Reklama

Reklama

Żużel. Problemu z komunikacją w Wittstocku nie będzie, ale może być problem z punktami (plusy i minusy giełdy)

Wolfe Wittstock po raz kolejny wystartuje w rozgrywkach 2. Polskiej Ligi. W klubie liczą, że tym razem z lepszym skutkiem. Pytanie, czy to realne, jeśli spojrzymy na skład zespołu. Przyglądamy się temu bliżej i oceniamy ruchy kadrowe Niemców.

MINUSY

Reklama

Utrata dużego talentu. Prawdopodobnie najbardziej obiecujący obecnie niemiecki żużlowiec Lukas Fienhage zdecydował się odejść z Wittstocku i zasilić Zdunek Wybrzeże Gdańsk. To spora strata dla Wolfe, bowiem 21-latek już niejednokrotnie pokazywał wielki potencjał, nie tylko na domowym torze. Żużlowiec podjął odważną decyzję i nie boi się walki o skład w Gdańsku. W Wittstocku tenże skład miałby zapewniony, ale postanowił rzucić się na głęboką wodę. To warte docenienia, choć na pewno w niemieckim zespole bardzo odczują jego nieobecność.

Wąska kadra. Wolfe są bardzo powściągliwi w kwestii ogłaszania swojego składu, ale już teraz można powiedzieć, że kadra zespołu zbyt liczna nie będzie. Ma to oczywiście zaletę w postaci pewnego komfortu psychicznego dla żużlowców (nikt nie będzie czyhał na ich pomyłki), ale z drugiej strony wielce prawdopodobne, że w razie słabej dyspozycji któregoś z nich, zwyczajnie nie będzie kim ich zastąpić. Zapewne klub ogłosi jeszcze jakieś nazwiska, ale na chwilę obecną nie wygląda to imponująco, nawet na drugoligowe realia.

Brak lidera. W drużynie nie ma kogoś, kto już na pierwszy rzut oka pociągnąłby wynik. Być może kim takim byłby wspomiany wcześniej Fienhage, ale jego w klubie już nie ma. Obecnie jeśli szukać dowódcy, to chyba byłby to Max Dilger, dysponujący największym doświadczeniem, jak chodzi o jazdę w polskich rozgrywkach. Ten żużlowiec miewa przebłyski, ale zdaje się, że pewnego poziomu nie przeskoczy. A ten poziom wcale nie jest jakiś rewelacyjny. Może rolę lidera przejmie Marcin Kościelski? Polak pozostał w klubie i liczy na lepszy sezon niż ten miniony. Tak czy inaczej, przed takimi nazwiskami rywale na kolana nie padną.

PLUSY

W większości krajowy skład. Polski żużel zna już przypadki, gdy w jednej drużynie mówiło się np. pięcioma językami. To komunikacji z pewnością nie ułatwiało. W Wittstocku takiego kłopotu być nie powinno, bowiem właściciel Frank Mauer postawił w znacznej większości na rodzimych żużlowców. To wbrew pozorom istotna sprawa. Kiedy w przerwach między biegami zawodnicy muszą się naradzić lub wysłuchać rad trenera, nie powinni marnować czasu na tłumaczenie słów rozmówcy lub też szukanie kogoś, kto pomoże w zrozumieniu przekazu. Obecnie w kadrze Wolfe jest tylko dwóch obcokrajowców.

Pozostanie Lukasa Baumanna. 20-latek nie dysponuje aż tak wielkim talentem jak Fienhage, ale kilka razy też już pokazywał niemałe umiejętności. Póki co, brak mu jeszcze objeżdżenia na polskich torach, bo znaczną część dotychczasowej kariery spędził na niemieckich obiektach. Baumann był jednak w obrębie zainteresowań niektórych klubów, które rozpatrywały go także pod kątem ewentualnych startów na pozycji U-24. Być może jeszcze się po niego zgłoszą, bowiem jeśli przepis się utrzyma, to ten żużlowiec może być wystawiany w tej roli aż do roku 2024.

Duże i znane nazwisko. Transfer Jacka Smitha narobił dużego hałasu w polskim żużlu. Choć póki co, 22-latek kojarzony jest tylko ze swoim ojcem, to należy pochwalić działaczy Wolfe choćby nawet za sam pomysł. Jeśli ten zakup nie obroni się sportowo, to na pewno obroni się marketingowo. Trudno powiedzieć, jak młody Smith spisze się na polskich torach, bo nigdy na nich nie jeździł. Pewne jednak jest to, że będzie pod baczną obserwacją. Jego ojciec spędził w Polsce wiele lat i przywiózł mnóstwo ważnych punktów. Priorytetem dla Jacka powinno być przestawienie się na zupełnie inne niż dotychczas obiekty, bo dobrze wiemy jak wielkie problemy miewają z tym zawodnicy wychowani na angielskich torach. 

Michał Konarski



Dowiedz się więcej na temat: żużel | Wolfe Wittstock

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama