Reklama

Reklama

Żużel. Walasek poskarżył się na sprzęt. Za chwilę zadzwonił najlepszy tuner świata

Grzegorz Walasek radzi sobie w tym sezonie zdecydowanie powyżej oczekiwań. Jak przyznał w telewizyjnym studiu podczas meczu Fogo Unii Leszno z ZOOLeszcz DPV Logistic GKM-em Grudziądz może on liczyć na naprawdę fachową obsługę zaplecza sprzętowego.

Grzegorz Walasek to jedna z największych rewelacji tegorocznego sezonu żużlowego. Gdy jesienią nie znalazł pracodawcy, wielu ekspertów wysyłało indywidualnego mistrza Polski z 2004 roku na zasłużoną emeryturę. Wychowanek Falubazu Zielona Góra - mimo iż podpisano z nim zaledwie kontrakt warszawski - już na pierwszych wiosennych treningach zdołał wygryźć ze składu Arged Malesy Adriana Cyfera i Daniela Kaczmarka.

Wielu z tych kibiców, którzy szydząc radzili 45-latkowi "dziadku, idź do domu bawić wnuki" później załamywało ręce, widząc jak ten objeżdża ich zawodników jak tyczki. Grzegorzowi Walaskowi wytykać metryki po prostu nie wypada - zdobywając średnio 2,283 punktu na bieg jest czwartym najlepszym pod tym kątem zawodnikiem eWinner 1. ligi. Wyżej od niego plasują się tylko: Tobiasz Musielak, David Bellego oraz Wiktor Kułakow.

Reklama

Dobra forma fizyczna oraz wysokie doświadczenie oraz niewątpliwy talent to zdecydowanie za mało, by osiągać tak dobre wyniki. Żużel to bądź co bądź pewna - dosyć mocno odrośnięta - gałąź motosportu, więc sprzęt musi grać w nim naprawdę dużą rolę. Jeśli zaś chodzi o zaplecze sprzętowe, to Walaskowi takiego wsparcia może zazdrościć nie jeden o wiele młodszy zawodnik.

Zadzwonił do niego żużlowy Amaro

Jak wyznał Walasek w rozmowie z Anitą Mazur podczas spotkania Fogo Unii Leszno z ZOOLeszcz DPV Logistic GKM-em Grudziądz silników nie kupuje on sobie samemu - czynią to jego sponosrzy, bracia Garcarkowie - dilerzy samochodowi i znani mecenasowie czarnego sportu w Ostrowie Wielkopolskim (współpracuje z nimi także wielu zawodników z innych części kraju i świata, a przed laty nawet Tomasz Gollob). Kiedy zawodnik w luźnej rozmowie poskarżył się im, że podczas organizowanego w Lesznie finału IMP jego jednostki napedowe nie spełniały postawionych przez niego oczekiwań, to już chwilę później zadzwonił do niego Ryszard Kowalski i zapytał czy nowe silniki ma dostarczyć do domu żużlowca czy też firmy Garcarków.

Nazwisko Ryszarda Kowalskiego znaczy w branży żużlowej mniej więcej tyle, co Magdy Gessler albo Wojciecha Modesta Amaro w gastronomicznej. Tuner słynie z ekscentryczności, ale to właśnie w podtoruńskich Cierpicach zaopatrują się w silniki największe gwiazdy światowego speedwaya na czele z samym Bartoszem Zmarzlikiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje