Reklama

Reklama

Żużel. Przez ten transfer pokłócił się z mistrzami Polski. Wraca Kubera, który ma zbawić Motor Lublin

Miał stracić trzy mecze swojej nowej drużyny, ale dopisało mu szczęście i ominęło go tylko jedno spotkanie. W piątek do jazdy w PGE Ekstralidze wraca Dominik Kubera. Już nie jako zawodnik Fogo Unii Leszno, a Motoru Lublin. Jego nowa drużyna czeka na niego jak na zbawienie. Mówimy w końcu o najgłośniejszym transferze lubelskiego klubu.

Reklama

Reklama

W Lesznie już go nie kochają

Dominik Kubera to złote dziecko Fogo Unii Leszno. Należy do grona tych najlepszych wychowanków, którzy wyszli spod ręki trenera Romana Jankowskiego. Miał udział w ostatnich czterech Drużynowych Mistrzostwach Polski. Generalnie mielibyśmy problem z wyliczeniem wszystkich medali i tytułów zdobytych przez zawodnika. Bez dwóch zdań należał do czołówki polskich juniorów. W sezonie 2020 być może był nawet najlepszym młodzieżowcem w Polsce. Gdy po raz pierwszy poinformował, że nosi się z zamiarem odejścia z klubu, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia.

Janusz Kołodziej, obecny lider Fogo Unii, zgłosił nawet gotowość dobrowolnego odejścia z drużyny, żeby ustąpić miejsca wychowankowi. Ostatecznie takiej konieczności nie było, bo Kubera był zdeterminowany do zmiany barw klubowych. Oficjalny powód powielany przez zawodnika to chęć dalszego rozwoju oraz problem z dopasowaniem się do domowego toru w Lesznie. Nieoficjalny to bajeczny kontrakt, na który mógł liczyć w Lublinie. Po tym, jak w życie wszedł nowy regulamin dotyczący startów zawodników do lat 24, akcje Kubery na rynku transferowym mocno skoczyły w górę. Szacuje się, że za rok startów w Motorze może zarobić nawet ponad milion złotych.

Takich pieniędzy nikt w Lesznie nie mógł mu zaoferować. Podobnie jak Bartoszowi Smektale, czyli drugiemu wychowankowi, którego mistrzowie Polski stracili w tamtym roku. Choć sam Kubera nie powiedział ani jednego złego słowa na swój macierzysty klub, to opuszczał go w mało sympatycznych relacjach. Chodziło bowiem o wysokość ekwiwalentu za wyszkolenie, którego mieli prawo domagać się działacze Fogo Unii. Padła kwota 600 tysięcy. Żużlowiec dziwił się, że tak go potraktowano, bo miał mieć zapewnienia, że w razie zmiany klubu, będzie miał wolną rękę.

W kuluarach mówiło się jednak, że jego odejście bardzo mocno zabolało Józefa Dworakowskiego. Działacz zdenerwował się, że klub zainwestował wielkie pieniądze w rozwój zawodnika, a ten korzystając z okazji pokusił się o większą kasę. Nieoficjalnie mówiło się też, że mimo zadry na sercu, był on gotów rozmawiać ze stroną lubelską na temat bardziej korzystnych warunków zapłaty ekwiwalentu za wyszkolenie. 

Prezes Motoru Jakub Kępa nie podchwycił jednak tematu. Nie podjął nawet żadnych rozmów. Wyszedł z założenia, że lepiej przetrzymać trzy mecze do pierwszego okienka transferowego, niż płacić tak wielkie pieniądze. A przy odrobinie szczęścia (pogoda czy koronawirus), tych spotkań bez Kubery mogło być mniej. I ten plan się opłacił.



Dla Unii stracił palec u nogi

Kuberze nikt w Lesznie nie mógł odmówić zaangażowania w drużynę. W sezonie 2018 podczas meczu w Zielonej Górze miał potwornie wyglądający upadek. Jego noga dostała się między łańcuch i zębatkę motocykla Grzegorza Zengoty. Żużlowiec mógł stracić nogę, ale skończyło się "jedynie" na jednym palcu. Cała sytuacja wyglądała okropnie. Jego noga mocno krwawiła, ale nawet taki obrazek nie złamał młodego zawodnika.

Trener Piotr Baron powiedział po tym zdarzeniu, że Kubera pierwsze, o czym myślał po wypadku, to powrót na tor. Błyskawicznie poddał się rehabilitacji i odliczał czas, kiedy znów będzie mógł wsiąść na motocykl. Żadnej presji ze strony klubu nie było, ale on sam chciał pomóc drużynie i jechać dalej. Ktoś mógłby powiedzieć, że mówimy o żużlowcu młodym i na dorobku. Z drugiej zaś strony nie każdy byłby gotów na takie poświęcenie. Amputacja palca to przecież nic przyjemnego.

Teraz zbawi Motor Lublin?

Kubera ma szczęście, że pogoda dopisała, a do tego wszystkiego zakażenia koronawirusem pozwoliły odwołać aż dwa mecze jego nowej drużyny. W konsekwencji stracił tylko jedno spotkanie, więc wiele nie stracił do swoich rywali. W piątek zadebiutuje w nowym zespole. Motor podejmie u siebie Eltrox Włókniarza Częstochowa. Trudno może mówić, że wszystkie oczy będą zwrócone na Kuberę, ale jego debiut z pewnością będzie rozbierany na czynniki pierwsze. Czy poradzi sobie z presją, oczekiwaniami oraz jak wkomponuje się w nową drużynę.

Naszym zdaniem Kubera to kluczowa postać dla Motoru. Jeśli odpali i pojedzie nie gorzej niż rok temu, lublinianie mają szansę włączyć się do gry o medale. W przeciwnym razie może być o to ciężko.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | PGE Ekstraliga | motor lubin | fogo unia leszno | Dominik Kubera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje