Reklama

Reklama

Żużel. Świderski winnym porażki Włókniarza. Miał skład na play-off

Włókniarz po sezonie przedłuży kontrakty ze wszystkimi oprócz trenera Piotra Świderskiego. - Takie już są realia i każdy kto pisze się na tę robotę musi mieć taką świadomość - ocenia Jacek Frątczak. Co szkoleniowiec mógł zrobić lepiej?

Eltrox Włókniarz Częstochowa nie ma za sobą udanego sezonu. Mimo sporych nadziei, sporej aktywności na rynku transferowym i posiadania najlepszej formacji młodzieżowej w PGE Ekstralidze, klub Michała Świącika kolejny raz nie zdołał awansować do fazy play-off. Mimo to, zarząd zdecydował się przedłużyć kontrakty z całym tegorocznym składem. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że jedyną osobą, która opuści stadion przy Olsztyńskiej po tym sezonie będzie szkoleniowiec - Piotr Świderski.

- Z Częstochowy wychodzą informacje, że tor i porażki u siebie obciążają konto trenera. Myślę, że tak to właśnie będzie wyglądało i winnym porażki oraz osobą, którą odpowiada za brak play-off będzie wskazany właśnie Piotr Świderski - uważa Jacek Frątczak, były menedżer drużyn z Torunia i Zielonej Góry. -  Takie już są realia i każdy kto pisze się na tę robotę musi mieć taką świadomość. Nie wszyscy ją oczywiście mają, na przykład Piotr Żyto jej nie ma i uważa, że wszystko w Falubazie robi super. Nic nie mam osobiście do Piotra Świderskiego. Po prostu, takie życie i taka robota - dodaje.

Reklama

Obrońcy Piotra Świderskiego powołują się na starą ludową mądrość mówiącą, że z pustego, to i Salomon nie naleje. Wszak to nie szkoleniowiec decyduje o tym, jakich zawodników zakontraktuje jesienią zarząd. W środowisku nie brak głosów, że Michał Świącik przestrzelił chociażby ściągając do Częstochowy Jonasa Jeppesena - Duńczyka zawdzięczającego swą renomę dwóm dobrym meczom na zapleczu, któremu pierwszy sezon w PGE Ekstralidze przyniósł bolesną weryfikację aktualnych umiejętności.

Jacek Frątczak ustawia się w kontrze do takiej tezy. - Uważam, że można było rozegrać to trochę inaczej. Skoro stało się jasnym, że są problemy z prędkością i formą Jonasa Jeppesena, to zastanawiam się dlaczego Kuba Miśkowiak albo Mateusz Świdnicki nie zostali przesunięci na pozycję zawodnika U24. Formację juniorską stworzyliby wówczas pozostali juniorzy i z Bartłomiejem Kowalskim wciąż należałaby ona do najlepszych w lidze - twierdzi. - Włókniarz miał skład na play-off, ale nie potrafił go wykorzystać. Przecież ci zawodnicy byli w klubie przez cały sezon - dodaje.

Takie rozwiązanie ma jeden pewną wadę, Wystawiony na pozycji seniora Miśkowiak nie mógłby zastępować słabiej radzących sobie kolegów w ramach rezerwy zwykłej, a taka możliwość dawała Świderskiemu spore pole manewru, które wykorzystał między innymi podczas wygranego meczu na toruńskiej Motoarenie. - Nawet jeśli chcielibyśmy zostawić Kubę Miśkowiaka na pozycji młodzieżowej, to Mateusz Świdnicki, patrząc na to jak jeździł w tym sezonie w niektórych spotkaniach, z całą pewnością byłby bardziej skuteczną opcją od Jonasa Jeppesena - uważa Frątczak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje