Reklama

Reklama

Żużel. Rada nadzorcza Unii Tarnów wraca do rozmów z kandydatem na nowego prezesa. Co to zmieni?

Rada nadzorcza Unii Tarnów chce wrócić do zerwanych rozmów z Mariuszem Siekańcem, który jest zainteresowany fotelem prezesa klubu, ale przede wszystkim ratowaniem drużyny przed spadkiem. Jest nadzieja dla Unii na nowe otwarcie. Jakakolwiek zmiana w klubie będzie lepsza od tego, co jest obecnie.

Jeszcze w środę Mariusz Siekaniec, kandydat na nowego prezesa Unii Tarnów, zastanawiał się po rozmowach z radą nadzorczą, czy nie pomylił pokoi. Kiedy przedstawiał pomysły na ratowanie klubu, usłyszał z drugiej strony, że będzie mógł wszystko, jak wyłoży 600 tysięcy złotych na zakup większościowego pakietu.

Oferta kupna akcji brzmiała o tyle irracjonalnie, że przecież Unia jest jedną nogą w 2. Lidze Żużlowej. Na dokładkę klub ma długi szacowane na 2,5 miliony złotych. W większości to są długi TTŻ-u Tarnów, który podpisywał dodatkowe umowy z zawodnikami, ale w istocie obciążają one klub.

Reklama

Unia Tarnów potrzebuje człowieka, który wierzy

Siekaniec nie ma zamiaru w tej chwili wykładać pieniędzy na akcję, ale przejęcie przez niego pełnej kontroli nad klubem jest ostatnią szansą dla Unii na uratowanie tego sezonu. Poniżej wypisaliśmy, co da wejście nowego prezesa do klubu.

Po pierwsze Unia dostanie impuls, bo pojawi się nowy człowiek z wiarą w utrzymanie drużyny w eWinner 1. Lidze.

Po drugie pojawi się kasa i szansa na dojechanie tego sezonu bez długów. Siekaniec już przeprowadził rozmowy z potencjalnymi sponsorami. W związku z wirtualnymi kontraktami podpisanymi przez Unię w listopadzie, w budżecie może brakować nawet miliona złotych. Siekaniec może tę dziurę zasypać.

Mroczka, Koza i Bober będą jeździli z czystą głową

Jak będzie kasa, to będą środki na bieżące wypłaty oraz inwestycje. Zawodnicy zaczną jeździć z czystą głową. Artur Mroczka, Ernest Koza czy Oskar Bober będą mieli pieniądze, by zakupić nowe silniki, a to się przełoży na konkretne zdobycze na poziomie 6-7 punktów na mecz. Przy dwójce mocnych liderów to da Unii bardzo wiele.

Kolejna sprawa jest taka, że Siekaniec ma plan na przyszłość. Już teraz rozmawia z zawodnikiem, który mógłby wskoczyć do kadry, co akurat wydaje się zbędnym posunięciem. Jeśli jednak Unia będzie potrzebowała nowych twarzy po sezonie to Siekańcowi będzie łatwiej się dogadać niż obecnemu prezesowi Łukaszowi Sademu. Wielu żużlowców już przekonało się, że on obiecuje gruszki na wierzbie.

Kandydat na prezesa Unii chce wielu zmian

Siekaniec chce też konkretnych inwestycji w sprzęt klubowy i zmian w sztabie szkoleniowym, bo juniorzy, zamiast się rozwijać, jeżdżą coraz gorzej.

Na koniec, to chyba trzeba napisać, że nawet jeśli Unia z Siekańcem spadnie, to przynajmniej klimat w klubie i wokół niego oczyści się na tyle, że będzie łatwiej rozmawiać z miastem i sponsorami o planie odbudowy Unii.

Wszystko w rękach rady nadzorczej. To ona musi podjąć męskie decyzje i dać szansę klubowi na nowe otwarcie.

W niedzielę Unia jedzie mecz o życie z Cellfast Wilkami Krosno.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Dowiedz się więcej na temat: żuzel | Unia Tarnów | eWinner 1. Liga | Mariusz Siekaniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL