Reklama

Reklama

Żużel. Upadek gwiazdy? Kasprzakowi zbyt wiele problemów spadło na głowę

Krzysztof Kasprzak w 2014 roku był na szczycie. Został wicemistrzem świata, a gdyby nie kontuzja miałby złoto. Był w takim gazie, że można się było spodziewać kilku lat jazdy na wysokim poziomie. Coś się jednak zacięło, a od trzech lat Kasprzak obniża poziom. Na starcie sezonu 2021 jest totalnie pogubiony. – Potrzebuje spokoju – mówi nam Zdzisław Cichoracki, działacz ZOOleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz, gdzie startuje zawodnik.

Przypadek Krzysztofa Kasprzaka zadziwia. Wydawało się, że po kapitalnych rozgrywkach 2014 kolejne lata będą równie udane. Od tamtego czasu zaliczył jednak dwa dobre sezony (2016, 2018), w pozostałych jeździł w kratkę. Od 2019 zaczął się natomiast ostry zjazd w dół.

Gdzie leży problem zawodnika, którego niewątpliwie stać na dobrą jazdę?

Nie sposób nie zauważyć, że gorzej zaczęło się dziać, gdy z jego boksu zniknął tata Zenon Kasprzak. Do 2018 jeździł z nim regularnie na mecze, w 2019 pojawiał się sporadycznie, potem zniknął niemal całkowicie.

Reklama

Kasprzakowi brakuje pomocy ojca

O stosunkach na linii tata - syn krążą legendy, wiele z nich jest prawdziwych, ale fakt jest taki, że ci dwaj stanowili zgrany duet. Ojciec dawał synowi to, czego temu ostatniemu brakowało, czyli dużą wiedzę o sprzęcie, regulacjach i wszystkim tym, co może się przełożyć na szybką jazdę.

Nie sposób nie zauważyć, że Krzysztof wpadał w turbulencje zawsze wtedy, gdy pojawiała się jakaś zmiana. W 2015 pojawiły się nowe tłumiki i już miał problem. Potrzebował czasu, żeby do spółki z tatą to ogarnąć. Ubiegłoroczny zjazd w ciemno można z kolei wytłumaczyć pojawieniem się limiterów.

Zasiedział się w Stali Gorzów

Każda taka nowinka wpływała ujemnie na formę Krzysztofa, mieszała mu w głowie, zabijała jego pewność siebie. Szukając rozwiązań, zaczynał mieszać w sprzęcie (tak samo robi teraz), ale to tylko pogłębiało problem.

Poza tym Kasprzak zdecydowanie zasiedział się w Gorzowie. Trzymał się tego klubu, dopóki kasa się zgadzała. Rok temu, po renegocjacji kontraktów miał mieć umowę lepszą nawet od Bartosza Zmarzlika. Jednak o ile finansowo było w porządku, o tyle brakowało mu najwyraźniej sportowych bodźców. 9 lat w jednym klubie to kawał czasu.

Czy w GKM-ie stanie na nogi?

W Grudziądzu prezentuje się na razie słabo. Pojechał dobrze przeciwko Betard Sparcie (45:44) zdobywając 10 punktów, ale w dwóch pozostałych zdobył 4 i 1 punkt. W klubie mówią, że Kasprzaka dołują doniesienia mediów, które analizują każdy jego słaby mecz, a po dobrym nie pochwalą.

36-latek nieradzący sobie z presją? Trudno w to uwierzyć. Raczej wygląda na to, że jak się sypie, to każda drobnostka ma znaczenie. A jeśli tak, to Kasprzakowi trudno będzie się odrodzić w GKM-ie, dla którego każdy mecz będzie o wszystko, a punkty byłego wicemistrza będą na wagę złota.

Nie wiadomo też, jak podziałają na Kasprzaka starty w Grand Prix. Rok temu wywalczył awans do cyklu, bo miał wielkie szczęście. Na GP Challange założył opony Anlasa (wkrótce potem je wycofano), które zapewniały lepszą przyczepność do podłoża i przekładały się na większe prędkości. Dzięki temu zdystansował rywali. Pytanie, czy bez tajnej broni będzie w stanie rywalizować z najlepszymi. Ewentualne słabe występy mogą go wcisnąć do jeszcze głębszego dołka.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje