Reklama

Reklama

Żużel. Regulamin absurd z dniem urodzenia. Są gotowi, ale czekają pół roku na debiut

Mateusz Cierniak musiał czekać na debiut pół roku, bo urodził się 3 października. Wiktor Przyjemski jest gotowy do jazdy bardziej niż inni zawodnicy Polonii Bydgoszcz, ale urodziny ma w maju, więc musi wykazać się cierpliwością. Fogo Unia Leszno też poczeka na pierwszy mecz fenomenalnego Damiana Ratajczaka, bo nie liczy się gotowość, ale dzień urodzenia.

Jeśli przyjrzeć się zasadom dotyczącym wieku juniorskiego, to należy uznać, że nie są one sprawiedliwe. Najbardziej pokrzywdzony jest zawodnik, który urodził się pod koniec roku. Śmiało, można stwierdzić, że w trakcie wieku młodzieżowego taki żużlowiec traci podwójnie.

Reklama

Obowiązujące przepisy mówią o tym, że zawodnik może jechać w lidze dopiero w dniu swoich 16. urodzin. W tym przypadku nie ma znaczenia rok urodzenia, tylko dokładny dzień. I tak na przykład, w sezonie 2021 w lidze od początku mogą jechać zawodnicy z rocznika 2005 urodzeni w okresie styczeń-marzec, ci z późniejszych miesięcy dołączą w trakcie, a ci z końcówki roku mają sezon w plecy. Czy to ma sens?

Weźmy pod uwagę np. bardzo utalentowanego Mateusza Cierniaka, o którego biło się pół ligi i ostatecznie trafił do Motoru Lublin. Urodził się 3 października 2002 roku, a zatem w niekorzystnym żużlowo terminie. Mógł bowiem jechać w lidze od początku sezonu 2018, a wystartował dopiero na sam koniec, gdy ukończył wymagany wiek. W debiucie zaszokował środowisko, zdobywając komplet punktów i udowadniając, że na premierowy występ był gotowy od dawna i takie czekanie było bezcelowe.

Patrząc na rozgrywki młodzieżowe, nic by się nie stało, jakby o możliwości jazdy w lidze decydował po prostu rocznik danego zawodnika. Wiktor Przyjemski zdążył już udowodnić, że do jazdy w lidze nadaje się zdecydowanie bardziej niż Mateusz Błażykowski i Abramczyk Polonia może mieć z niego wielką pociechę. Tymczasem 15-latek niemal na pewno straci kilka kolejek, bo urodziny ma w maju. Szansą dla niego jest ewentualne przesunięcie rozpoczęcia sezonu, ale na to, póki co się nie zapowiada.

Podobnie jest w Lesznie, gdzie do maja będą czekać na debiut rewelacyjnego Damiana Ratajczaka. Ten żużlowiec w zeszłym sezonie imponował nie tylko zdobyczami punktowymi, ale także bardzo dojrzałą sylwetką na motocyklu. Podobnie jak w 2017 roku 15-letni wówczas Karol Żupiński. Obaj ci zawodnicy spokojnie mogli zacząć jazdę w lidze wcześniej i nikomu krzywdy by nie zrobili. Ligowy rok straty w przypadku juniora jest rzeczą fatalną. Dobrze, że w tych przypadkach mówimy raptem o kilku kolejkach.

Do rangi absurdu urasta to, że w przypadku końca wieku juniorskiego decyduje już wyłącznie rocznik. Żużlowiec z końcówki roku 1999 w przyszłym sezonie będzie jeździł jako senior, choć przez cały okres trwania rozgrywek będzie mieć jeszcze 21 lat. Taki przypadek dotyczy na przykład urodzonego pod koniec października Szymona Szlauderbacha. Wydaje się, że nie ma tu logiki, a taki żużlowiec jest podwójnie pokrzywdzony. Najpierw traci rok z powodu oczekiwania na urodziny, potem nie może już jeździć, mimo spełniania kryteriów wiekowych.

Najlepszym rozwiązaniem wydaje się uznanie roku urodzenia danego żużlowca, jako wyznacznika tego, czy może jechać w lidze. I tak na przykład od sezonu 2021 każdy urodzony w 20005 może w niej jechać. Uniknęlibyśmy sprzeczności, a przede wszystkim niesprawiedliwości, bowiem żaden junior nie jest winny temu, że urodził się w jesiennych miesiącach. W razie gdyby jakiś żużlowiec był za młody na debiut, z pewnością jego trener nie dopuściłby do występu w lidze. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje