Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę: Kontrolujmy to co mówimy

- Moim zdaniem wypowiedź trenera Falubazu w ogóle nie miała prawa się pojawić. Takie słowa uderzają w wizerunek całej PGE Ekstraligi. Jeżeli rzeczywiście wynik ma rozstrzygnąć się poza torem, to nie należy tego mówić w mediach, tylko zgłosić do odpowiednich organów. Mało tego, to jest obowiązek jeżeli ktoś posiada konkretne informacje. Żadnego majstersztyku w tym nie widzę – pisze w najnowszym felietonie Jacek Frątczak.

Ostatnie dni to kilka kwestii związanych z derbami, ostatnią kolejką w PGE Ekstralidze oraz formą poszczególnych zawodników. Pojawiają się również tematy, które powoli zaczynają żyć własnym życiem.

Swój felieton rozpocznę od derbów, przed którymi w mediach było słychać niewiele. Dla jednych to dobrze, dla drugich niedobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy świadkami jednego z najnudniejszych pojedynków. W przeszłości w tej zabawie było już głośno i spektakularnie. Nie brakowało też wstydliwych skandali, ale to lepiej przemilczeć...

Reklama

Cała sytuacja z tegorocznymi derbami pokazuje jedną rzecz. Niezależnie od całej tej otoczki, najważniejszy jest wynik sportowy. Cała atmosfera ma sens, kiedy jedzie się o coś, kiedy drużyny mimo wszystko rywalizują ze sobą bezpośrednio, o to kto jest lepszy. Jeżeli tego nie ma, to wszystko ma taki ospały charakter.

Trzeba pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. Mecz przegrany nie może być traktowany jako sukces i to niezależnie czy odniosło się porażkę dwoma, czy sześcioma punktami. Oczywiście, postawa też jest ważna, ale ja miałem wrażenie, że nawet gorzowianie jeżdżąc w trójkę kontrolowali przebieg spotkania na jałowym biegu i zrobili to mając w swoich szeregach kontuzjowanego Andersa Thomsena. Trzy duże punkty zostały więc w Gorzowie, a 42 zdobyte małe punkty nic nie zmieniły w sytuacji zielonogórzan jeśli chodzi o ligową tabelę. Dla porównania dziś 42 punkty osiągnął Włókniarz z faworyzowaną Spartą, ale przebieg meczów diametralnie inny. Cała ta statystyka potrafi być bardzo złudna. Patrząc na postawę i jakość Częstochowian opcja 6-cio zespołowych play off jest niczym święty Graal.

Gdzie i kiedy oglądać Polaków w Tokio - Sprawdź teraz!

Wracając do meczu derbowego, powstały dwie dyskusje. Jedna związana jest z wypowiedzią, która moim zdaniem nie miała prawa się nawet pojawić. Mam tu oczywiście na myśli trenera Falubazu, który opowiedział, że ma jakieś sygnały, iż mecz Grudziądza z Częstochową rzekomo może być ustawiony. Takie słowa uderzają w wizerunek całej PGE Ekstraligi. To dziwne...najpierw Prezes Włókniarza "układa" ostatnią kolejkę a potem jedzie na mecz do Wrocławia i walczy jak Lew... Braku logiki nie widać tu w ogóle.

Rozumiem, że jeżeli tego typu tezy kreujemy w mediach, to mamy na to dowody. Jeżeli rzucamy takie oskarżenia w stosunku do obydwu stron, to mamy do czynienia z sytuacją korupcyjną - niezgodną nie tylko z duchem sportu, ale i prawem. Jeżeli rzeczywiście wynik ma rozstrzygnąć się poza torem, to nie należy tego mówić w mediach, tylko zgłosić odpowiednim organom.

Albo więc kontrolujemy się w tym co mówimy, albo rozstrzygajmy wszystko na torze i nie mówmy co by było gdyby. Żadnego majstersztyku w tym nie widzę. Pamiętajmy, że to jest sport, który generuje ogromne pieniądze. Po prostu nie wolno tak się wypowiadać, ponieważ stawia to w złym świetle zarówno GKM, jak i Włókniarz.

Drugą sprawą jest postawa juniorów, z którą mieliśmy do czynienia w piątek. Nie zamierzam mówić tutaj o konkretnych nazwiskach, dlatego że to są młodzi ludzie. Młodzi ludzie, którzy w dodatku są bardziej wrażliwi na krytykę. Zawsze na to uważałem i będę uważał. Prawda jest taka, że część zawodników po prostu nie pasuje do PGE Ekstraligi, biorąc pod uwagę poziom sportowy.

W derbach byliśmy jednak świadkami sytuacji wyjątkowej, dlatego nie możemy teraz mówić po raz kolejny o umożliwieniu jazdy zagranicznym juniorom na pozycjach 6-7, 14-15. To naprawdę nie tędy droga. Mam wrażenie, że mamy tu do jednak do czynienia z dołkiem, jeśli chodzi o konkretny rocznik, co czasem się zdarza.

Proszę jednak zauważyć, że z jednej strony mówimy, iż brakuje nam solidnych młodzieżowców, bo odbiegają poziomem od PGE Ekstraligi, ale z drugiej strony mamy sytuację, w której żużlowiec z Częstochowy mógłby być spokojnie liderem formacji juniorskiej innej ekipy z najwyższej klasy rozgrywkowej, w zasadzie od maja w tej lidze nie występuje.

W piątek zobaczyliśmy tak naprawdę wycinek danego zjawiska i próbujemy stawiać już określone tezy, czy też budować jakąś dyskusję. Sytuacja ta jest krótkotrwała. Mamy w tej chwili naprawdę kilku rewelacyjnych piętnastolatków, którzy z powodzeniem mogliby już dziś  jeździć w PGE Ekstralidze. W tym roku dobrym przykładem jest chociażby Wiktor Przyjemski, czy Krzysztof Lewandowski. Oni w wieku szesnastu lat są już podstawowymi zawodnikami. Za chwilę dojdą kolejni.

To jest kwestia roku lub dwóch lat i okaże się, że wszystko gra. Problem mają tak naprawdę dwa, trzy kluby. Nie ma potrzeby na wyciąganie już dziś zbyt pochopnych wniosków.

A Włókniarza mimo wszystko szkoda...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje