Reklama

Reklama

Żużel. Tobiasz Musielak w PGE Ekstralidze jest niechciany, a Cellfast Wilki Krosno może uratować przed spadkiem

Tobiasz Musielak jako najlepszy polski zawodnik eWinner 1. Ligi w sezonie 2020 miał prawo liczyć, że po awansie dostanie szansę jazdy w PGE Ekstralidze. Kontrakt z Apatorem niby podpisał, ale gdy rozgrywki ruszyły, został odsunięty na boczny tor. Wypożyczenie do Wilków Krosno jest dla niego ratunkiem w tej trudnej sytuacji, choć on sam na pewno liczył na coś więcej.

Reklama

Wygrał ze Zmarzlikiem, ale w Apatorze czekała na niego ława

Reklama

Jeszcze na kilka dni przed startem sezonu w PGE Ekstralidze wydawało się, że pierwszy skład eWinner Apatora Toruń Tobiasz Musielak ma na wyciągnięcie ręki. W sparingach wypadł obiecująco. Na pewno nie gorzej niż jego konkurent Adrian Miedziński. Poza wszystkim bardzo dobrze zaprezentował się w Kryterium Asów w Bydgoszczy. Był bardzo szybki i jako jedyny pokonał mistrza świata Bartosza Zmarzlika.

Okazuje się, że to było za mało, aby przekonać do siebie trenera Tomasza Bajerskiego. Ten długo zwlekał z decyzją, by ostatecznie postawić na Miedzińskiego. Musielak z jednej strony mógł się czuć trochę pokrzywdzony, ale z drugiej strony klub nie robił mu żadnych problemów w załatwianiu wypożyczenia do innego klubu. Coś na zasadzie - wilk syty i owca cała. Żużlowiec plany o podboju PGE Ekstraligi musi odłożyć przynajmniej o rok, ale z drugiej strony trafił do drużyny, gdzie z marszu będzie największą gwiazdą. Nie kimś, kto zamyka skład, a zawodnikiem ciągnącym cały zespół.



Wilki Krosno, beniaminek eWinner 1. Ligi, szykuje się do walki o utrzymanie. Pierwszy obraz drużyny z Podkarpacia był nieciekawy. To ich wymieniano w kontekście ligowej degradacji. Ale Musielak znacząco podnosi wartość sportową tego zespołu i teraz role się odwróciły. On sam zarobi pewnie znacznie mniej, bo stawki w PGE Ekstralidze są dwukrotnie wyższe, ale przynajmniej ma pewne miejsce w drużynie i spokojną głowę.

Inne kluby też go przekreśliły

Problem Musialaka polega na tym, że kluby niespecjalnie wierzą, że będzie w stanie poradzić sobie w PGE Ekstralidze. Już wcześniej w niej jeździł, ale nie zachwycił i szybko postawiono przy jego nazwisku krzyżyk. Idźmy jednak po kolei, czyli od startów dla macierzystej Fogo Unii Leszno. To w tej drużynie się wybił, jako jeden z najlepszych juniorów w Polsce. Schody zaczęły się po przejściu w wiek seniora, gdzie już tak kolorowo nie było. Musiał walczyć o skład i choć jeździł całkiem sporo, to jego średnia nie rzuciła na kolana (1,327 pkt./bieg).

W konsekwencji Musielak opuścił Leszno, ale zdołał załapać się na kontrakt w PGE Ekstralidze. Najpierw w 2017 roku w PGG ROW-ie Rybnik, a rok później we Włókniarzu Częstochowa. Tyle, że znów nie wyglądało to najlepiej. W Rybniku średnia 1,194 a w Częstochowie 1,109. Efekt? Zawodnik podjął decyzję o zejściu ligę niżej.

I to był dobry ruch, bo kontrakt z Orłem Łódź pozwolił mu osiągnąć stabilizację i wrócić do dobrej formy. Z marszu stał się jednym z najlepszych zawodników 1- ligowych. Rok później też zmienił klub przechodząc właśnie do Apatora. Ligi nie zmienił, ale mógł zarobić nieco więcej, bo w Toruniu kontrakty były wyższe. Musielak zrobił przy tym kolejny krok w przód. Był jednym z liderów drużyny i najlepszym polskim zawodnikiem w całej lidze. Ponowna próba podbicia PGE Ekstraligi wydawała się naturalnym krokiem.

Jego historia pokazuje jednak, że nienajlepsza karta startów w najwyższej klasie rozgrywkowej ciągnie się za zawodnikiem do dzisiaj. Apator wolał postawić na niepewnego i nieobliczalnego Miedzińskiego. Ze strony innych klubów z PGE Ekstraligi też zainteresowania nie było. Wygląda więc na to, że przyjęło się, że Musielak to bardzo dobry I- ligowiec, ale nic więcej. Działacze wyszli z założenia, że nie zbawi on Apatora w walce o utrzymanie, ale Wilkom ligę niżej może skutecznie pomóc w walce o coś więcej niż tylko bezpieczne siódme miejsce.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL