Reklama

Reklama

Żużel. Trzy lata temu nogę miał w dziewięciu kawałkach. Wczoraj odebrał złoto!

​26 sierpnia 2018 roku ówczesny uczestnik cyklu Grand Prix, Craig Cook modlił się za niego, a całe środowisko żużlowe przesyłało wyrazy wsparcia. Jego wypadek wyglądał przerażająco. Po uderzeniu motorem o tylne koło motocykla rywala, wyleciał w powietrze, a następnie z takim impetem uderzył o tor, że: złamał bark, nadgarstek i nogę. Kość udowa wręcz rozpadła się na kawałki, łamiąc się w 9 miejscach! Nikt wówczas by nie pomyślał, że trzy lata później ten sam chłopak, rudowłosy Brytyjczyk - Daniel Bewley, będzie odbierał z rąk prezesa PZM, Michała Sikory złoty medal drużynowych mistrzostw Polski.

Na dodatek był to medal, do którego zdobycia przez zespół Betard Sparty Wrocław walnie się przyczynił. W obu meczach finałowych z Motorem Lublin wywalczył po 10 punktów!

Przepowiadano mu wózek inwalidzki

Rudowłosy Brytyjczyk od najmłodszych lat uznawany był za nieprawdopodobny żużlowy talent. Przepowiadano mu karierę na miarę trzykrotnego indywidualnego mistrza świata, Taia Woffindena. Gdy w 2018 roku, w wieku 19 lat, zadebiutował w polskiej lidze, od razu zrobił furorę. Wystąpił w 5 meczach I-ligowego ROW-u Rybnik i wykręcił fantastyczną średnią 2,36 pkt/bieg.

Kibice z Górnego Śląska zacierali ręce z radości, bo z tak dysponowanym młodziakiem byli zdecydowanym faworytem rywalizacji o awans do PGE Ekstraligi. 26 sierpnia 2018 roku kariera Bewleya zawisła jednak na włosku, a marzenia ROW-u o powrocie legły w gruzach (w finale Nice 1. LŻ ostatecznie przegrali z Motorem Lublin - przyp. red.). Rudzielec wystąpił w meczu brytyjskiej Championship (drugi szczebel rozgrywkowy) między Workington Comets i Lakeside Hammers i zaliczył koszmarny wypadek. Bark i nadgarstek szybko udało się zregenerować, ale złamana w dziewięciu miejscach noga, stawiała pod dalszym znakiem zapytania jego żużlową karierę.

Reklama

Brytyjscy lekarze doskonale spisali się podczas operacji żużlowca, którego nogę po prostu skręcono śrubami, ale rehabilitanci nie potrafili stanąć na wysokości zadania. Zawodnik wiele miesięcy zmagał się z bólem, bo nie potrafił nawet minimalnie obciążyć nogi, a służba zdrowia z Wielkiej Brytanii miała na to tylko jedno lekarstwo - paracetamol plus ledwie 2 godziny rehabilitacji tygodniowo.

W końcu prezes ROW-u Rybnik, Krzysztof Mrozek, widząc, że traci swoją "perełkę" postanowił zareagować. Ściągnął Bewleya na rehabilitację do Polski. Tam w CITO - Centrum Terapii Indywidualnej w Mikołowie, dokonano cudu i podczas dwóch turnusów rehabilitacyjnych postawiono Bewleya na obie nogi. Fizjoterapeuta Paweł Janczyk przyznał, że 19-latek zjawił się u niego w ostatniej chwili. Gdyby dłużej zwlekano, to zmiany byłyby już nieodwracalne i chłopak nigdy by nie powrócił do pełnej sprawności.

Zaczął gwiazdorzyć

Brytyjczyk miał dług wdzięczności wobec rybnickich działaczy, ale wkrótce jego relacje z nimi zaczęły się psuć. Jego wielkim powrotem miał być rozgrywany pod koniec kwietnia 2019 roku mecz z Orłem Łódź. Bewley był awizowany w składzie, ale ostatecznie zastąpił go Siergiej Łogaczow.

20-latek nie pojawił się na piątkowym oficjalnym treningu, nie ćwiczył też w sobotę, chociaż pojawił się na rybnickim stadionie. Pokręcił się po parku maszyn, po czym spakował i wrócił do Wielkiej Brytanii. - Bewley był w Rybniku i na tym można zakończyć temat - mówił po meczu z łodzianami ówczesny trener ROW-u, Piotr Żyto. - W swoim gronie będziemy pewne sprawy rozstrzygali - dodał.

Bewley kręcił nosem, bo namawiany przez swego menedżera i mechanika - Marka Courtneya, marzył o wypożyczeniu do ekstraligowej Betard Sparty Wrocław. Temat szybko jednak upadł i Brytyjczyk skupił się na jeździe. Nie zachwycał już tak jak przed wypadkiem (średnia 1,406 pkt/bieg), ale miewał przebłyski. Dobrze spisał się chociażby w finale play off z Arged Malesa Ostrowią Ostrów Wlkp (10 punktów) pomagając ROW-owi w wywalczeniu upragnionego awansu do PGE Ekstraligi.

Nawet rower mu ukradli

O pozostaniu w Rybniku pozostać jednak nie chciał. Prezes Mrozek nawet nie był w stanie przedstawić mu oferty, bo Bewley miał w głowie tylko Wrocław. To w stolicy Dolnego Śląska w listopadzie podpisał kontrakt wiążący go z Betard Spartą na lata 2020-21.

Początki w nowym klubie miał tragiczne. W pierwszych trzech meczach zdobył łącznie 1 punkt, a jego średnia wyniosła mizerne 0,286 pkt/bieg. Mark Courtney wymyślił, że jego podopieczny będzie jeździł na sprzęcie Joachima Kugelmanna, co okazało się kompletną porażką. Stosunki na linii zawodnik-menedżer zaczęły się psuć i wkrótce współpraca się zakończyła, a sytuacja Bewleya była beznadziejna. W lidze nie punktował, więc nie miał pieniędzy na nowe inwestycje. Wrocław kompletnie mu obrzydł, bo stracił nawet rower, który skradziono mu sprzed jednego z wrocławskich sklepów Żabka.

Pomógł mu Woffinden

Jakiś czas później BMX się znalazł, ale lepiej dla Bewleya byłoby żeby się nie znalazł, bo pod koniec lipca wykonując na nim jedną ze swych ewolucji, upadł tak nieszczęśliwe, że złamał obojczyk. Działacze Betard Sparty odesłali go na leczenie do Wielkiej Brytanii i wszyscy byli przekonani, że dadzą sobie spokój z rudowłosym żużlowcem.

Gdy ten jednak wydobrzał ściągnęli go z powrotem do Wrocławia i poprosili by opieką otoczył go Tai Woffinden. To był przełom. Bewley dostał silniki od najlepszego tunera świata - Ryszarda Kowalskiego i w play offach zachwycił, prowadząc Betard Spartę do brązowych medali.

Znów "fruwa"!

Nawet wtedy jednak nikt nie spodziewał się, że w 2021 roku jego talent aż tak bardzo rozbłyśnie. We wrocławskiej drużynie napędzanej przez trzy wielkie gwiazdy: Taia Woffindena, Artioma Łagutę i Macieja Janowskiego nie jest przecież łatwo zdobywać punkty. Bewley jednak, który dawno już zapomniał o swych problemach zdrowotnych, potrafił wykręcić średnią 1,741 pkt/bieg, dającą mu wysokie 23. miejsce na liście najskuteczniejszych żużlowców PGE Ekstraligi. Zatrudniony przez Betard Spartę w roli sportowego doradcy czterokrotny indywidualny mistrz świata - Greg Hanock mocno popracował nad chłopakiem, poprawiając zwłaszcza jego starty. Bewley uniezależnił się też od sprzętowego wsparcia ze strony Taia Woffindena, nawiązując samodzielną współpracę z innym czołowym tunerem świata - Ashleyem Hollowayem. 

Imponująca jest nie tylko skuteczność 22-latka, ale styl w jakim zdobywał punkty. W pierwszym meczu w Lublinie w 14. biegu objechał po zewnętrznej Jarosława Hampela. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia, zadając sobie pytanie jakim cudem w ogóle utrzymał się na motocyklu. Chłopak, który trzy lata temu omal nie skończył na wózku inwalidzkim, znów potrafi "fruwać"!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje