Reklama

Reklama

Żużel. Reżim sanitarny, a na treningach kibice. Co jest grane?

Kluby podczas przeprowadzania treningów przed sezonem 2021 mają obowiązek dopilnowania tego, by w parku maszyn znaleźli się tylko działacze, zawodnicy oraz członkowie ich teamów. Może być także obecny klubowy fotograf. Już po pierwszych próbnych jazdach pojawiło się w mediach społecznościowych kilka zdjęć postronnych osób, które były na treningach. Wydaje się, że niektóre kluby nie przywiązują wagi do wytycznych, a to może źle się skończyć.

W zeszłym tygodniu na tor wyjechało już wiele drużyn z różnych poziomów rozgrywkowych. Trenowano między innymi w Lesznie, Częstochowie, Toruniu, Ostrowie czy Bydgoszczy. Zawodnicy w końcu mogli zrobić to, na co czekali przez całą zimę. Wkrótce zaczną rywalizację ligową, więc chcą jak najwięcej czasu spędzić na torze. Pojawiają się jednak już pytania o sens tych treningów wobec niemal pewnych planów o przełożeniu inauguracji w eWinner 1. Lidze oraz 2. Lidze Żużlowej. Póki co jednak, żużlowcy trenują, ale ich zmagań nie mogą teoretycznie oglądać kibice. No właśnie, teoretycznie. Ze zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych dowiadujemy się, że na pewno w Toruniu oraz w Bydgoszczy na treningach pojawiły się osoby niepełniące tam żadnej funkcji.

Reklama



- Brama była otwarta, no to wszedłem - z rozbrajającą szczerością odpowiada kibic z Bydgoszczy, którego zdjęcia z trybuny głównej w trakcie treningu były wrzucone do internetu. Podobnie zrobiło kilka innych osób. Wydaje się zatem, że w zasadzie kto chciał wejść, ten sobie wszedł. W Toruniu zaś widzimy zdjęcia fotografów niebędących klubowymi, którzy byli na treningach. Warto dodać jednak, że są to np. partnerki niektórych żużlowców. Jest jednak bardzo nie fair wobec innych fotografów, że tylko wybrani mogą wejść na trening. Albo wszyscy albo nikt, chciałoby się powiedzieć.

Nikt oczywiście nie broni kibicom przychodzenia na stadion, bo chyba każdy z nas ma już dość panującej od roku sytuacji. Niemniej chodzi o to, że w przypadku wykrycia niedopatrzeń podczas treningów, może to wpłynąć na jeszcze większy reżim sanitarny podczas zawodów, zarówno tych rozgrywanych z kibicami, jak i bez. Tak więc fani sami sobie robią pod górkę, mimo że ich zniecierpliwienie i frustracja są jak najbardziej zrozumiałe. Rodzi się pytanie, dlaczego nikt we wspomnianych klubach nie zadbał o to, by na treningu byli tylko ci, których obecność jest niezbędna. Zostawianie otwartej bramy na trybunę główną to proszenie się o kłopoty.

Niestety, coraz bardziej realne jest widmo sezonu co najmniej w dużej części przeprowadzonego bez kibiców. Pamiętamy, że rok temu fani niemal od początku w małej grupie mogli wchodzić na trybuny, ale wówczas zaczynaliśmy w czerwcu. W tej chwili (według publikowanych przez ministerstwo zdrowia danych) nie ma szans na powrót fanów. Ci z kolei robią się coraz bardziej nerwowi, co widzieliśmy w sobotę pod stadionem Legii Warszawa, której kibice zebrali się w wielkiej grupie i zbiorowo prowadzili zorganizowany doping. W żużlu możemy też takich chwil doczekać. Zwłaszcza, jeśli zamknięcie trybun będzie się przedłużać.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama