Reklama

Reklama

Żużel. Spełnia się czarny sen Kasprzaka. Niechlubny rekord jednak mu nie grozi

Gdy tylko Krzysztof Kasprzak zakwalifikował się do cyklu Grand Prix 2021, pojawiły się obawy o to, że w stawce przy obecnym poziomie sportowym sobie nie poradzi i może być to dla niego przykre doświaczenie. Zawodnik deklarował, że mimo wszystko chce podjąć walkę z najlepszymi, a pierwszy turniej w Pradze wyglądał z jego strony całkiem nieźle. Dalej jednak było już fatalnie.

Od jakiegoś czasu wicemistrz świata 2014 roku poza pojedynczymi przebłyskami, nie jest w stanie nawiązać do swojej dyspozycji sprzed lat. Permanentnie zawodzi w PGE Ekstralidze (choć ostatnio jedzie nieco lepiej), traci miejsce w składzie, potem znów do niego wraca. Coraz częściej da się usłyszeć opinie, że Kasprzak na sezon 2022 powinien szukać klubu w eWinner 1. Lidze. Być może to prawda, ale pytanie, czy żużlowiec tak utytułowany będzie w stanie poradzić sobie z tym mentalnie. Fakty są takie, że w najlepszej lidze świata mało kto będzie w stanie podjąć się misji pod tytułem " kolejna odbudowa Kasprzaka". On po prostu na dłuższą metę na tym poziomie już nie daje rady. Tym bardziej zaszokował jego awans do GP 2021, który wywalczył w Gorican. Awans dający radość, ale również obawę o to, jak Kasprzak w elicie wypadnie.

Reklama

Pierwsze zawody w Pradze wyszły mu - przynajmniej optycznie - całkiem nieźle. Nie odstawał od najlepszych, miał sporo pecha. Co prawda zdobył tylko dwa punkty, ale dawał nadzieję na to, że wcale statystą nie będzie. W niedzielę zaś przywiózł cztery punkty, choć wizualnie prezentował się gorzej. Cały ten weekend w stolicy Czech wlał odrobinę optymizmu w serca jego kibiców i pozwolił uwierzyć, że nie będzie tak źle. To były jednak dobre złego początki. Podczas dwóch turniejów we Wrocławiu, 37-letni zawodnik zdobył łącznie... jeden punkt, na defekcie Gleba Czugunowa. Był porażająco bezradny i wiele wskazywało na to, że zarówno piątkowe, jak i sobotnie zawody zakończy z zerowym dorobkiem. Los jednak się nad nim zlitował.

Będzie jednym z gorszych, ale Jirouta nie przebije

Kasprzak z pewnością nie włączy się do walki o medale tegorocznego cyklu, ale może "powalczyć" o miano tego, który w historii GP spisał się najgorzej jako stały uczestnik. Musiałby jednak do końca rozgrywek nie przywieźć ani jednego punktu, bowiem obecnie ma ich 7, a Marian Jirout w roku 1999 skończył z ośmioma. Pamiętajmy jednak, że w jednych zawodach nie jechał, a dodatkowo rund było wówczas nieporównywalnie mniej. Polak ma także szansę być lepszym od swojego rodaka - Sebastiana Ułamka, który rok wcześniej niż Jirout zdobył punktów 10, ale również raz nie startował. Andy Smith z kolei w latach 2000 i 2001 kończył cykl odpowiednio z dziesięcioma i dwunastoma punktami na koncie. Wszystkich ich Kasprzak raczej bezproblemowo pokona.

Odkąd podczas rywalizacji o mistrzostwo świata odbywa się około 10-11 turniejów rocznie, praktycznie nie ma szans na wynik słabszy niż Jirouta, oczywiście w przypadku bycia stałym uczestnikiem zmagań. Zapewne Czech również miałby większy dorobek, gdyby pojechał kilka dodatkowych turniejów. Wydaje się, że jeśli przy obecnej formie Krzysztof Kasprzak przywiezie w łącznej klasyfikacji 30 punktów, będzie to wynik przyzwoity. Pamiętajmy jednak, że jest to żużlowiec o tendencji do zaskakiwania w zawodach jednodniowych, takich jak wspomniane zeszłoroczne GP Challenge. Kto wie, czy nie zdarzy mu się turniej, w którym np. awansuje do półfinału. A tam może już stać się wszystko. 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje