Reklama

Reklama

Żużel. SGB Premiership. Imponująca seria Peterborough przerwana! Miał być nowy lider, a skończyło się porażką na oczach tysięcy widzów

Na siedmiu wygranych spotkaniach z rzędu zakończyła się imponująca seria Peterborough Panthers. Wicelider tabeli SGB Premiership w poniedziałkowy wieczór dość niespodziewanie musiał uznać wyższość Sheffield Tigers i pożegnał się z marzeniami o zwycięstwie w rundzie zasadniczej.

Wybudzeni z pięknego snu

Poniedziałek miał być wielkim dniem dla całej społeczności żużlowej w Peterborough. "Pantery" były już o krok od strącenia Wolverhampton Wolves z fotela lidera SGB Premiership. Wystarczyło tylko albo aż pokonać na własnym terenie niżej notowany zespół z Sheffield. Na stadionie pojawiła się nawet telewizja Eurosport, dzięki której przed telewizory zasiadło tysiące sympatyków. Szkoda tylko, że na obiekcie zabrakło chłodnych głów miejscowych żużlowców.

Podopieczni Roba Lyona zostali dziś brutalnie wybudzeni z pięknego snu, trwającego przez dobry miesiąc. Gospodarze drużynowo wygrali zaledwie dwa wyścigi, a jedynym zawodnikiem w ich składzie z dwucyfrówką przy nazwisku okazał się Michael Palm Toft. Czego zabrakło? Ano liderów w postaci jeżdżącego ostatnio na rewelacyjnym poziomie Chrisa Harrisa, czy Hansa Andersena. Kibice mogą mieć uzasadnione pretensje szczególnie do drugiego z nich. Duńczyk do pojedynku przystąpił z numerem siódmym i miał zdecydowanie łatwiejsze biegi niż jego koledzy z ekipy.

Reklama

Nie ma już słabych drużyn

Po przeciwnej stronie barykady panują zupełnie inne nastroje. "Tygrysy" dokonały niemożliwego i nie zdziwimy się, jeśli jeszcze zdołają zameldować się w najlepszej trójce rozgrywek po rundzie zasadniczej. Okazałe zwycięstwo różnicą dwunastu "oczek" nie wzięło się z niczego. Co prawda na tle pozostałych wyraźnie wyróżniał się Adam Ellis, przed którym chylimy czoła, ale nie byłoby końcowego sukcesu, gdyby nie równa i przede wszystkim solidna postawa całego zespołu.

Na obecną formę klubu z Sheffield z niepokojem spoglądają nawet w Wolverhampton. Jack Holder i spółka triumfem nad faworyzowanymi rywalami udowodnili, że nie warto ich lekceważyć, a przy dobrym dniu zwyczajnie nie ma na nich mocnych. Po takim meczu kibice czarnego sportu na Wyspach na samą myśl o zbliżającej się fazie play-off dostają gęsiej skórki. I nie ma co się im dziwić, ponieważ szykuje się uczta, której nie powstydziłby się inne europejskie rozgrywki z PGE Ekstraligą na czele.

PETERBOROUGH 39: Thomas Joergensen 3, Bjarne Pedersen 3, Michael Palm Toft 13, Scott Nicholls 7+1, Chris Harris 5+2, Jordan Palin 5, Hans Andersen 3

SHEFFIELD 51: Jack Holder 9+2, Troy Batchelor 7+1, Kyle Howarth 8, Josh Pickering 8+1, Adam Ellis 13, Danyon Hume 5+1, James Wright 1+1

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje