Reklama

Reklama

Żużel. Przyjechał, zobaczył, zwyciężył i poleciał do domu. Hancock wróci, gdy znów będzie potrzebny Sparcie

Greg Hanccok, od niedawna członek sztabu szkoleniowego Betard Sparty, był dwa tygodnie we Wrocławiu, ale po ostatnim meczu drużyny wrócił do Kalifornii. W klubie mówią jednak, że wykonał zadanie, że widać efekty jego pracy, a umowa nie zakłada, że będzie stale na miejscu. – Wróci, gdy będzie potrzebny – mówi oficer prasowy Sparty Adrian Skubis.

- Przyjechałem, zobaczyłem, zwyciężyłem - tak mógłby Greg Hancock opisać swój dwutygodniowy pobyt we Wrocławiu obejmujący pierwszy w tym sezonie ligowy mecz Betard Sparty z eWinner Apatorem Toruń (51:39).

4-krotny mistrz świata na żużlu w ciągu 14 dni uczestniczył we wszystkich treningach zespołu, pojechał z nim na sparing do Gorzowa, a całość zwieńczyła inauguracji sezonu. - W tym czasie Greg służył radą wszystkim zawodnikom bez wyjątku - wyjaśnia oficer prasowy Sparty Adrian Skubis. - Oczywiście, że więcej uwagi poświęcał młodym, ale kto tylko miał ochotę i potrzebę mógł do Hancocka podejść i zapytać o wszystko.

Reklama

W klubie przekonują, że nawet doświadczeni zawodnicy, jak choćby Maciej Janowski, chwalili sobie obecność Hancocka w parku maszyn. A patrząc na jazdę juniorów w spotkaniu z Apatorem można powiedzieć, że Amerykanin wykonał świetną robotę. Tak Przemysław Liszka, jak i Michał Curzytek zrobili w pierwszym meczu dobre wrażenia. Ważne punkty też dorzucili. Łącznie 7 plus bonus.

Hancock nie tylko udzielał rad zawodnikom, ale i ściśle współpracował z menedżerem Dariuszem Śledziem. Skubis mówi, że ci dwaj stanowili sztab szkoleniowy i wspólnie podejmowali wszystkie decyzje. W najbliższych meczach już tak nie będzie, bo Hancock wrócił do Stanów. - Umowa nie zakłada jednak, że on będzie stale na miejscu. Wróci, kiedy będzie potrzebny - komentuje Skubis.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje