Reklama

Reklama

Żużel. W Gorzowie szykuje się antyreklama PGE Ekstraligi. Czyja to wina, że juniorzy są obiektem publicznej krytyki?

Para Oliwier Ralcewicz-Kamil Pytlewski będzie reprezentować formację młodzieżową Moje Bermudy Stali Gorzów podczas najbliższego meczu z Betardem Spartą Wrocław. Drugi z nich w ostatnich spotkaniach miał problem, by łapać się w kadr transmisji telewizyjnej. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że Ralcewicz ma od Pytlewskiego znacznie mniejsze doświadczenie, możemy mieć poważne obawy o ich występ w niedzielę.

Wobec kontuzji Wiktora Jasińskiego, Moje Bermudy Stal Gorzów znalazła się w niezwykle trudnym położeniu. Tak naprawdę to nie mają kim jechać. Kamil Nowacki od dłuższego czasu leczy kontuzję, która jest bardzo uciążliwa (problem z unerwieniem ręki) i na razie nie wróci na tor. Pozostali wychowankowie Stali są wypożyczeni do innych klubów. Marcel Studziński jeździ dla Aforti Startu Gniezno, Alan Szczotka reprezentuje Zdunek Wybrzeże Gdańsk, a Mateusz Bartkowiak to żużlowiec Zooleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz. Choćby jeden z nich byłby teraz dla gorzowian na wagę złota. Tylko Pytlewski i Ralcewicz są bowiem uprawnieni do jazdy w lidze i niejako nie mają wyjścia. Chcą czy nie chcą, z Betardem Spartą pojechać muszą.

Reklama

Trudno mieć pretensje do Stali o to, że wypożycza zawodników zagrożonych spędzeniem całego sezonu na ławce. Studziński od dawna nie reprezentuje swojej macierzystej drużyny. Najwidoczniej uznał, że na skład nie ma większych szans. W Gorzowie jakoś bardzo za nim nie tęsknią, bo młody żużlowiec ma niezwykle trudny charakter, o czym przekonali się także w Ostrowie i Bydgoszczy. Szczotka z kolei stracił miejsce w zestawieniu, gdy do drużyny wszedł Mateusz Bartkowiak. Poszedł więc do Gdańska, bo po prostu chce jeździć. Sam Bartkowiak zaś postanowił odejść z Gorzowa, bo spodobała mu się propozycja z Grudziądza. Tam jednak jakiejś wielkiej furory nie robi.

Tylko zawodników żal

Ralcewicz i Pytlewski na pewno zdają sobie sprawę, że w niedzielę stoczą przede wszystkim bój o to, żeby dojechać do mety. Temu pierwszemu wszystko można wybaczyć, bo na żużlu stawia swoje premierowe kroki. Kiedyś przecież musi się nauczyć, a szansa na debiut w PGE Ekstralidze spadła na niego znienacka. Nie jest na nią przygotowany, ale wyboru nie ma. Inaczej sprawa ma się z Pytlewskim. To jego czwarty rok na torach i w zasadzie postępów nie widać. Tak jak nie radził sobie w 2018 roku, tak nie radzi sobie teraz. W piątkowym meczu z marwis.pl Falubazem był nawet obiektem kpin komentatorów telewizyjnych. Jechał tak daleko z tyłu, że operatorowi kamery trudno było go objąć.

Wiele wskazuje na to, że młodzi gorzowianie mają przed sobą trudne dni, bo po zbliżającym się spotkaniu rozgorzeje dyskusja na temat tego, co można zrobić, aby uniknąć takiego psucia wizerunku najlepszej ligi świata. Coraz częściej słychać głosy, że należy wprowadzić coś w rodzaju zmiany medycznej, w przypadku właśnie takim, jaki dopadł Stal. Klub jest absolutnie pod ścianą i musi wystawić parę skazaną na porażkę w druzgocącym stylu. Być może faktycznie dobrym pomysłem byłoby umożliwienie takiemu zespołowi zakontraktowania dodatkowego żużlowca na kryzysową sytuację, tak aby nie robić z ligi pośmiewiska.

Należy przy okazji zastanowić się, czy problem nie leży również w szkoleniu. W przypadku większości ekstraligowych drużyn, kontuzja jednego z podstawowych juniorów, zmusiłaby sztab szkoleniowy do zastąpienia go kompletnie nieopierzonym młokosem, który naraziłby się na krytykę. Wiadomo, że kluby w miarę możliwości wypożyczają zawodników rezerwowych, ale może warto byłoby pomóc tym, którzy w razie czego wskoczą do składu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje