Reklama

Reklama

Żużel. Uciekł z drużyną z finału, zabrano mu licencję, zdyskwalifikowano na dwa lata, teraz wraca

Sławomir Kryjom po finale Ekstraligi 2013, który nie doszedł do skutku, stał się czarną owcą polskiego żużla. To wtedy miliarder Roman Karkosik, właściciel Unibaxu, zadzwonił do niego i przekazał, że toruńska drużyna nie pojedzie w najważniejszym meczu sezonu. Menedżer zarządził, że wraz z zawodnikami opuszcza stadion. Później zarzucono mu ślepe posłuszeństwo, choć on sam mówił i wciąż to powtarza, że decyzja zapadła poza nim. Jednak to na niego PZM nałożył najbardziej drakońskie kary.

Sławomir Kryjom będzie menedżerem drugoligowego MF Trans Landshut Devils. Wraca po siedmiu latach. Na początku sezonu 2014 prowadził jeszcze zespół Unibaxu Toruń. Na telefon, bo miał zakaz wstępu do parku maszyn nałożony przez PZM. Był też pozbawiony wszelkich licencji i uprawnień do prowadzenia zespołu. W klubie wymyślili jednak, że będzie siedział na trybunach i stamtąd kierował zespołem. Wariant się nie sprawdził, więc zatrudniono trenera Stanisława Chomskiego. 

Reklama

Posłuchał właściciela 

Kłopoty Kryjoma zaczęły się od pamiętnego finału Ekstraligi 2013, który zakończył się wielkim skandalem. Pierwszy mecz w Toruniu doszedł do skutku, drugiego nie było. Dzień przed zawodami Tomasz Gollob, lider Unibaxu doznał okropnej kontuzji. Tai Woffinden wjechał mu w plecy, bo nie opanował motocykla. Gollob stracił przytomność, wylądował w szpitalu, po tamtym wypadku kilka miesięcy dochodził do siebie. 

Miliarder Roman Karkosik, który był właścicielem Unibaxu, początkowo liczył, że Gollob prędzej stanie na nogi. Zadzwonił do zielonogórskich działaczy, by przełożyć mecz. Ci się nie zgodzili, więc powiedział im: meczu nie będzie. W międzyczasie miał się konsultować z Władysławem Komarnickim, prezesem honorowym Stali Gorzów, który miał go zapewnić, że w razie rezygnacji z jazdy grozi mu najwyżej 200 tysięcy złotych kary i walkower. Karkosik stwierdził, że tyle zapłaci (potem PZM nałożył na klub kary pięciokrotnie większe). Zadzwonił do Kryjoma i przekazał, że ma zabierać zespół do domu. Menedżer tak zrobił. 

To wtedy jeden z działaczy PZM powiedział, że Kryjom nie ma kręgosłupa moralnego i pytał dosadnie, czy gdyby kazano mu kogoś zastrzelić, to czy też by to zrobił? Kryjom w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" dał ripostę: - Nikogo bym nie zastrzelił. Kto ze mną pracuje, wie, że mam swoje zdanie. Wtedy jednak działaliśmy jako klub, trzeba się było podporządkować. A tego działaczy bym zapytał, jak to jest, że Polska pompuje tyle kasy w światowy żużel, a naszych nie ma we władzach. 

Został zdyskwalifikowany na dwa lata, zabrano mu wszystkie licencje, dodatkowo ukarano rocznym zakazem wstępu do parku maszyn. Na osłodę został mu srebrny medal zdobyty z Unibaxem. 

Chciał być sędzią, został menedżerem 

Przed Toruniem było Leszno. W 2000 roku wymyślił sobie, że chce być sędzią żużlowym. Nie było naboru, ale chcąc zgłębić temat, zadzwonił do Unii. Ówczesny dyrektor Leszek Jankowski zaprosił go do klubu, przekazał wiedzę. Po kilku dniach dyrektor zadzwonił z propozycją, by pojechał zrobić kurs na kierownika zawodów i kierownika drużyny, bo w klubie brakuje rąk do pracy. W styczniu 2001 roku, w wieku 21 lat, miał papiery osoby funkcyjnej. Siedem lat piął się w górę. W 2007 roku został dyrektorem sportowym. Na zmianę z Wojciechem Dankiewiczem pełnił też funkcję kierownika zespołu w trakcie ligowych spotkań. W końcu został menedżerem, który z Unią zdobył dwa razy złoto i raz srebro. 

Po sezonie 2010 odszedł z Leszna i przeniósł się do Torunia. W następnym sezonie właśnie w Lesznie, wpadł w ogromne turbulencje. Unia na półfinał z Unibaxem w Lesznie przygotowała ciężki tor. Od krawężnika ciągnął się trzymetrowy pas przyczepnej nawierzchni przypominający konsystencją plastelinę. Poza tym było twardo. Unibax nie chciał jechać, ale sędzia zdecydował, że mecz się odbędzie. Toruński zespół stracił wtedy dwóch zawodników, a Unia wypracowała 17 punktów przewagi przed rewanżem. Prezes Unibaxu straszył prawnikami. Stanęło na tym, że faworyt ligi z Torunia musiał się zadowolić meczem o brąz, a Unia dostała 100 tysięcy złotych kary i zawieszono jej licencję toru. Na chwilę, bo prezydent miasta pojechał do PZM i po tamtej wizycie druga z sankcji została zniesiona. 

Kryjom po tamtym meczu stracił robotę w Unibaxie. Wrócił do klubu po roku przerwy. Na swoje nieszczęście. W międzyczasie zajmował się własną działalnością, prowadził firmę transportową. Zajął się też agencją menedżerską. Jego zawodnicy mogli liczyć na dobre kontrakty. Negocjował twardo. 

Pan dyrektor 

Od kwietnia 2016 jest dyrektorem MOSiR-u w Lesznie, pełni też rolę eksperta w mediach i w trakcie żużlowych transmisji w nSport+. Praca w Landshut będzie powrotem na menedżerską ławkę po siedmiu latach. Wcześniej miał propozycje, ale do Motoru Lublin nie mógł przejść, równocześnie pełniąc rolę szefa MOSiR-u w Lesznie, Chciała go też Stal Rzeszów, ale i tu ostatecznie nie doszło do porozumienia. Do Landshut będzie jeździł bądź latał w weekendy, w tygodniu będzie dyrektorem. 

Większość środowiska zapomniała już Kryjomowi to, że wyjechał z drużyną z finału. Ktoś jeszcze, od czasu do czasu zażartuje o: ucieczce po kryjomu, ale od tamtego czasu już tyle afer wstrząsnęło żużlem, że sprawa menedżera wyblakła. Jeszcze w 2014 roku miał zakaz wejścia na stadion w Zielonej Górze. Dziś jest cenionym ekspertem po przejściach.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje