Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę: Deszcz sprzymierzeńcem Motoru. Niech ktoś pomoże Pawlickiemu

- Martwi mnie to, co się dzieje z Piotrem Pawlickim. Jestem jego wielkim fanem, ponieważ bardzo lubię takich charakternych sportowców. On w tym momencie potrzebuje silnego wsparcia w zakresie sprzętowym. Widać po nim, że morduje się nieprawdopodobnie. Aż żal na to wszystko patrzeć – pisze w swoim najnowszym felietonie Jacek Frątczak.

Dzisiaj mieliśmy przedsmak bitwy medalowej w PGE Ekstralidze. Zgodnie z przewidywaniami pogodowymi włodarze ligi postanowili przełożyć pierwsze spotkanie finałowe. Moim zdaniem była to słuszna decyzja, ponieważ jestem zwolennikiem takich właśnie szybkich ruchów w oparciu o prawdopodobne i coraz dokładniejsze prognozy. Czasami kibice mają co prawda pretensje, bo coś się akurat nie sprawdziło i deszcz nie spadł, ale najważniejszy jest w tym wszystkim brak generowanych kosztów i całego medialnego zamieszania związanego z ratowaniem meczu. Odkładanie decyzji w czasie jest więc po prostu bez sensu.

Reklama

Mecz w Lublinie ostatecznie odbędzie się w czwartek. Uważam, że niezależnie od tego, o której godzinie żużlowcy wyjadą do pierwszego biegu, to i tak stadion wypełni się w komplecie. Nikt nie będzie stratny, a najważniejsze jest zdrowie zawodników i ich bezpieczeństwo.

Wiele razy powtarzałem, że pogoda w żużlu układa wiele scenariuszy. W przypadku Motoru ten deszcz paradoksalnie jest ich sprzymierzeńcem. Najpierw na początku sezonu poprzez przekładane pojedynki Dominik Kubera, który miał zadebiutować dopiero od czwartej kolejki, ostatecznie opuścił tylko jedno spotkanie. Teraz mamy sytuację związaną z Grigorijem Łagutą. W przypadku Rosjanina czas także gra na jego korzyść. Mówił o tym zresztą sam zawodnik.

W jedynym dzisiejszym meczu, który odbył się w Lesznie, triumfowała drużyna lepsza. Stali, przez większość sezonu, brakowało tak naprawdę jednego ogniwa w postaci piątego, w miarę solidnie punktującego zawodnika, który jest w stanie wygrywać choćby jeden, a czasem nawet dwa biegi w całym spotkaniu. No i się odnalazł w niedzielę Rafał Karczmarz, któremu wyjątkowo sprzyjały warunki torowe. Ponadto w mojej ocenie, obok Bartosza Zmarzlika, dysponował dzisiaj najszybszym motocyklem na torze.

Z drugiej strony mamy trzecią z rzędu porażkę Unii w play-off. Coś ewidentnie się skończyło. Podopiecznym Piotra Barona nie pomogło nawet ogromne wsparcie ze strony juniorów, czego przez pół sezonu brakowało. Największym pozytywem jest z całą pewnością postawa Damiana Ratajczaka. Młodzieżowiec objeżdżał przecież dużo bardziej doświadczonych seniorów rywali. Daje to nadzieje na lepsze jutro dla kibiców Unii.

Paradoks polega jednak na tym, że leszczynianie co prawda dysponowali świetnymi juniorami, ale przegrali mecz i to na własnym obiekcie. To o czymś świadczy. Z tego co słychać, będzie ciężko o uzupełnienie składu zawodnikiem z najwyższej półki. Cała nadzieja w juniorach i skuteczniej pracy Romana Jankowskiego z najmłodszymi reprezentantami klubu.

Bardzo martwi mnie także frekwencja na stadionie. Widać, że kibice reagują na niepowodzenia sportowe swoich ulubieńców. Widać jak na dłoni, w jaki sposób wynik kształtuje świadomość. Ponadto najskuteczniejszy marketing to wynik sportowy.

Jeszcze bardziej martwi mnie to, co się dzieje z Piotrem Pawlickim. Jestem jego wielkim fanem, ponieważ bardzo lubię takich charakternych sportowców. On w tym momencie potrzebuje silnego wsparcia w zakresie sprzętowym. Widać po nim, że morduje się nieprawdopodobnie. Aż żal patrzeć jak okrutnie męczy się na torze. Mam nadzieję, że zima okaże się przełomowa dla Piotra, bo to przede wszystkim czas wytężonej pracy i ...decyzji.

Włodarze klubu nie są też pewnie szczęśliwi z dyspozycji Jaimona Lidseya. Australijczyk jest co prawda po ciężkich wypadkach, nie zmienia to jednak faktu, iż trudne czasy przed całą Unią. Mam nadzieję, że leszczynianie powrócą jeszcze na żużlowe szczyty, bo jeśli chodzi o organizację i całą historię są bardzo mocnym ogniwem produktu zwanego Speedway Ekstraligą. Dzisiaj obrazki były niestety smutne i skłaniające do refleksji...

Nie sposób przejść też obojętnie obok podsumowania sezonu ROW-u Rybnik w wykonaniu trenera Cieślaka. Dowiedzieliśmy się, że w zasadzie dobrze się stało, że drużyna wraz z prezesem nie bierze sobie na głowę problemu zwanego awansem. Ciekaw jestem, co na takie słowa przede wszystkim kibice tego zasłużonego klubu, o włodarzach i sponsorach nie wspominając. Szkoda, że na starcie współpracy z klubem ten szkoleniowiec nie postawił takiej tezy... Panie Trenerze proszę nie traktować kibiców niczym Marszałek Piłsudski mówiąc: Tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworaka chodzą, a na dwóch nogach udając człowieka...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje