Reklama

Reklama

​Żużel. Tobiasz Musielak zazdrości Szczakielowi emocji i tłumaczy dlaczego kocha ligę angielską

- Tu nie chodzi o to czy staniesz się mistrzem świata czy nie. Jeśli chcesz wspiąć się na szczyt tego rzemiosła, po prostu warto spędzić trochę czasu na Wyspach. To unikalna szansa na poprawienie techniki jazdy - mówił Tobiasz Musielak Tomaszowi Lorkowi na łamach brytyjskiego tygodnika "Speedway Star".

Dziennikarz Polsatu Sport - Tomasz Lorek - prowadzi w "Speedway Star" rubrykę "Polish Scene" umożliwiającą kibicom z Wysp lepsze zapoznanie się z żużlem nad Wisłą. Jego ostatnim rozmówcą był dobrze znany tamtejszym fanom Tobiasz Musielak, zawodnik eWinner Apatora. Legendarny reporter w swoim zwyczaju zaczął rozmowę od wspomnienia zamierzchłych dziejów czarnego sportu.

Reklama

- Nie żałuję, że urodziłem się tak późno, ale mogę sobie tylko wyobrażać co czuł Jerzy Szczakiel podczas jego mistrzowskiej dekoracji w 1973 roku, przy stutysięcznej publiczności. Trochę zazdroszczę tych emocji. Mam jednak nadzieję, że wciąż jestem na tyle młody, bym mógł jeszcze poczuć taką gęsią skórkę. Wierzę, że mam przed sobą jeszcze kilka lat startów - powiedział Musielak. - Pamiętam mój upadek podczas finału Ekstraligi w Lesznie. Wszystkie miejsca na trybunach były zajęte. Kiedy byłem już w stanie wstać i udać się do parku maszyn, usłyszałem jak cały stadion, 20 tysięcy osób, skanduje moje nazwisko. Zupełnie mnie to odświeżyło. To było naprawdę świetne uczucie, chociaż nie ukrywam, że wolałbym je przeżyć stojąc na podium. Aż ciężko wyobrazić sobie jakby to wyglądało przy stu tysiącach ludzi - wyznał.

- Zobaczymy czy nasz sport się rozwinie. Niczego nie da się przewidzieć, ale być może w przyszłości na trybuny będzie przychodzić więcej kibiców? Kto wie, może za jakiś czas naprawdę ogromna widownia będzie mnie oklaskiwać lub wygwizdywać - przewidywał żużlowiec.

Sylwetka Musielaka jest dobrze znana kibicom z Wielkiej Brytanii. Żużlowiec spędził na tamtejszych torach pięć sezonów. - Trafiłem do Anglii z pomocą Adama Skórnickiego. Brytyjskie tory siedziały w mojej głowie od dawien dawna i po zakończeniu wieku juniora postanowiłem spróbować tam sił. Adam, bardzo szanowana w Anglii postać, był wtedy menedżerem Unii Leszno i za jego sprawą trafiłem do Wolverhamton - wspominał. -Chciałem być jak najlepiej przygotowany do mojego pierwszego sezonu w Anglii. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Monmore Green, od razu stwierdziłem, że potrzebuję paru zapasowych ram - zdradził. 

Jak dotąd tylko dwóch zawodników, którzy nie mieli za sobą występów w angielskiej lidze stanęło na najwyższym stopniu podium indywidualnych mistrzostw świata: Jerzy Szczakiel i Bartosz Zmarzlik. Powszechnie uważa się, że to właśnie tamtejsze tory są kluczem w ścieżce po najwyższe triumfy. - Tu nie chodzi o to czy staniesz się mistrzem świata czy nie. Jeśli chcesz wspiąć się na szczyt tego rzemiosła, po prostu warto spędzić trochę czasu na Wyspach. To unikalna szansa na poprawienie techniki jazdy - potwierdził żużlowiec Apatora. 

- Kocham atmosferę na brytyjskich trybunach. Czuć tam wzajemny szacunek pomiędzy kibicami. Flagi Swindon mieszały się z flagami Wolverhamton. - dodał Musielak wspominając finał play-off z sezonu 2017. - Kibice obu drużyn razem oglądają zawody, siedzą we wspólnym sektorze i zachowują wysoką kulturę. To coś świetnego, naprawdę to doceniam. Myślę, że podczas tak wysokooktanowego spotkania w Polsce oglądalibyśmy raczej walki na pięści, a nie wspólną radość z ciekawych wyścigów - stwierdził.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Dowiedz się więcej na temat: Tobiasz Musielak | Tomasz Lorek | Jerzy Szczakiel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama