Reklama

Reklama

​Żużel. Twierdza Lublin nie padła, ale Sparta ma złoto na wyciągnięcie ręki

Motor Lublin w tym sezonie stworzył z własnego toru niezdobytą twierdzę. Wygrał u siebie wszystkie siedem meczów rundy zasadniczej i półfinałowy pojedynek z Moje Bermudy Stalą Gorzów. W czwartek, w pierwszym spotkaniu wielkiego finału PGE Ekstraligi passę udało się podtrzymać, chociaż wrocławianie sprawili, że twierdza zadrżała w posadach. Ostatecznie jednak gospodarze uratowali remis. Przed rewanżem to jednak żużlowcy z Dolnego Śląska są w komfortowej sytuacji. Złoto, na które czekają od 15 lat, jest na wyciągnięcie ręki!

30 lat temu żużlowcy Motoru Lublin zdobyli jeden jedyny medal (srebrny) w drużynowych mistrzostwach Polski. W tym roku, awansując do finału, już wyrównali to historyczne osiągnięcie, ale... jak zwykle apetyt urósł w miarę jedzenia. W czwartkowy wieczór przestarzały lubelski stadion wypełnił się kompletem ponad 10 tysięcy ludzi i poza niewielką grupą kibiców Betard Sparty Wrocław wszystkich łączyła jedna nadzieja - powtórzyć mecz z sezonu zasadniczego i wypracować sobie solidną zaliczkę przed niedzielnym rewanżem we Wrocławiu.

Nic dwa razy się nie zdarza

Na początku tegorocznego sezonu Betard Sparta Wrocław przyjechała do Lublina osłabiona brakiem Taia Woffindena i przegrała z kretesem, różnicą aż 14 punktów (38:52). Przyjezdni wówczas na torze przy Alejach Zygmuntowskich byli kompletnie zagubieni i już po pierwszej serii przegrywali 7:17.

Reklama

Kwietniowa klęska była jednak ostatnią poniesioną przez wrocławian w tym sezonie. Po niej wygrali aż 13 meczów w rzędu! Nic dziwnego zatem, że w finale zobaczyliśmy zupełnie inną Betard Spartę z walecznym Taiem Woffindenem w składzie, która nie dała się tym razem zaskoczyć torem.

Gospodarze zaś mieli swoje problemy. Przełożenie meczu z niedzieli na czwartek dawało nadzieję, że kapitan Motoru, Grigorij Łaguta da radę dojść do siebie po koszmarnej kraksie w rewanżowym meczu półfinałowym z Moje Bermudy Stalą Gorzów. Rosjanin zjawił się nawet w Lublinie, a jego motocykle stały przyszykowane w jego boksie. Ostatecznie jednak po dyskusji z lekarzem nie został dopuszczony do startu. Wciąż odczuwa bowiem bóle karku i pleców. - Nie miałem okazji przejechać ani jednego treningu. W związku z tym nie chciałem ryzykować - przyznał w wywiadzie telewizyjnym dla nSport+ Rosjanin.

Zgodnie z regulaminem lublinianie mieli możliwość zastosowania za niego zastępstwa zawodnika (podobnie będzie także w niedzielę) i z niej skorzystali. Niestety nie bardzo mieli kim swego lidera zastępować.

Hampel był bezradny

Znakomity junior Wiktor Lampart swoje zrobił tylko w biegu młodzieżowym. W kolejnych startach nie był w stanie pomóc drużynie, wyraźnie odczuwając skutki poniedziałkowego upadku podczas finału drużynowych mistrzostw Polski juniorów. Słabiutko też radził sobie na początku zawodów najbardziej doświadczony w lubelskim zespole - Jarosław Hampel.

Były podwójny indywidualny wicemistrz świata dobrze startował, ale cóż z tego skoro w inauguracyjnym biegu trzecie miejsce odebrał mu Artiom Łaguta, a w 3. wyścigu z pierwszego miejsca spadł na trzecie, dając się objechać najpierw Glebowi Czugunowowi, a potem Woffindenowi. 

W ekipie Motoru dwoił się i troił Dominik Kubera (rewelacyjny występ), dobrą formę z półfinałów potwierdził też Buczkowski. Dzięki tej dwójce miejscowi po raz pierwszy drużynowo wygrali wyścig, ale stało się to dopiero w 7. biegu! Mimo to wciąż mieli szansę na wygraną, bo przegrywali jedynie dwoma punktami.

W czwartej serii zawodów goście zadali mocny cios. Dwie wygrane po 4:2 sprawiły, że przed biegami nominowanymi uciekli na bezpieczne 6 punktów (42:36). W zespole gości, poza jak zwykle świetnie czującym się na lubelskim torze Czugunowem, "waleczne serca" pokazali przede wszystkim Woffinden i Bewley. Ten pierwszy dwa razy ambitnie walczył o pojedyncze punkty, ostatecznie odbierając trzecie miejsca Mateuszowi Cierniakowi (6. bieg) i Dominikowi Kuberze (11. bieg). Bewley zaś momentami wręcz fruwał pod bandą, wykorzystując świetne przygotowanie lubelskiego toru, umożliwiające ściganie się na całej szerokości. Być może dlatego po raz pierwszy od dawna tor przy Alejach Zygmuntowskich nie sprawiał też żadnego problemu kapitanowi wrocławian - Maciejowi Janowskiemu.

W ogóle trzeba przyznać, że całe spotkanie stało na znakomitym poziomie. Walka trwała na pełnym dystansie, nikt nie odpuszczał!

Kubera jak Łaguta


Gdy wydawało się, że dla gospodarzy nie ma już nadziei na uratowanie wyniku, menedżer Jacek Ziółkowski desygnował z rezerwy taktycznej Kuberę. Gdy zdrowy był Grigorij Łaguta, to Rosjanin najczęściej w decydujących biegach brał na swoje barki odpowiedzialność za losy Motoru. W czwartek w pięknym stylu zastąpił go młody reprezentant Polski. Najpierw w parze z Hampelem wygrali przedostatni wyścig 4:2, a potem razem z Mikkelem Michelsenem wprawili w ekstazę lubelski stadion. Po znakomitym ich wyjściu spod taśmy Janowski i Czugunow mogli już tylko bezradnie patrzeć jak mkną po 5:1. Tym samym doprowadzili do remisu 45:45 i uratowali lubelską twierdzę!

Gdy para Motoru minęła metę miejscowi kibice oszaleli ze szczęścia. Cieszyli się tak, jakby to ich zespół zdobył mistrzostwo Polski. Skromna grupka wrocławskich fanów zaś nie dowierzała w to co się stało. Najprawdopodobniej jednak w niedzielę role się odwrócą i szampany otwierać będą fani Betard Sparty Wrocław.

Jeśli jednak nawet tak się stanie, żużlowcy Motoru będą mieli satysfakcję. W czwartek pokazali, że zasłużenie znaleźli się w finale i udowodnili, iż są godnymi rywalami, już przed sezonem typowanych do złota wrocławian. Kibicom Motoru zaś pozostanie gdybać czy szczęście nie byłoby większe, gdyby menedżer Ziółkowski jeszcze bardziej nie zaryzykował i w XIV biegu za Hampela wpuścił drugą rezerwą taktyczną - Michelsena.


MOTOR LUBLIN 45

BETARD SPARTA WROCŁAW 45


Motor Lublin

9. Mark Karion ns.

10. Krzysztof Buczkowski 5+1 (3,1,0,1*,0,-)

11. Jarosław Hampel 6 (0,1,0,2,2,1)

12. Grigorij Łaguta - zastępstwo zawodnika

13. Mikkel Michelsen 12 (0,2,3,2,2,3)

14. Wiktor Lampart 3 (3,0,0)

15. Mateusz Cierniak 3+2 (2*,0,1*)

16. Dominik Kubera 16+1 (2,3,3,3,0,3,2*)

 

Betard Sparta Wrocław

1. Tai Woffinden 7 (3,1,2,1,0)

2. Gleb Czugunow 10+1 (3,3,1*,3,0)

3. Artiom Łaguta 5+1 (1,1*,2,1)

4. Mateusz Panicz ns.

5. Maciej Janowski 11+1 (2*,2,3,3,1)

6. Przemysław Liszka 2+1 (1,1*,0)

7. Michał Curzytek (0,0,0)

8. Daniel Bewley 10+1 (2,2,1*,3,2)




Bieg po biegu:

1.       (68,30) Woffinden, Kubera, A. Łaguta, Hampel - 2:4

2.       (68,81) Lampart, Cierniak, Liszka, Curzytek - 5:1 (7:5)

3.       (68,40) Czugunow, Janowski, Hampel, Michelsen - 1:5 (8:10)

4.       (69,03) Buczkowski, Bewley, Liszka, Lampart - 3:3 (11:13)

5.       (68,61) Kubera, Bewley, A. Łaguta, Hampel - 3:3 (14:16)

6.       (69,30) Czugunow, Michelsen, Woffinden, Cierniak - 2:4 (16:20)

7.       (68,96) Kubera, Janowski, Buczkowski, Curzytek - 4:2 (20:22)

8.       (68,83) Michelsen, A. Łaguta, Bewley, Lampart - 3:3 (23:25)

9.       (69,17) Kubera, Woffinden, Czugunow, Buczkowski - 3:3 (26:28)

10.   (69,79) Janowski, Hampel, Buczkowski, Liszka - 3:3 (29:31)

11.   (69,97) Bewley, Michelsen, Woffinden, Kubera - 2:4 (31:35)

12.   (70,79) Czugunow, Hampel, Cierniak, Curzytek - 3:3 (34:38)

13.   (69,31) Janowski, Michelsen, A. Łaguta, Buczkowski - 2:4 (36:42)

14.   (69,29) Kubera, Bewley, Hampel, Woffinden - 4:2 (40:44)

15.   (69,27) Michelsen, Kubera, Janowski, Czugunow - 5:1 (45:45)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje