Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę. O tym jak Żyła oszczędzał nogi. Nie kończcie kariery kapitanowi Falubazu (felieton)

- Kiedyś zaprosiliśmy Piotrka na event, a jednym z punktów było wspólne zjedzenie obiadu. Event odbywał się po przeciwnej stronie ulicy w stosunku do restauracji. Żyła był w toku przygotowań tuż przed okresem letnim. Poprosił nas, żebyśmy podjechali samochodem bliżej lokalu, choć było do niego góra dwieście metrów. Chodziło mu tylko o to, żeby oszczędzić nogi. To są właśnie te detale - pisze w nowym felietonie Jacek Frątczak


Reklama

W sobotę mieliśmy do czynienia z ogromnym sukcesem Piotrka Żyły na mistrzostwach świata w Oberstdorfie. Czasami odnosimy wrażenie, że wszystko sprowadza się do szaleństwa naszego skoczka. Z tym, że jest to odczucie mylne, bo wspomniany sukces jest poparty tytaniczną i niedostrzegalną gołym okiem pracą. My widzimy tylko efekt finalny.

Wiele razy zestawiam skoki narciarskie do żużla. Moim zdaniem, oczywiście z zachowaniem umiaru, to dla Polaków nic innego jak zimowy speedway. Pomiędzy dyscyplinami występuje więcej analogii niż nam się wydaje. Jedna sprawa to prędkość na progu, która dla skoczków ma kluczowe znaczenie. Trzeba wskoczyć w przestrzeń za bulą, której nie widać.

W żużlu wejście w pierwszy łuk porównałbym do wyjścia z progu. Wyłącza się wtedy myślenie i zdrowy rozsądek. Żużlowcy nie dysponują hamulcami, jadą w czwórkę z zawrotną prędkością na pograniczu ryzyka. Wspólnym mianownikiem jest katorżnicza praca. W żużlu podstawę pod wynik robi się zimą w warsztacie. Wyścig jest wypadkową wszystkich czynników. Tu podobnie jak u skoczków coraz istotniejsze znaczenie ma dieta, dbanie o sylwetkę, ciało, bycie fit, czy motoryka.

Kiedyś zaprosiliśmy Piotrka na event, a jednym z punktów było wspólne zjedzenie obiadu. Event odbywał się po przeciwnej stronie ulicy w stosunku do restauracji. Żyła był w toku przygotowań tuż przed okresem letnim. Poprosił nas, żebyśmy podjechali samochodem bliżej lokalu, choć było do niego góra dwieście metrów. Chodziło mu tylko o to, żeby oszczędzić nogi. To są właśnie te detale.

Żyła podkreślał, że kosmicznie ważna jest głowa i mental. One budują i decydują, czy jesteś na szczycie, czy lądujesz ostatni. Piotrowi wydawał się, że jest już tak stary, iż nic już mu się spektakularnego ni przytrafi. Masa wyrzeczeń, silna psychika, to podniosło go po złoty medal na normalnej skoczni. Żyła stał się jednym z najstarszych czempionów globu w historii. Wiek nie ma już więc takiego znaczenia jak kiedyś. Przy odpowiednim prowadzeniu się te granice coraz bardziej się przesuwają

I teraz o innym Piotrze - kapitanie RM Solar Falubazu Zielona Góra, najstarszym zawodniku ligi. Dla ludzi, którzy próbują podważać sens jego dalszej jazdy, nakłaniają go podskórnie do zakończenia kariery polecam akapity odnoszące się do Piotra Żyły. Metryka nie gra roli. A na pewno nie przeważa. Bo jeśli sam Protasiewicz czuje się na siłach kontynuować karierę, nie decydujmy za za kogoś. Inna sprawa, że tak jak mama Żyły wyrażała w jakimś wywiadzie obawę, czy syn wyląduje, tak ja drżę, aby Piotrek Protasiewicz ukończył każdy bieg cało i zdrowo.

I już na sam koniec odrobina prywaty. Był Piotr Żyła, Piotr Protasiewicz więc dorzucę jeszcze jednego osobnika o tym samym imieniu. Mianowicie Piotra Frątczaka. Mój najmłodszy syn zadebiutował właśnie w rozgrywkach najniższego szczebla koszykarskiego i został wybrany kapitanem drużyny Zastalu Zielona Góra w najniższego rocznika. To co staram mu się od początku wpajać, to żeby złapał do tego co robi odpowiedni dystans, żeby droga, którą obrał była właściwa. Najważniejsze żeby się sportem bawić i mieć do niego pewien dystans o czym tata często zapomina.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama