Reklama

Reklama

Żużel. ​Szalał na crossie, zniszczył sezon swojej drużynie. Czy kluby powinny za to karać?

Ilość urazów, jakie odnoszą żużlowcy w trakcie przerwy międzysezonowej jest co roku bardzo duża. W większości są to kontuzje na crossie, bowiem dla wielu zawodników właśnie taka forma podtrzymania kontaktu z motocyklem daje najlepsze efekty. Pytanie, czy nie należałoby czegoś z tym zrobić, bowiem jedno głupie zachowanie i cały ligowy sezon zniszczony. - Osobiście uważam, że bezwzględnie powinny być egzekwowane kary za coś takiego - mówi nam były działacz jednego z ekstraligowych klubów, który takich sytuacji widział w życiu mnóstwo.


Reklama

Tu nie chodzi o samą jazdę na crossie. Gdybyśmy jej zabronili, równie dobrze powinniśmy zakazać chodzenia ulicą, bo przecież zawsze może spaść cegła na głowę. Lepiej też nie pływać, bo przecież można się utopić. Bardziej chodzi o sposób tej jazdy. I ten już jest bardzo niebezpieczny. Zawodnicy chcą sprawdzić się w warunkach możliwie najbardziej zbliżonych do żużlowych. Skaczą, ostro biorą zakręty, czasami naprawdę przesadzają z prędkością. Niektórym wydaje się, że opanowanie motocykla crossowego mają równie dobre, jak żużlowego, ale się mylą. Jeden upadek może przekreślić cały sezon. Praktycznie co roku mamy minimum jeden taki przypadek.

Dla porównania można ukazać aktora, który mając już zaklepaną rolę w danym filmie i podpisaną umowę, wybiera się np. na wakacje i tam łamie nogę podczas jakiejś głupiej zabawy. Cała ekipa musi albo wstrzymać zdjęcia do filmu albo poszukać innego aktora. Sam odtwórca jest obciążony karą, często bardzo wysoką. Przecież de facto zniszczył cały plan, choć wiedział, czym może skończyć się ryzykowna rozrywka. A żużlowiec? Zawsze powie, że to był element przygotowań do sezonu i po prostu zdarzył się pech.

Czas wolny to święte prawo każdego człowieka, ale wszyscy mamy pewne zobowiązania - słyszymy od jednego z polskich żużlowych działaczy. - Nie może być tak, że gdy jadę na urlop to mogę robić sobie wszystkie niebezpieczne rzeczy i gdy wrócę, jestem połamany i stawiam pracodawcę w bardzo niekomfortowej sytuacji. Pamiętajmy, że wakacje się kiedyś skończą i trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. Nie można wszystkiego tłumaczyć pechem. Zawodnik nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie problemy ma jego klub z tytułu jakiejś głupiej kontuzji przed samym sezonem.

Urazów można by uniknąć, gdyby żużlowcy podchodzili inaczej do swoich prywatnych rozrywek. - Jadą na crossa, muszą skakać z 15m. Jak jeżdżą na nartach, to od razu muszą iść na największy stok. A na rowerze to poniżej 60 km/h się nie jeździ. To po prostu głupie, bezsensowne i brawurowe. Nazwałbym to proszeniem się o kłopoty. Nikt mi nie powie, że nie da się przygotować do sezonu jeżdżąc spokojnie i bez szaleństw. Wariatem trzeba być na torze, a nie w lesie czy na stoku. Zawodnicy sami sobie robią krzywdę, a do tego stawiają klub w fatalnym położeniu - tłumaczy.

Czy zatem nawiązując do ponoszonych przez aktorów kar, należałoby coś podobnego wprowadzić w żużlu? - Uważam, że bezwzględnie coś takiego należałoby egzekwować. Musi być jakaś dyscyplina i jakieś reguły, bo inaczej ciągle będzie tłumaczenie się pechem i przepraszanie. Nie jesteśmy dziećmi. Obowiązki są obowiązkami. Tak jakby modelka przytyła 20 kg po wakacjach i by powiedziała: "no sorry, ale to był mój czas wolny". Powtarzam raz jeszcze, czas wolny to nie czas totalnej rozpusty, jeśli mamy określone plany i zobowiązania.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Dowiedz się więcej na temat: PGE Ekstraliga | eWinner 1. Liga | 2. Liga Żużlowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama