Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę: Zmarzlik, jak Małysz. Musimy go dostać do niedzielnego rosołku w otwartej telewizji (felieton)

- Piąte miejsce Bartosza Zmarzlika w Plebiscycie na Sportowca Roku nie jest tragedią, ale realnym odzwierciedleniem siły przebicia się żużla. Wnioski wyciągnąć trzeba, bo to jasny sygnał, jak kibice, czy dane środowisko postrzega konkretną dyscyplinę. To co zdało egzamin rok temu, w tym już się nie sprawdziło. Okazało się, że poruszanie po tych samych schematach nie wystarcza - napisał w swoim najnowszym felietonie były menedżer żużlowy Jacek Frątczak.


Reklama

Pomimo przeogromnej mobilizacji środowiska naszego mistrza pokonał Kajetan Kajetanowicz. Przepraszam, ale bez pomocy wyszukiwarki Google nie potrafię powiedzieć, co ten rajdowiec osiągnął. A sam Bartek? Nie mógł zrobić nic więcej. On jest w tej chwili największym ambasadorem tego sportu i ze swojej roli wywiązał się perfekcyjnie.

Żużel jest w odwrocie, należy to sobie powiedzieć prosto z mostu. Drastycznie spada zainteresowanie dyscypliną. Mimo pandemii, słupki oglądalności w telewizji wcale nie były wyższe, a na to mocno liczyli przedstawiciele stacji posiadającej prawa do pokazywania PGE Ekstraligi.

Adam Krużyński, członek Rady Nadzorczej beniaminka z Torunia zwrócił na to wyraźnie uwagę w niedawnym wywiadzie dla Interii. Był negatywnie zaskoczony ubiegłoroczną frekwencją na Motoarenie oraz zainteresowaniem kupnem karnetów. W innych ośrodkach nie było lepiej. Ze względu na obostrzenia na stadion mogła wejść ograniczona liczba kibiców. Przeliczaliśmy to na procentowe ich wypełnienie i mimo to praktycznie wszędzie bilety zostawały w kasie.

Jeżeli chcemy wskoczyć z żużlem na solidny pułap, chociaż w minimalnym stopniu porównywalny z najbardziej popularnymi w oczach naszych rodaków sportami, musimy się przebić z produktem typu premium - Grand Prix, SoN do telewizji ogólnodostępnej. To jest priorytet, innej drogi nie ma. Świadomie pomijam mecze towarzyskie, bo te nie mają podjazdu do zawodów, w których walczy się o medale.

Niestety z całym szacunkiem dla platformy Canal+, która jakościowo wykonuje dla promocji żużla kapitalną robotę, pewnego poziomu dostępności nie przeskoczy. Dochodzimy do ściany, ale to "defekt" wszystkich stacji komercyjnych. Marzy mi się jedno spotkanie PGE Ekstraligi do niedzielnego obiadku. Taki Zmarzlik do rosołku, jak dwadzieścia lat temu Małysz wszedłby idealnie.

Magia liczb nie pozostawia złudzeń. Dziesięciomilionowa publika siedziała przed odbiornikami TV otwartej obserwując z zapartym tchem ostatni konkurs Turnieju Czterech Skoczni w Bischofschofen. To są owoce weekendowych wczesno popołudniowych wizyt Adam Małysza w naszych domach.

I na koniec dwie refleksje. Ewa Bilan-Stoch, żona Kamila, odbierając statuetkę w imieniu męża przemyciła analogię skoków narciarskich i czarnego sportu. Punkt wspólny. Kilkudziesięciu zawodników skacze, a całe rzesze fanów to oglądają. Z żużlem jest identycznie.

Jest kategoria mecenas sportu. Mam pewną wątpliwość, czy Orlen, albo Totalizator Sportowy słusznie dostały nagrodę, skoro są to spółki skarbu państwa. Moim zdaniem obowiązkiem powyższych przedsiębiorstw jest finansowanie sportu i nie jest to nic nadzwyczajnego. Zastanawiam się, czy naprawdę jest sens wyróżniać firmy, które statutowo część swoich zysków powinny wykładać na sport.

Do czego zmierzam. Dla mnie największym mecenasem sportu w w 2020 roku jest człowiek, który kupił karnet na mecze swojej drużyny, wiedząc, że nie będzie na nie chodził. Wyciągnął z własnej kieszeni ciężko zarobione pieniądze i wsparł klub świadomie, mimo że była groźba, iż na stadion, halę, widowisko etc. się nie wybierze. No, ale może ja się nie znam.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!






Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje