Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę: Zawodnik U-24 kluczem do sukcesu. Polityczną poprawność trzeba odłożyć na bok

- Polityczna poprawność powoduje to, że czasem dochodzi do tego, iż nie podejmujemy decyzji, a niepodjęcie decyzji też jest decyzją. Mieliśmy przykład tego w Grudziądzu. Niepodjęcie decyzji, która była obarczona pewnym ryzykiem być może kosztowała dwa duże punkty drużynę wrocławską – pisze w swoim najnowszym felietonie Jacek Frątczak.

Rozpoczęliśmy trzecią kolejkę, a co za tym idzie mamy coraz więcej wniosków i informacji na temat tego jak wyglądają drużyny. Od sezonu 2021 zadebiutowała nowa formuła składów, czyli formacja U-24, która w mojej ocenie zmieniła radykalnie postrzeganie drużyn. Widać, że tam gdzie zawodnik U-24 robi wynik, to ten zespół zwykle wygrywa.

Dobrym przykładem jest drużyna zielonogórska, która do tej pory odniosła jedno zwycięstwo w trzech meczach. Natomiast to zwycięstwo padło wtedy, kiedy Damian Pawliczak odjechał mecz życia i wygrał dwa wyścigi. Szkoda, że nie udało mu się wystąpić w biegach nominowanych. Widzimy jednak, że jeśli zawodnik Falubazu na tej pozycji punktów nie zdobywa, to w tym momencie do zwycięstwa czegoś brakuje. W tym momencie wracamy do pierwotnego potencjału tego zespołu, a mianowicie czterech seniorów, gdzie każdy z nich musi zdobywać powyżej dziesięciu punktów w meczu. Coś dorzucić muszą też młodzieżowcy.

Reklama

Na drugim biegunie mamy drużynę lubelską, która zaczęła sezon bez Dominika Kubery, w wyniku tych wszystkich przedsezonowych turbulencji. W Gorzowie go zabrakło. Robione były co prawda rezerwy taktyczne. Komunikowano nas wówczas, że brak Dominika Kubery nie był tam aż tak odczuwalny, z czym się jednak kompletnie nie zgadzam. To pokazał mecz Motoru na własnym torze z Włókniarzem, gdzie gdyby nie punkty Dominika Kubery, to najnormalniej w świecie ten mecz gospodarze by przegrali.

Tyko te przykłady pokazują jak ważny jest to przepis. To największa zmiana regulaminowa ostatnich lat, jaką przeprowadziła Ekstraliga Żużlowa w kontekście drużyn. To jest fantastyczna sytuacja, ponieważ dzięki temu mamy emocje w każdym meczu. Nie ma murowanych faworytów. Chociażby na dzisiaj Unia Leszno, biorąc pod uwagę formację juniorską, funkcjonuje dość niemrawo i to pomimo tego czteropunktowego zwycięstwa z Toruniem. Inna sprawa, że "Anioły" jadą naprawdę solidny żużel, technologicznie wsparci, w lwiej części, warsztatem z Cierpic. Brawo i oby tak dalej Panowie.

Słów kilka o poprawności politycznej. Ostatnio miałem okazję spotkać się z jednym z młodych posłów, który wsławił się ostatnio rzuceniem wyzwania Arturowi Szpilce. Mam na myśli Łukasza Mejzę, który bardzo blisko współpracuje z prezydentem Zielonej Góry - Januszem Kubickim. Łukasz Mejza politykę uprawia też bez hamulców. Podczas rozmowy bardzo trafnie wytypował wynik wczorajszego pojedynku w Częstochowie. Mimo tego, że współpracuje z prezydentem, który notabene lansował ze swojej strony wizję, że Falubaz ten mecz wygra. Ale jak mnie tłumaczą - tak czasem trzeba... No cóż, polityka to nie moja bajka i rozumieć nie muszę. Choć przeraża mnie jak pan Poseł szybko się uczy...

Polityczna poprawność powoduje to, że czasem dochodzi do sytuacji, iż nie podejmujemy decyzji, a niepodjęcie decyzji też jest decyzją. Mieliśmy przykład tego w Grudziądzu. Niepodjęcie decyzji, która była obarczona pewnym ryzykiem być może kosztowała dwa duże punkty drużynę wrocławską. Często jest tak, że gdy mamy na coś wpływ, to zachowujemy polityczną poprawność, bo staramy się, żeby przekaz był bezpieczny, neutralny. Czasami jednak trzeba być po prostu sobą i zaryzykować, żeby odnieść sukces. Uważam, że za dużo było tej politycznej poprawności w Sparcie, bo był czas i miejsce na nieszablonową decyzje. Nie można cały czas kierować się tym co powiedzą inni, a właśnie zacząć myśleć po swojemu.

Ekstraliga jest bardzo wyrównana w tym roku, głównie przez przepis o zawodniku U-24. Naprawdę trudno dzisiaj mówić o bonusach i szansach w pojedynkach rewanżowych. Powiedzmy sobie szczerze, że za miesiąc, dwa lub trzy nie wiadomo kto będzie faworytem w tych spotkaniach i w związku z tym te punkty trzeba zbierać na tyle ile się da. Trzeba konsekwentnie próbować je wyszarpywać, bo jak pokazał przykład Taia Woffindena - nigdy nie wiesz jakim składem będziesz dysponował za 48 godzin. Mecze się wygrywa tu i teraz, a za styl niestety punktami nie płacą, chociaż finansowo może i tak. Mecz przegrany nigdy nie jest meczem wygranym, w żużlu nawet 45:44 to 2 duże punkty w tabeli w walce o żużlowy Eden 2022.

Jacek Frątczak

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje