Reklama

Reklama

Żużel. Szybka kontra: Prezes do zawodników: Nie mam kasy, możecie odejść

Jeszcze liga nie ruszyła, a dwóch zawodników eWinner 1. Ligi usłyszało od prezesa, że ten nie ma kasy i jeśli gdzieś znajdą lepszą pracę, to mogą odejść. – Patologia – stwierdza Kamil Hynek. – Teraz już wiem, dlaczego niektórym tak zależy na przełożeniu startu ligi. Mieliby kłopot, jakby im teraz zawodnicy zaczęli wystawiać faktury – dodaje Dariusz Ostafiński.

Dariusz Ostafiński, Interia: Dwóch żużlowców klubu eWinner 1. Ligi usłyszało od prezesa klubu, że krucho z kasą i jeśli pilnie jej potrzebują, to mogą sobie szukać innego pracodawcy. Nie pytaj mnie o klub i nazwiska zawodników, bo ja tylko chcę powiedzieć: a nie mówiłem. Poza tym chcę powiedzieć, że już rozumiem, dlaczego większość działaczy pierwszej ligi tak nalega na jej przełożenie.

Reklama

Kamil Hynek, Interia: Ja już machnąłem ręką na tego typu informacje. Prezesi są niereformowalni. Nawet napisałem w ostatnim felietonie, żeby im tę ligę przełożyli. Ale to bardziej dla świętego spokoju. Już po prostu nie mogę słuchać tego wiecznego płaczu, lamentu i biadolenia. Oni doskonale wiedzieli, że pandemia nagle cudownie nie odleci. Ona nie spadła sobie wczoraj z nieba. Działacze jednak pewnie sobie pomyśleli, że i tak wezmą GKSŻ na czele z Piotrem Szymańskim na przeczekanie i wystrzelą solidarnie w kluczowym momencie. Takie to nasze żużlowe piekiełko.

Ostafiński: Okoliczności prezesom sprzyjają. Idzie trzecia fala, mamy wzrost zakażeń. Jeśli koronawirus nie zwolni, jeśli za chwilę będziemy mieli 30 tysięcy zakażeń dziennie, to przewodniczący Szymański nie będzie miał wyjścia. Będzie musiał opóźnić start w poczuciu odpowiedzialności za czyjeś życie i zdrowie. Przy okazji skorzystają nieodpowiedzialni działacze. Nie ma to, jak szastać kasą, której się nie ma, a potem mówić zawodnikom: możesz odejść, tam są drzwi. Za to powinny być jakieś kary. Jednak klubów żużlowych jest mało i ci, którzy mamią obietnicami, czują się bezkarni. Wiesz, zaczynam współczuć szefowi GKSŻ, że musi ogarniać ten cyrk.

Hynek: On już chyba się do tego małpiego gaju przyzwyczaił. Musi to lubić, inaczej już dawno rzuciłby papierami. Nie współczuję tylko zawodnikom, bo oni ani trochę nie uczą się na błędach. Idą tam, gdzie jest więcej cyferek na papierku. A czasami lepiej podpisać tam, gdzie płacą na bieżąco, a nie oferują wirtualną kasę. W listopadzie o jednego z drugim prezesi się zabijają, żeby potem po paru miesiącach traktować ich jak piąte koło u wozu. Przecież to patologia. Albo może raczej this is speedway.

Ostafiński: Żeby jednak nie bić piany, bo nie raz i nie dwa o tym mówiliśmy, pozwolę sobie na kolejną wrzutkę bez podawania pracodawcy i klasy rozgrywkowej. Jeden z menedżerów miał dostać od dziennikarza sms-a treści: czy to prawda, że zawodnik X został skorumpowany kwotą 60 tysięcy złotych. Warunkiem otrzymanie pieniędzy było zerwanie współpracy, co też się stało. Możesz powtórzyć: this is speedway.

Hynek: Jak widać po ostatnich zagranicznych wyczynach przedstawicieli Stali Gorzów wachlarz dokonań i zagrywek żużlowego środowiska jest przebogaty. Nie wiem, co musiałoby się teraz stać, żebym powiedział. O! Tego się nie spodziewałem. Jest już trochę materiału na książki kryminalno-sensacyjne. Jedną już napisałeś, może czas na drugą. Pomogę Ci.

Ostafiński: Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że to byłaby fajna sprawa. A ostatnie dwa tygodnie, to jest po prostu wysyp niesamowitych informacji odkładanych do szuflady na inny czas. Już sam wspomniany przez ciebie obóz Stali na Teneryfie, to po prostu dziennikarska żyła złota. Myślę, że dotąd opublikowaliśmy 10, może 15 procent z tego, co tam się działo. Tu trzeba jednak działać z wielką odpowiedzialnością, dlatego wciąż pewne wątki badamy i sprawdzamy w innych źródłach. Myślę jednak, że ta Teneryfa to już jest świetny przykład na to, jak nie powinien wyglądać obóz. Zresztą prezes Marek Grzyb już gdzieś powiedział, że drugi raz czegoś takiego nie zorganizuje. Czyli przyznał się do błędu.

Hynek: Czyli tytuł roboczy już mamy: Teneryfa. I on wcale nie musi nawiązywać tylko do tej historii. Tak samo jak ktoś mówi, że się skompromitował, czy kolokwialnie robił trzodę, tytuł Teneryfa może być synonimem wszystkich chorób trawiących nasz żużel. A prezes Grzyb to już kilka razy mimochodem przyznał się do błędu i jak zwykł pisać Stop Fake News, to pamiętaj, że dziś niedziela. Czas kolejnych oświadczeń, wybielających wywiadów o jednej porze.

Ostafiński: Ostatnie wywiady i oświadczenia zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Nie wiem, jakich słów spodziewać się w obliczu nagrania rozmowy sponsora klubu z dyrektorem Moje Bermudy Stali, który usiłował wyłudzić od niego kasę. Niemniej służę pomocą i jeśli tylko pan prezes Grzyb życzy sobie, to mogę mu wysłać nagranie. A może po prostu opublikujemy je na naszym fanpage’u. Co prawda zamieściliśmy już rozmowę w wersji pisanej, ale może ta słowna bardziej podziała na wyobraźnię. Teneryfa, mówisz. Zobaczymy. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Dowiedz się więcej na temat: żużel | eWinner 1. Liga | PGE Ekstraliga | GKSŻ | Piotr Szymański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje