Reklama

Reklama

Żużel. Stal Gorzów znalazła człowieka, który będzie patrzył na ręce trenerowi Chomskiemu

Moje Bermudy Stal Gorzów przegrała dwa mecze, w klubie się zagotowało, a efektem wtorkowego spotkania zarządu z trenerem Stanisławem Chomskim jest decyzja o oddelegowaniu dyrektora Tomasza Michalskiego do parku maszyn.

Tomasz Michalski, dyrektor Stali, będzie tym człowiekiem, który ma patrzyć na ręce sztabowi szkoleniowemu gorzowskiej ekipy.

Manewr z Michalskim, to próba odtworzenia modelu z poprzednich lat, kiedy to sztab trenerski Stali współpracował blisko z ówczesnym wiceprezesem Przemysławem Buszkiewiczem i to się sprawdzało.

W pierwszych meczach w parku maszyn był Sadowski

Buszkiewicz odszedł po zakończeniu sezonu 2020, rezygnując z funkcji wiceprezesa. Na początku rozgrywek 2021 jego miejsce zajął nowy wiceprezes Waldemar Sadowski. Wytrzymał przez trzy spotkania, potem zniknął. Teraz do parku maszyn wchodzi Michalski.

Reklama

Dyrektor ma patrzeć na ręce trenerowi, gdyż uważa się, że od pewnego czasu w parku maszyn Stali panuje bałagan. Jednak nawet jeśli tak jest, to akurat Michalski nie jest dobrym pomysłem. Nie ma on wiedzy, kompetencji, nie będzie też żadnym partnerem do rozmów dla trenera Stanisława Chomskiego.

Układ z Buszkiewiczem sprawdzał się, dlatego że miał on pojęcie o żużlu i mógł swobodnie rozmawiać z doświadczonym szkoleniowcem. Poza tym Buszkiewicz nie był nigdy nadzorcą patrzącym trenerowi na ręce, a taką funkcję ma pełnić Michalski. On ściśle współpracował ze sztabem, był swego rodzaju koordynatorem.

Buszkiewicz stał murem za Chomskim, a jak będzie z Michalskim?

Kolejna rzecz jest taka, że do Buszkiewicza Chomski mógł mieć zaufanie. Jeśli wiceprezes miał jakieś wątpliwości, to nie biegał z tym do prezesa, żeby zdać raport i opowiedzieć, jakie błędy popełnił trener, lecz szczerze rozmawiał z Chomskim o tym, co go boli.

Kolejna sprawa jest taka, że Buszkiewicz stał murem za Chomskim. Rok temu pomysł zwolnienia trenera wracał bodaj trzy razy, a Buszkiewicz za każdym razem przekonywał prezesa Marka Grzyba, że ta roszada nie ma sensu. Jak się później okazało, to miał rację. Chomski na koniec fetował srebro z drużyną.

Michalski już na starcie stoi na straconej pozycji. W tym układzie nie będzie zaufania, a sztab będzie tylko czekał, aż dyrektor znudzi się patrzeniem i wróci do loży. Pytanie, jak długo trener Chomski wytrwa w tym układzie?

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy