Reklama

Reklama

Żużel. Trzy razy był mistrzem świata, dwa razy go wyrzucali, ale on zawsze wracał. W sezonie 2020 załatwił sobie pracę do emerytury

Nie ma chyba w żużlowym środowisku człowieka, który choć raz nie słyszał o Stanisławie Chomskim. 63-letni szkoleniowiec w jednym roku potrafił awansować z prowadzoną przez siebie drużyną do Ekstraligi, by w kolejnym już z niej spaść. Dwa razy był niechciany w macierzystym klubie, a teraz ma pracować w nim aż do emerytury.

Punkty na wagę złota

Reklama

Zanim rozpoczęła się trenerska przygoda Stanisława Chomskiego, był on czynnym zawodnikiem. Licencję zdał w barwach Stali Gorzów i to właśnie w tym klubie występował przez całą swoją sportową karierę. Dla Stali wywalczył co prawda tylko 13 punktów, ale okazały się one na wagę złota. Chomski jako żużlowiec trzy razy został mistrzem Polski, raz zdobył srebro. 

Początki trenerskiej kariery 

Trenerskiego fachu 23-letni wówczas Chomski uczył się u Ryszarda Nieścieruka w GKM-ie Grudziądz. Ponadto w Gorzowie prowadził szkółkę i pomagał Edwardowi Jancarzowi w kierowaniu pierwszym zespołem. Niewątpliwie, doświadczenie zebrane w tamtym czasie zaprocentowało w przyszłości. Tak Nieścieruk, jak i Jancarz, to były legendy. 

Pierwszą poważną robotę dostał w sezonie 1988. Objął stanowisko pierwszego trenera w Stali. Otrzymał spory kredyt zaufania od działaczy, ponieważ pełnił swoje obowiązki, pomimo braku wyników, przez osiem sezonów z rzędu. Do udanych Chomski może zaliczyć właściwie tylko rok 1992, w którym zdobył srebrny medal. 

W Pile przyciągał medale jak magnes 

W sezonie 1995 Stal zajęła dopiero szóste miejsce w końcowej klasyfikacji najwyższej klasy rozgrywkowej. Włodarze postanowili rozwiązać umowę z Chomskim, co wydawało się logicznym posunięciem. Dla człowieka związanego z tym klubem od dziecka był to jednak z pewnością olbrzymi cios. Trener bez pracy nie pozostał jednak na długo. Trafił do Polonii Piła. 

W Polonii pracował w latach 1996-1998. Jak się później okazało, był to złoty okres pilskiego speedwaya. Chomski ze swoimi podopiecznymi co roku stawał na podium. Na jego koncie znalazły się dwa brązowe medale i jeden srebrny - wywalczony w 1998 roku. Wicemistrzostwo Polski było ostatnim sukcesem trenera w Pile. Gorzowianin pokazał wówczas swój ogromny potencjał całej Polsce. Mógł wrócić do Stali. 

Powrót syna marnotrawnego 

Druga przygoda z gorzowskim klubem okazała się jeszcze trudniejsza od poprzedniej. Co prawda rozpoczęła się dobrze, bo od brązowego medalu w sezonie 2000. W 2002 stała się jednak tragedia, którą do dziś pamiętają najwierniejsi fani zespołu. Stal po raz pierwszy w swojej historii spadła z Ekstraligi na jej zaplecze. 

Gorzowianie w pierwszej lidze spędzili aż pięć sezonów. Przez cztery lata z rzędu kończyli rozgrywki na czwartym miejscu. Krążyły legendy o klątwie. Na szczęście, dla całego gorzowskiego żużla przełamanie nadeszło w 2007 roku. "Stalowcy" po świetnym sezonie i zaciętej rywalizacji w finale z ostrowskim zespołem ponownie zawitali do elity. 

Stal już w pierwszym roku po awansie chciała zawojować cały polski żużel. Do klubu dołączył między innymi Tomasz Gollob czy chociażby przeżywający jeden z najlepszych okresów w swojej karierze - Rune Holta. Szału jednak nie było, a brak medalu z takimi gwiazdami w składzie uznano za porażkę. Dwa lata z rzędu gorzowianie kończyli rywalizację na szóstej pozycji. Chomski po raz kolejny musiał odejść. 

Trzykrotny mistrz świata 

Ma na swoim koncie jeden tytuł mistrza świata. W 2005 roku otrzymał szansę pracy z reprezentacją Polski. Nie zmarnował jej i jeszcze w tym samym sezonie triumfował z kadrą w Drużynowym Pucharze Świata. We Wrocławiu po złoty medal sięgnął z drużyną w składzie: Jarosław Hampel, Rune Holta, Tomasz Gollob, Piotr Protasiewicz oraz Grzegorz Walasek. 

Poza seniorami współpracował także z polskimi młodzieżowcami. Juniorzy prowadzeni przez Chomskiego zdobyli dwa medale drużynowych mistrzostw świata do lat 21. Pierwszy krążek udało się wywalczyć w 2005 roku, a drugi - sezon później. 

Rollercoaster nad morzem 

Po nieudanej przygodzie w rodzinnym mieście, Chomskiego czekało kolejne ciężkie wyzwanie. Wiele lat doświadczenia sprawiło, że nie był już anonimową postacią w środowisku. Z jego usług postanowiła skorzystać więc ekipa z Gdańska. Czas spędzony w Trójmieście można opisać jednym słowem - rollercoaster. 

W sezonie 2010 cieszył się z drugiego miejsca na zapleczu Ekstraligi. Do awansu zabrakło wówczas naprawdę niewiele. Upragniona promocja do elity nadeszła rok później. Co prawda zespół Wybrzeża powtórzył miejsce z poprzednich rozgrywek, ale wówczas najlepsza liga świata została powiększona do dziesięciu drużyn i znalazło się miejsce dla Wybrzeża. 

Radość gdańskich kibiców nie trwała długo, ponieważ po awansie od razu przyszedł spadek i w 2013 roku drużyna z Trójmiasta ponownie rywalizowała na drugim poziomie rozgrywek. Podopieczni Chomskiego nie zamierzali się poddawać i ekspresowo wrócili do najlepszych w Polsce, przy okazji zdobywając puchar za zwycięstwo ligi. 

Ostatni raz punkty w Ekstralidze klub z Gdańska zdobywał w 2014 roku. To także wtedy Chomski postanowił opuścić zespół. Zrobił to w trakcie rozgrywek. Atmosfera w ekipie nie była wtedy najlepsza, a dodatkowo szkoleniowiec otrzymał ofertę nie do odrzucenia. Zamknął tym samym kolejny rozdział w swojej bogatej trenerskiej karierze. 

Brak play-off. Sam sobie winien

Do dziś wielu kibiców nie może zapomnieć Unibaxowi Toruń słynnej "ucieczki" z rewanżowego finałowego meczu Ekstraligi 2013. Włodarze polskiego żużla nie mieli wówczas litości i ukarali klub ośmioma ujemnymi punktami na sezon 2014. Działacze stworzyli więc dream-team. W jednej drużynie znaleźli się tacy zawodnicy jak Tomasz Gollob, Emil Sajfutdinow, Chris Holder oraz Darcy Ward. "Anioły" miały być nie do zatrzymania. 

Początkowo drużynę prowadził na telefon Sławomir Kryjom. Nie wyglądało to jednak najlepiej, więc sięgnięto po Chomskiego, którego czekało największe wyzwanie w dotychczasowej karierze. Trzeba było odrobić punkty, a dodatkowo sezon nie rozpoczął się po ich myśli. Już na inaugurację punktów na wagę złota pozbawił ich właśnie sam Chomski. Prowadzone przez niego Wybrzeże wygrało z torunianami 46:44. Jak się później okazało to właśnie tych "oczek" zabrakło, by znaleźć się w fazie play-off i powalczyć o upragnione medale. Szkoleniowiec naprawdę świetnie zaaklimatyzował się w Toruniu i nikt nie miał do niego żadnych pretensji. Pomimo tego jego epizod w tym miejscu zakończył się po roku. W klubie doszło wtedy do zmiany właściciela i funkcję pierwszego szkoleniowca powierzono Jackowi Krzyżaniakowi, a menedżerem został Jacek Gajewski. 

Do trzech razy sztuka 

Bezrobocie Chomskiego trwało zaledwie kilka miesięcy. 21 maja 2015 roku po raz trzeci w swojej trenerskiej karierze powrócił do Stali. Jego pierwszy sezon nie należał co prawda do najlepszych. Nie było w tym jednak żadnej winy szkoleniowca, ponieważ nie miał on nawet wpływu na wygląd składu. Prezes klubu - Ireneusz Maciej Zmora również był tego świadomy i obdarzył 63-latka ogromnym zaufaniem. 

W sezonie 2016 spełniło się nie tylko największe marzenie trenera, ale i całego Gorzowa. To właśnie wtedy po raz drugi w obecnej dekadzie Stal zdobyła złoto. W drużynie funkcjonowało wszystko, począwszy od seniorów, a skończywszy na juniorach. Chomski w wieku 59 lat zdobył swój pierwszy tytuł. 

Kolejne dwa sezony to była kontynuacja dobrej passy. Chomski poprowadził Stal najpierw do trzeciego, a następnie do drugiego miejsca w najlepszej lidze świata. Rok 2019 nie był już wymarzony zarówno dla samego trenera, jak i dla prezesa czy kibiców. Nie udało się wówczas zbudować silnego składu. Z zespołu odszedł Martin Vaculik, czyli jeden z liderów w ostatnich latach. Gorzowianie musieli drżeć nawet o pozostanie w elicie. Ostatecznie podopieczni Stanisława Chomskiego wygrali dwumecz barażowy z Arged Malesa TŻ Ostrovią Ostrów. 

W Gorzowie do emerytury 

Sezon 2020 był niewątpliwie najbardziej zwariowany w całej historii klubu z miasta nad Wartą. Zawodnicy nie rozpoczęli go dobrze. Po pierwszych sześciu meczach Stal na swoim koncie nie miała choćby jednego zwycięstwa i znajdowała się na dnie tabeli. Wówczas mówiono, że sukcesem będzie tylko i wyłącznie pozostanie w elicie. 

Chomski po raz kolejny dokonał niemożliwego. Szkoleniowiec do końca wierzył i ufał swoim zawodnikom, a oni odwdzięczyli mu się srebrnym medalem. Gorzowianie po sprowadzeniu Jacka Holdera z pierwszoligowego Apatora na pozycję "gościa" byli nie do złapania - zwyciężali mecz za meczem. Mało brakło, a na ich szyjach zawisnąłby nawet złoty medal, ponieważ udało się pokonać Fogo Unię Leszno w pierwszym meczu finałowym. Dwupunktowa zaliczka okazała się jednak niewystarczająca w rewanżu. 

Dumny ze swojego trenera był przede wszystkim prezes klubu - Marek Grzyb. Zaoferował on Chomskiemu pracę w Gorzowie do emerytury. Słowa dotrzymał i 21 listopada klub oficjalnie poinformował o nowym, dwuletnim kontrakcie ze szkoleniowcem. Trzeba przyznać, że historia Chomskiego nadaje się na dobry film. Co najważniejsze, 63-latek jeszcze jest głodny sukcesów i niewątpliwie w jego gablocie pojawi się jeszcze niejeden medal bądź puchar. Pierwsza okazja już w sezonie 2021. Do Stali wraca Vaculik, a z nim w składzie, chociażby brak awansu do najlepszej czwórki uznawany będzie za porażkę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje