają spaliny, tracą słuch. Ta robota naprawdę działa na zmysły

Wśród wielu osób pracujących przy zawodach, jedną z kluczowych jest ta odpowiedzialna za ustawienie zawodników pod taśmą i przygotowanie ich do startu. To oczywiście także prawa ręka sędziego i człowiek będący w stałym kontakcie z wieżyczką. Przepytaliśmy zatem kierownika startu na temat szczegółów tej profesji i jak się okazuje, wymaga ona bycia niezwykle skrupulatnym i odpornym na sytuacje stresowe. Daje jednak poczucie dużej satysfakcji.

Gdy spojrzymy z boku na robotę kierownika startu, możemy odnieść łudzące i pozorne wrażenie, że to nic trudnego. Ot, stoi sobie gość ubrany przeważnie w biało-czarny strój i pokazuje zawodnikom zawsze te same, standardowe ruchy. Oni i tak robią swoje, a pod taśmę podjadą "za pięć dwunasta". Bycie kierownikiem startu ma jednak także inne oblicze, niedostrzegalne z poziomu trybun lub telewizji. Co jasne, wobec bliskiego kontaktu z zawodnikami, osoba pełniąca tę funkcję miewa wiele ciekawych sytuacji, które może wspominać przez wiele lat. Najczęściej są to rzeczy pozytywne, choć zdarzają się i te mniej przyjemne.

Reklama

Przede wszystkim musisz niezwykle pilnować tego, by pokazać zawodnikom właściwe oznaczenia okrążeń w trakce biegu - mówi nam Rudi Vrscaj, kierownik startu w Krsko, który obsługiwał przeróżne zawody, od mistrzostw kraju po turnieje rangi Grand Prix. - To zdecydowanie priorytet. Jedna pomyłka to może być twój koniec. Jestem w trakcie biegu tak bardzo na tym skupiony, że w ogóle nie zaprzątam sobie głowy walką na dystansie. Nie obserwuję biegu. Moją pracą jest pokazanie żużlowcom, ile jeszcze muszą przejechać i absolutnie nie mogę się pomylić - dodaje.



Rolą kierownika startu jest także ponaglanie zawodników, gdy ci niezbyt chętnie i dość ślamazarnie zbierają się do podjechania pod taśmę. - Ja mam prostą metodę. Gdy wybija 20 sekund do teoretycznego zwolnienia taśmy, ogłaszam to zawodnikom. Przeważnie gestem, bo słów i tak nie słychać. Oni wówczas wiedzą, że ewentualne odjazdy spod taśmy i tego typu rzeczy robią na własną odpowiedzialność. Jako ciekawostkę powiem, że dużo łatwiej mi pracować podczas turniejów GP niż mistrzostw Słowenii. Najlepsi na świecie są o wiele bardziej zdyscyplinowani. Choć wiem, że dla niektórych może być to zaskoczeniem - słyszymy.

Nasz rozmówca, tak jak każdy inny kierownik startu, ma swoje historie związane z konkretnymi zawodnikami i ich zachowaniem w trakcie przygotowania do startu. - Jest taki jeden żużlowiec ze ścisłej światowej czołówki, mistrz świata. On zawsze przed startem musiał kilka razy dotknąć sobie taśmy. Co roku przyjeżdżając do Krsko wiedział to i on, i ja. Często tuż przed startem kiwał do mnie głową, że jeszcze raz sobie to zrobi. Ja też kiwałem na znak aprobaty. Zdarzało się, że prosił mnie, bym lekko podniósł mu na chwilę taśmę, co też robiłem. W trakcie przygotowań do startu, żużlowcy mają różne rytuały - kończy.

Widzimy zatem jak dużej umiejętności podzielenia swojej uwagi wymaga praca kierownika startu. Wbrew pozorom, to nie jest tylko stanie pod taśmą i machanie flagą. Co prawda obecnie zawody odbywają się bez publiczności, ale w normalnych czasach na kierownika są zwrócone oczy bardzo wielu ludzi i to dodatkowo wytwarza presję, utrudniając pracę i przyczyniając się do popełnienia ewentualnego błędu. Zwróćmy uwagę również na aspekt zdrowotny - warunki pracy kierownika startu są dalekie od wymarzonych. Oprócz hałasu dochodzi przecież wdychanie spalin. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Dowiedz się więcej na temat: żużel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje