Reklama

Reklama

Żużel. Skazany na busa. Kibice żartują z Miedzińskiego, a on ma prawdziwy problem

Adrian Miedziński wrócił rok temu do Apatora Toruń, by skończyć w tym klubie karierę. Drużynie Aniołów oddał swoje najlepsze lata, więc takie marzenie nie powinno dziwić. Problem w tym, że po mocno przeciętnym sezonie 2020 czeka go w najlepszym razie walka o skład.

W poniedziałek eWinner Apator Toruń ogłosił przedłużenie kontraktu z Tobiaszem Musielakiem. Zważywszy na to, że wcześniej podpisano umowę z Pawłem Przedpełskim, że zostają bracia Holderowie, a na pozycji U-24 będzie startował Robert Lambert, w składzie nie ma już wolnych miejsc. Kibice już sobie żartują, że Adrian Miedziński jest "skazany na busa". To nawiązanie do medialnych spekulacji, gdzie bus zawodnika odgrywa szczególną rolę. Sporo informacji zasadza się na tym, że pojazd danego żużlowca był widziany w jakimś żużlowym mieście. Słowem Miedziński jest skazany na szukanie. 

Reklama

Oczywiście w Toruniu głośno mówią, że żużlowiec zostanie i będzie rywalizował o skład. To jednak kiepskie rozwiązanie. W tym roku, w Motorze Lublin o skład rywalizowali Jakub Jamróg i Paweł Miesiąc. Żadnemu z nich nie wyszło to na dobre. Obaj obniżyli loty, a w sezonie 2021 będą jeździli w eWinner 1. Lidze. 

Sam Miedziński też chyba zdaje sobie sprawę, że pozostanie w Toruniu, nie ma większego sensu. Z różnych klubów docierają informacje, że sonduje prezesów. Z naszych informacji wynika, że na pewno kontaktował się z prezesem Włókniarza Częstochowa. W rachubę ma wchodzić też ROW Rybnik, choć prezes Krzysztof Mrozek nie ma już tak dobrego zdania o Miedzińskim, jak jeszcze kilka miesięcy temu. 

Miedziński jeździł w tym roku w Apatorze jako "gość" i podpadł prezesowi jedną z telewizyjnych wypowiedzi. Miedziński praktycznie całą sportową karierę związał z Toruniem. W pewnym momencie eksperci zaczęli mówić coraz głośniej, że powinien wreszcie zmienić klub, bo jazda dla Apatora kosztuje go zbyt wiele. Żużlowiec faktycznie był emocjonalnie tak związany z toruńskim zespołem, że na torze zostawiał całe serce, walcząc do upadłego. Często szarżował, narażając się przy tym na kontuzje. Miejscowi kibice go za to kochali, ci z innych miast mówili o nim, że przesadza, że jeździ jak szalony. W latach 2018-19 Miedziński startował we Włókniarzu, ale sportowa odmiana nie odmieniła go na lepsze. Ostatni sezon, już w Apatorze, też nie był udany.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje