Reklama

Reklama

Żużel. Unia Tarnów od lat szkoli juniorów, a efektów brak. Gollob takich zawodników nazywał "niedobitkami"

Unia Tarnów od lat stawia na szkolenie młodzieży. Klub jest daleki od tego, aby wzorem innych ściągać do drużyny gotowe, wyszkolone talenty. Stawia się na pracę u podstaw. Problem jednak w tym, że spod ręki miejscowych trenerów wychodzą co najwyżej typowi średniacy. Po zakończeniu wieku juniora albo kończą kariery, albo jeżdżą w II lidze. Gołym okiem widać, że coś tu nie działa.

Niby szkolą, ale wartościowych juniorów jak nie było, tak nie ma

Janusz Kołodziej i Marcin Rempała - tak wyglądała niegdyś para młodzieżowców Unii Tarnów, która siała postrach w całej Polsce. Obaj wywodzą się spod ręki emerytowanego już trenera Mariana Wardzały. Kiedy weszli w wiek seniora, wydawało się, że to tylko kwestią czasu, kiedy klub doczeka się kolejnych talentów. W 2006 roku na potrzebę chwili kupiono ze Stali Gorzów Pawła Hliba, jednak polityka klubu pozostawała niezmienna - szkolimy młodzież i czekamy na następców wspomnianej dwójki.

Mniej więcej taki przekaz powtarzany był przez kolejne lata. Wardzała niedługo później stracił pracę w klubie, zastąpił go na chwilę Roman Jankowski, następnie Marek Cieślak, a dzisiaj Paweł Baran. Po drodze przewinęła się cała masa zawodników - Zieliński, Kostro, Nowiński, Rolnicki, Koza, Jamróg, Mazur, Lesiak, Konieczny, Madej, czy teraz duet - Przemysław Konieczny i Dawid Rempała. Prawdę mówiąc nawet połowa z nich nie jeździ już na żużlu. Zazwyczaj scenariusz był bardzo prosty - koniec wieku juniora równał się z zakończeniem przygody sportowej. Władysław Gollob, gdy jeszcze szefował Polonii Bydgoszcz, nazywał takich zawodników "niedobitkami".

Oczywiście są wyjątki, bo Jamróg, Rolnicki, czy Koza ciągle jeżdżą, a cała trójka miała swoje epizody w PGE Ekstralidze. Jednak gdyby przyjrzeć się głębiej ich karierom, to swój rozwój zawdzięczają pewnie bardziej własnej determinacji, wsparciu bliskich sobie osób, niż fachowym rękom klubowych trenerów. Trzeba też dodać, że choć Unii zawsze zależało na posiadaniu swoich zawodników z Tarnowa, to zdarzały się też wyjątki. Jak choćby nawet sezon 2012, kiedy parę młodzieżową drużyny stanowili pozyskani z zewnątrz Maciej Janowski i Kacper Gomólski. Wtedy jednak tarnowianie mieli wielkie parcie na sukcesy, więc inaczej się nie dało. Na domowym podwórku była olbrzymia posucha, więc trzeba było zrobić wyjątek i poszukać juniorów w innych klubach.

Przez chwilę wydawało się, że kimś na wzór Kołodzieja może być Krystian Rempała. Syn Jacka miał wielki talent i predyspozycje. Jego kariera zapowiadała się naprawdę dobrze, jednak została przerwana w 2016 roku przez tragiczny wypadek na torze w Rybniku. Do dziś jest to nieodżałowana postać w tarnowskim klubie, jednak i w tym wypadku trudno nie wspomnieć, że wychowywał go przede wszystkim tata Jacek, a nie trenerzy Unii.



Problem miały rozwiązać szkółki Kołodzieja i Cierniaka

To nie jest tak, że nikt w klubie nie widział problemu z produkcją nowych, zdolnych juniorów. Działacze o tym wiedzieli, jednak prawdę mówiąc nie musieli z tym nic robić, bo w pewnym momencie powstały dwie szkółki mini żużlowe działające w Tarnowie. Jedna prowadzona przez Mirosława Cierniaka, a druga przez Janusza Kołodzieja. Inne ośrodki patrzyły na tę sytuację z zazdrością, bo wydawało się, że dopływ świeżej krwi jest tylko kwestią czasu.

A jednak tak nie było. Unia Tarnów pokłóciła się z Januszem Kołodziejem, przez co jego wychowankowie rozsiani są po całej Polsce. To między innymi Bartłomiej Kowalski, który dzisiaj z powodzeniem jeździ w Eltrox Wlókniarzu Częstochowa. Działacze woleli postawić na współpracę ze szkółką Cierniaką. Ta polityka opłaciła się, ale krótkoterminowo. Przez dwa sezony w drużynie jeździł Mateusz Cierniak, który rzeczywiście robił różnicę. Potem jednak odszedł do Motoru Lublin, a Unia nie dostała za ten transfer ani złotówki. Co gorsza, w międzyczasie nie pojawił się żaden inny wartościowy junior ze szkółki Cierniaka. Były nadzieje związane z Przemysławem Koniecznym, Dawidem Rempałą, czy obecnie Piotrem Świerszczem i Mateuszem Gzylem. Jednak jak jest, wszyscy widzą.

Od razu dodajmy, że to nie tak, że skreślamy zawodników po paru nieudanych meczach. Niepokój budzi jednak styl i progres, którego w ich przypadku w ogóle nie widać. Konieczny miał być najlepszym juniorem ligi, a tymczasem przegrywa z zawodnikami, dla których sezon 2021 jest pierwszym, w którym w ogóle jeżdżą regularnie na żużlu. Rempała to osobny temat. Żużlowiec sam otwarcie mówi, że brakuje mu momentami sił na walkę przez cztery okrążenia. Co więc robił zimą i jak się przygotowywał? Oto jest pytanie. Na temat Świercza i Gzyla na razie pisać nie będziemy, żeby bardziej nie pastwić się nad obecną kadrą juniorów Unii Tarnów.

Konflikty, który zaprowadziły szkolenie na dno

Od wielu lat trenerem młodzieży Unii jest Paweł Baran. Prowadzi treningi na torze, a także nadzoruje przygotowania zimą. Jaki jest tego efekt? Każdy może sobie wyciągnąć wnioski wedle własnego uznania, choć gołym okiem widać, że w klubie brakuje odpowiednich kompetencji i doświadczenia. Nie da się jednak pominąć innych istotnych kwestii. Wokół Unii jeszcze do niedawna kręciło się sporo były zawodników związanych z Tarnowem, którzy dzisiaj realizują się we współpracy z innymi klubami i żużlowcami. To między innymi Stanisław Burza czy Sławomir Tronina. Tarnowscy działacze nie byli jednak zainteresowani współpracą z nimi. Zwyczajnie im podziękowano. Postawiono na Barana jako trenera młodzieży oraz Jacka Rempałę, który odpowiada za przygotowanie silników. Swego czau drzwi pokazano też Marianowi Wardzale. Były trener otwarcie w mediach tego nie mówi, ale ma o to żal do działaczy do dnia dzisiejszego.

Tymczasem dzisiaj Stanisław Burza wspiera rozwój juniorów Motoru Lublin, a Sławomir Tronina jest mechanikiem i mentorem wspomnianego wcześniej Kowalskiego. Obaj mają już sporo sukcesów na swoim koncie. W Unii tymczasem od lat nie zmienia się nic i od lat jest ten sam problem. Upartość miejscowych działaczy, skłonność do konfliktów z miejscowym środowiskiem sprawiło, że wiele osób odwróciło się od klubu i dzisiaj pracuje na sukces innych.

Osobną kwestią są finanse i środki przeznaczane na szkolenie juniorów. Tutaj się nie przelewa, bo choć po drodze pojawiały się różne programy (na przykład Grupa Azoty Start), to efektów żadnych nie było widać. Oczywiście winę można zrzucić na brak odpowiedniego zaplecza czy sprzętu, ale wystarczy spojrzeć tylko na to, jak tarnowscy juniorzy prezentują się na motocyklach, aby szybko przekonać się, że coś z tym szkoleniem jest nie tak. A najlepszą laurką są wyniki osiągane na torze.

Prawdę mówiąc poziom szkolenia juniorów w Tarnowie idealnie oddaje fatalną sytuację, w której znalazł się klub pod rządami obecnej Rady Nadzorczej oraz prezesa Łukasza Sadego. Szereg błędnych decyzji, bylejakość i konflikty sprawiły, że od 15 lat Unia nie doczekała się wartościowych wychowanków. I pewnie jeszcze długo się nie doczeka, bo od dłuższego czasu brakuje w klubie fachowców i długofalowego planu na szkolenie. W myśl zasady - jakoś to będzie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama