Reklama

Reklama

Żużel. Stal prosi miasto o drobne na długopisy, a leci na Teneryfę. Czy mamy problem?

Moje Bermudy Stal Gorzów złożyła w mieście wniosek na dotację w wysokości 1,6 miliona złotych. Jeśli dodać do tego wnioski stowarzyszenia Stal i sekcji piłki ręcznej, to żużel domaga się blisko 4 milionów złotych. W innych klubach z Gorzowa zastanawiają się, jak to jest, że z jednej strony Stal chce tyle wyciągnąć z miejskiej kasy, a z drugiej leci na tygodniowy obóz na Teneryfę.

Marek Grzyb, prezes Moje Bermudy Stali jakiś czas temu pochwalił się w mediach, że drużyna leci w połowie lutego na tygodniowy obóz na Teneryfę. Działacz przyznał, że klub obiera ten kierunek na sugestię Bartosza Zmarzlika (mistrz jest miłośnikiem rowerowych treningów, którymi na Teneryfie można się rozkoszować do woli), a zgrupowanie załatwiono w dobrej cenie. Miało wyjść taniej niż tygodniowy pobyt w Polsce. Operacja Teneryfa nikogo nie raziła, dopóki Stal nie złożyła wniosku o wysoką dotację ze środków miejskich.

Reklama

Radny Jerzy Synowiec nie przebiera w słowach. Mówi, że Stal chce pochłonąć niemal wszystkie środki na sport, że na piłkarzy zostaną grosze. Wniosek spółki Stal o dotację jest rozbierany na czynniki pierwsze, bo w kosztorysie można znaleźć 10 tysięcy złotych na materiały biurowe, tyle samo na usługi kurierskie. Zasadniczo mamy tam zbiór wielu drobnych wydatków, na które klub chce pozyskać środki z miejskiej kasy. Z drugiej strony Stal stać na Teneryfę, gdzie ma lecieć liczna ekipa, bo prócz zawodników mają też być sponsorzy.

O ile w samym Gorzowie ta sprawa budzi wielkie emocje, o tyle były prezes Falubazu Zielona Góra Marek Jankowski przyznaje, że jemu nic się nie gryzie. - Pewnie, że temat dotacji najlepiej byłoby zamknąć przekazywaniem pieniędzy na szkolenie, ale z drugiej strony trudno się dziwić klubowi, że stara się o te środki, skoro jest taka możliwość - rozpoczyna Jankowski.

- Samo zgrupowanie jest dla mnie wątpliwe w sensie sportowym, bo takie obozy, to bardziej integracja niż trening. Z drugiej strony, ten wyjazd ze sponsorami, to jest jakieś rozwiązanie. Zwłaszcza jeśli Stal wyniesie z tego korzyści. A tak się stanie, jeśli teraz prezes Grzyb zapłaci za lot jednego sponsora dwa tysiące złotych, a ten przyniesie w sezonie do klubu 20 lub więcej tysięcy. Wiem, to niekonwencjonalne rozwiązanie, ale takie rzeczy czasami się sprawdzają - dodaje Jankowski.

Idąc w ślad za naszym ekspertem, można by dodać, że Stal ma trochę pecha, że moment składania wniosków zbiegł się z wyjazdem. Oponenci to wyciągają i dają do zrozumienia, że skoro klub stać na taki wyjazd, to może nie powinien ubiegać się o wysoką dotację. Pytanie, czy będzie to miało wypływ na decyzję miasta? Argument zderzający drobiazgowy wniosek z zagranicznym lotem trafia do wyobraźni. Zwłaszcza że wiele klubów zrezygnowało nawet z krajowych zgrupowań. Z drugiej strony Stal ma prawo do swoich decyzji. Jeśli za kilka miesięcy będzie złoto, to wtedy wielu powie, że Teneryfa była strzałem w dziesiątkę.  

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje