Reklama

Reklama

Żużel. Składek mu nie płacą, choć załatwił im miliony. Raz zbuntowali się bez niego i przegrali z kretesem

Kiedy władze polskiego żużla wprowadziły ograniczenia startów dla jeżdżących w naszej lidze zawodników, dało się usłyszeć, że za chwilę ci ostatni się zbuntują. Skończyło się na tym, że Nicki Pedersen z grupą Duńczyków poszumiał w mediach społecznościowych. Panowie zapomnieli, że w tym kraju nie da się załatwić ważnych rzeczy bez udziału Krzysztofa Cegielskiego.

Ograniczenia startów dla jeżdżących u nas zawodników musiały się odbić echem. Do niedawna było tak, że żużlowcy PGE Ekstraligi mogli jeździć wszędzie i o każdej porze, więc poza niedzielną kolejką w Polsce mieli w grafiku Anglię (poniedziałek i czwartek), Szwecję (wtorek) i Danię (środa). Przeważnie były to dwie z wymienionych lig. U niektórych dochodziły pomniejsze, jak czeska, niemiecka czy rosyjska. W 2021 ma być jednak tylko jedna liga prócz polskiej. Jak dowiedział się o tym 3-krotny mistrz świata Nicki Pedersen, to zaczął się szum w mediach. Pedersen z grupą kolegów z Danii byli kilka dni aktywni w mediach społecznościowych, a potem Nicki pierwszy pobiegł podpisać kontrakt w Polsce, z MrGarden GKM-em Grudziądz. To był koniec buntu.

Reklama

Pedersen z kolegami zapomnieli, że w polskim żużlu nic nie dzieje się bez udziału Krzysztofa Cegielskiego. Dotąd było tak, że jeśli zawodnicy chcieli wywalczyć jakieś ważne z ich punktu widzenia rzeczy, to szli właśnie do niego. Przewodniczący stowarzyszenia Metanol zwykle załatwiał sprawę. Teraz docierało do niego, że kilku żużlowcom nie podobają się zmiany, ale nikt do niego nie przyszedł poprosić o pomoc, więc przyglądał się wszystkiemu z boku. Ktoś powie, że przecież mógł jakoś zareagować. On mógłby jednak odpowiedzieć, że zawodnicy powinni zacząć regularnie płacić składki. Nie wszyscy to robią, a z usług stowarzyszenia lubią korzystać.

To właśnie Cegielski sprawił, że zawodnicy zarabiają w Polsce miliony. Nie on je wyłożył, ale wywalczył wiele regulacji, dzięki którym żużlowcy zatrzymali dużą kasę w kieszeni. Przypomnijmy skuteczne akcje Cegielskiego. Pierwszą było zablokowanie obowiązkowych ubezpieczeń. Wychodziło średnio po 80 tysięcy za polisę, a większość korzyści szła do klubów. Ponadto przez lata Cegielski skutecznie blokował wprowadzenie limitów finansowych. W końcu się poddał, ale to on negocjował maksymalne stawki. Uratował też zawodnikom powierzchnie reklamowe. Dzięki niemu mają dla sponsorów miejsce na kasku, czapce, bidonie i dużej części kevlaru.

Największym sukcesem Cegielskiego było uznanie przez polityków, że żużlowcy mogą prowadzić działalność gospodarczą. Tego dokonał z grupą parlamentarzystów (Robert Dowhan, Robert Wardzała), dało to zawodnikom ogromne oszczędności. Zanim regulacja weszła w życie niektórzy, jak Adam Skórnicki, ponieśli dotkliwe straty.

Nie sposób nie wspomnieć, że to Cegielski pierwszy zadzwonił do prezesa PZPN Zbigniewa Bońka, żeby pomógł żużlowi. Wtedy Boniek był przed rozmową z premierem Mateuszem Morawieckim o starcie rozgrywek. Później włączyła się Ekstraliga Żużlowa i oczywiście Boniek pomógł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama